Po sprawiedliwość za ocean
Zbigniew Ziobro w USA jest dla władzy groźniejszy niż na Węgrzech. Choć Donald Tusk nienawidzi Donalda Trumpa bardziej niż Viktora Orbána, jest to dla niego zbyt mocny przeciwnik.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Zbigniew Ziobro w USA jest dla władzy groźniejszy niż na Węgrzech. Choć Donald Tusk nienawidzi Donalda Trumpa bardziej niż Viktora Orbána, jest to dla niego zbyt mocny przeciwnik.
Referenda nie mają w Polsce szczęścia. Jeśli nie były obarczone z góry jakąś istotną wadą – jak to, w którym przyjęto obecnie obowiązującą konstytucję – to i tak nie przynosiły oczekiwanych korzyści decydentom. Choć dziś, również po prawej stronie sceny politycznej, nie brakuje sceptycznych głosów w sprawie pytania referendalnego, jakie chciałby zadać Polakom Karol Nawrocki, to zaryzykuję stwierdzenie, że prezydent tę akurat sprawę już politycznie wygrywa. I to niezależnie od tego, czy do głosowania ostatecznie dojdzie, czy też nie.
Waldemar Szczurek zaczyna ścigać prezydenckich urzędników za doradzenie Karolowi Nawrockiemu, by nie przyjmował ślubowania od nowych (neo?) sędziów TK. Powody się znalazły, sami sędziowie tak bardzo nie wierzyli, że Nawrocki mógłby ich zaprzysiąc, że niektórzy z nich nawet nie dopełnili stosownych ustawowych formalności i nie poinformowali KRS o odejściu z macierzystych sądów.
Symbolem serwilizmu TVP wobec obozu władzy przed 2015 r. było chóralne „Sto lat”, zaśpiewane w studiu Tomasza Lisa premierowi Donaldowi Tuskowi. Ten obraz został z jego uczestnikami na bardzo długo, a urodzinowy śpiew nie wyszedł szefowi PO i jego admiratorom z Telewizji Polskiej na zdrowie.
Marszałek Sejmu nie kryje, że będzie chciał zablokować publikację aneksu do raportu z likwidacji WSI. Dokument ten przez blisko 20 lat leżał w szufladach, obrastając w legendy i niedopowiedzenia. Dziś, dzięki determinacji prezydenta Karola Nawrockiego, ale też prof. Sławomira Cenckiewicza, jesteśmy bardzo blisko poznania jego treści.
23 kwietnia spora część widowni ogłosiła w mediach społecznościowych bojkot TVN24. Bo stacja ośmieliła się przerwać transmisję wystąpienia Andrzeja Seweryna. Polska jako kraj nie staje po stronie słabszych. Pogardza nimi i bagatelizuje ich głos. Mają przestać się bać niedźwiedzi i zacząć je kochać bezkrytyczną miłością. A jak nie, to niech się wyprowadzą do miasta.
W ubiegłym tygodniu debatę publiczną zdominowała wizyta w Polsce prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Uwagę skupiano na trzech wątkach, charakterystycznych dla zdemolowanej przez obecny rząd sfery publicznej. Wszyscy zwrócili uwagę na to, że premier Donald Tusk w rozmowie z Macronem opowiadał o historii Danzig, a nie Gdańska, gość podejmowany był z rażącą czołobitnością, wreszcie – że nie dopuszczono do spotkania francuskiego przywódcy z prezydentem RP. Dziś mało kto już o tym pamięta, bo nasz premier wszczął poważną i mogącą mieć wielkie konsekwencje awanturę z administracją USA.
Jeśli przykładać sytuację z Węgier do naszej, to raczej Fidesz przegrał, bo nie przerobił historii PiS z ostatnich wyborów.
W krajach anglosaskich często używa się terminu „lame duck” (czyli „kulawa kaczka”), oznaczającego polityka, który jeszcze sprawuje swój urząd, ale jego czas już się kończy.
Podziały na frakcje w Prawie i Sprawiedliwości nie są niczym nowym. Wizja wewnętrznych konfliktów w największej partii opozycyjnej od miesięcy rozpala wyobraźnię dziennikarzy i budzi zaniepokojenie wielu wyborców. Ostatnie dni przyniosły wyjątkowe zintensyfikowanie niepokojących sygnałów. Co ciekawe, nie brak też głosów, że tak naprawdę mamy do czynienia z chaosem kontrolowanym, obliczonym na poszerzenie elektoratu i zdobycie nowych koalicjantów.
Skala mniejszych i większych prawnych naruszeń i niedociągnięć całego procesu powołania nowych sędziów TK robi wrażenie i jest bardzo rozwojowa.
Największą wartością wygranej Pétera Magyara dla polskich komentatorów wydawało się możliwe zerwanie z rosyjskim komponentem dyplomacji poprzednika.
Przekierowanie uwagi polskiej opinii publicznej na sukces węgierskich liberałów o niejasnym programie i dość specyficznym pochodzeniu politycznym będzie w najbliższych dniach bardzo na rękę Donaldowi Tuskowi. Gdy rząd pogrąża się w kolejnych aferach, a obywatele na własnej skórze odczuwają zmiany w dostępie do opieki medycznej, premier i jego ludzie rozpaczliwie potrzebują jakiegokolwiek sukcesu. Choćby i nad Dunajem, prawie 550 km na południowy zachód od Warszawy.
Od 13 grudnia 2023 r. obserwujemy wciąż jeden i ten sam schemat działania. Wszystko to, o co przed tą datą graniczną ówczesna opozycja oskarżała Prawo i Sprawiedliwość, robi koalicja pod wodzą Donalda Tuska.
W Wielki Piątek na warszawskim Służewcu spłonął duży, drewniany krzyż, stojący na terenie Kościoła pod wezwaniem św. Maksymiliana Marii Kolbego. Już sam spektakularny pożar krzyża w Wielki Piątek był czymś symbolicznym i złowieszczym – zwłaszcza w kraju, w którym władza chce „opiłowania katolików”. To jednak nie wszystko. Dokładnie przed tym krzyżem historyczną homilię wygłaszał papież Jan Paweł II podczas swojej pierwszej pielgrzymki do ojczyzny.
Od zmiany rządu ręczne sterowanie wymiarem sprawiedliwości stało się normą. Minister Adam Bodnar – przez najtwardszych zwolenników władzy uważany za nie dość zdeterminowanego – w trakcie swojej pracy w ministerstwie dopuścił do kilku powszechnie znanych i drastycznych sytuacji, takich jak tortury wobec ks. Michała Olszewskiego i dwóch byłych urzędniczek resortu sprawiedliwości.
Media próbują wykazać, że decyzja Karola Nawrockiego dotycząca SAFE spotkała się z niezrozumieniem większości Polaków – zatem również jakiejś części jego wyborców.
Prezydent Karol Nawrocki po konferencji prasowej nie był zbyt wyrozumiały dla dziennikarza TVN24. Trudno się dziwić – pracownik stacji, w której panować musi dziś spora nerwowość, uległ chyba atmosferze z miejsca pracy i zachował się co najmniej dziwnie.
Profile polityków Koalicji Obywatelskiej w mediach społecznościowych w ostatnich dniach promują przede wszystkim dwa przekazy: optymistyczne wykresy, obrazujące wyniki sondaży wyborczych, w których ich partia prowadzi kilkoma, czasem kilkunastoma punktami procentowymi nad największą siłą opozycyjną, i utrzymane w ciemnych barwach grafiki, z których wynika jednoznacznie, że po wecie prezydenta w sprawie SAFE nie poradzimy sobie z żadnymi zagrożeniami – od ulicznego bandytyzmu do napaści na polskie granice. Rządzący mają jednak inne zmartwienia, więc teraz zależy im na odwróceniu uwagi od pedofilii w Kłodzku, drastycznych podwyżek na stacjach benzynowych, fatalnej sytuacji budżetowej i kryzysu w ochronie zdrowia.
W środę w porannej rozmowie z Republiką wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz nie mógł się nachwalić współpracy z obecnym wiceszefem SKW Krzysztofem Duszą.