Być może jedną z najciekawszych spraw dotyczących Bitwy Warszawskiej z połowy sierpnia 1920 roku było takie współdziałanie wszystkich sił polskich biorących w niej udział, dzięki któremu mogło się w ogóle udać słynne „kontruderzenie znad Wieprza”. Gdy 16 sierpnia oddziały Frontu Środkowego, pod bezpośrednim dowództwem Józefa Piłsudskiego, uderzyły na sowiecką Grupę Mozyrską – był to początek porażającej klęski bolszewików. Jednak wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Plan obarczony był wielkim ryzykiem.
Dramat bohaterów greckich tragedii polegał na ich uwikłaniu w niezmienny los. Jakiekolwiek decyzje by nie podjęli, cokolwiek by nie zrobili, nieubłagana konieczność pchała ich ku fatalnemu przeznaczeniu. Gdy 27 lipca gubernator dystryktu warszawskiego Fischer nakazał stu tysiącom Polaków stawić się do pracy przy budowie umocnień, dowództwo Armii Krajowej straciło nawet tę niewielką swobodę manewru, jaką miało dotychczas. Już nie było kwestii, czy będzie powstanie w Warszawie – pozostała tylko odpowiedź na pytanie, kiedy ono wybuchnie. Rozpoczynał się ostatni akt polskiej tragedii okupacyjnej.
Podczas trwających w Ankonie uroczystości rocznicowych z okazji wyzwolenia miasta przez 2 Korpus Polski, wiceprezes IPN dr Karol Polejowski wręczył medale „Reipublicae Memoriae Meritum” – jako wyraz uznania dla zaangażowania w upowszechnianie wiedzy o historii polskiego wysiłku zbrojnego podczas II wojny światowej.