Pozwy, które we wtorek rozpatrywał Sąd Okręgowy w Kielcach, zostały skierowane w trybie wyborczym przez komitet ubiegającego się o piątą kadencję prezydenta Kielc Wojciecha Lubawskiego. Są związane z wpisami, jakie w ostatnim czasie pojawiały się na stronie "Scyzoryk się otwiera – satyryczna strona Kielc", prowadzonej na jednym z portali społecznościowych.

Pozwy skierowano przeciw Dariuszowi Gackowi, jednemu z redaktorów strony - kandydował on do rady miasta z list wyborczych komitetu Bogdana Wenty, który wygrał I turę wyborów prezydenta Kielc, i w niedzielę, w II turze, zmierzy się z Lubawskim.

Przedstawiciele komitetu prezydenta podnosili we wnioskach do sądu, że to Gacek jest autorem wymierzonych w Lubawskiego wpisów.

Pierwszy z pozwów dotyczył wpisu, w którym stwierdzono, że dyrektor miejskiej instytucji Wzgórze Zamkowe Rafał Nowak (szef PiS w Kielcach) był jedną z osób zarządzających stroną "Głos z Kielc", która miała wspierać urzędującego prezydenta. Gacek napisał o "ekipie" tej strony: "dzielnie pracują dla dobra WL (Wojciecha Lubawskiego – PAP)", a jeżeli Nowak "pisze coś między 7.30 a 15.30 (w godzinach pracy – PAP), to my mu płacimy".

W pozwie wnioskodawca – pełnomocnik komitetu prezydenta Porozumienie Samorządowe - wniósł o zakazanie Gackowi rozpowszechniania nieprawdziwych informacji o rzekomym powiązaniu dyrektora Nowaka z redakcją "Głosu z Kielc" oraz prowadzeniu przez niego agitacji wyborczej na rzecz prezydenta, nakazanie usunięcia wpisu, sprostowanie informacji na stronie "Scyzoryk…" i w lokalnym dzienniku, przeproszenie prezydenta oraz wpłatę 10 tys. zł na rzecz kieleckiego hospicjum.

W sądzie Gacek mówił, że informację o tym, iż redaktorem strony "Głos z Kielc" jest dyrektor Nowak pozyskał z dwóch niezależnych źródeł, ale nie może ich ujawnić.

Nowak, który został przesłuchany w charakterze świadka zapewnił, że nie jest redaktorem "Głosu z Kielc".

Nie mam żadnego związku z tym portalem, nie prowadzę go, nie zarządzam nim, nie piszę tam żadnych tekstów

– zeznał dyrektor Wzgórza Zamkowego.

Dodał, że nie ma żadnych uprawnień, które pozwoliłyby mu umieszczać treści na portalu "Głos z Kielc", dlatego wpis Gacka sugerujący, że jest jedną z osób udostępniających tam posty, odebrał jako obraźliwy i mogący narazić go na utratę zaufania publicznego, niezbędnego do pełnienia różnych funkcji.

Sąd w postanowieniu zakazał Gackowi rozpowszechniania nieprawdziwych informacji o rzekomym powiązaniu dyrektora Nowaka z redakcją "Głosu z Kielc" oraz prowadzeniu przez niego agitacji wyborczej na rzecz Lubawskiego w godzinach pracy, nakazał usunięcie wpisu na ten temat ze strony "Scyzoryk...", zamieszczenie oświadczenia z przeprosinami i wpłatę 2 tys. zł na rzecz hospicjum.

Sędzia Renata Bochenek-Bielecka podkreślała, że niewątpliwie to Gacek jest autorem wpisu, ale nie dowiódł on jego prawdziwości - że dyrektor Wzgórza Zamkowego agitował w internecie na rzecz Lubawskiego.

W ocenie sądu internetowy wpis Gacka o Nowaku jest elementem kampanii wyborczej, bo Gacek startował w wyborach do rady miasta, z ugrupowania konkurencyjnego do Lubawskiego. Wpis jest ogólnodostępny - więc jest materiałem wyborczym, który miał – zdaniem sądu - zdyskredytować Lubawskiego w oczach potencjalnych wyborców.

W drugiej sprawie pełnomocnik komitetu wyborczego prezydenta Kielc wnioskował o zakaz rozpowszechniania przez Gacka na stronie "Scyzoryk…" nieprawdziwych informacji o rzekomym prowadzeniu przez Lubawskiego kampanii wyborczej za publiczne pieniądze, z wykorzystaniem miejskiej spółki. Wnioskowano także o usuniecie wpisów zawierających takie sugestie, publikację sprostowania, przeprosiny i wpłatę 10 tys. zł na cele charytatywne.

Na tej stronie, pod zdjęciem ciężarówki z logo Zieleni Miejskiej, przewożącej baner wyborczy Lubawskiego napisano m.in. "Tak Zieleń Miejska włączyła się w kampanię wyborczą Pana Prezydenta WszechKadencji. Prawda, że uroczo? (...) Ten transport sponsorują mieszkańcy Kielc". W innym miejscu zapytano: "Kampania Lubawskiego za publiczne pieniądze?".

Podczas rozprawy pełnomocnik Gacka i sam redaktor podnosili m. in., że to nie on jest autorem wpisów. Podkreślano, że do zamieszczania wpisów na stronie jest uprawnionych kilka osób – redaktorów - dysponujących odpowiednimi profilami, a Gacek swoje wpisy zawsze podpisuje imieniem i nazwiskiem.

Świadkiem w sprawie był m. in. prezes kieleckiego Rejonowego Przedsiębiorstwa Zieleni Miejskiej i Usług Komunalnych (RPZMiUK) Michał Miszczyk. Jak podkreślił, przedstawiciele komitetu wyborczego prezydenta zlecili spółce wykonanie płatnego zlecenia polegającego na montażu i rozmieszczeniu w mieście banerów wyborczych. Po wykonaniu zlecenia wystawiono komitetowi dwie faktury – na koszty złożyło się rozliczenie czasu pracy sprzętu i osób, które realizowały usługę.

Sąd oddalił wniosek komitetu prezydenta uznając, że wnioskodawca nie przedstawił żadnych dowodów na potwierdzenie, że autorem wpisów jest Gacek. - Brak jest podstaw, wobec faktu iż nie zostało wykazane, że uczestnik jest autorem wpisów, do zakazania mu rozpowszechniania informacji opisanych we wniosku, jak i sprostowania, i przeproszenia (...) – mówiła sędzia Barbara Taborowicz-Detka. Zaznaczyła, że Gacek podpisuje zamieszczane przez siebie na stronie wpisy, co wynika z akt pierwszej sprawy.

Sąd zauważył jednocześnie, że wpisy, o których mowa we wniosku są elementem agitacji wyborczej - negatywnej - w stosunku do prezydenta Lubawskiego. W ocenie sądu nie zamieszczono w nich prawdziwych informacji, bo dokumenty i zeznania prezesa RPZMiUK potwierdzają, że 22 października komitet Lubawskiego zlecił tej firmie wykonanie usługi związanej z transportem i montażem banerów, za co wystawiono faktury. "Nie można zatem stwierdzić, że zlecenia były finansowane ze środków publicznych" – podkreśliła sędzia Taborowicz-Detka.

Postanowienia są nieprawomocne.

Pełnomocnik redaktora strony "Scyzoryk…" zapowiedział złożenie zażalenie na pierwsze postanowienie. Z kolei od drugiego postanowienia sądu komitet wyborczy prezydenta Lubawskiego nie będzie się odwoływał.