Podczas sumy odpustowej bp Andrzej Kaleta wygłosił homilię skoncentrowaną wokół przesłania krzyża, jego miejsca w historii Polski oraz szacunku dla znaku krzyża.

Przestrzegał przed „szafowaniem krzyżem i wartościami, które on wyraża”. Mówił, że „krzyż nie należy do żadnego ugrupowania. Ani do lewicy ani do prawicy. Jest własnością tych, którzy go szanują”. Przypomniał także nauczanie papieży o krzyżu.

- Nadzieja, którą daje Chrystusowy krzyż jest nam potrzebna też w czasie pandemii koronawirusa. Znajdujemy ją w postawie wielu ludzi: służby zdrowia, pracowników różnych instytucji spieszących z pomocą osobom chorym, objętym kwarantanną, borykającym się z różnymi trudnościami. Podziwu godna jest postawa służby bliźniemu bez poszukiwania wdzięczności, poklasku, a tym bardziej sensacji – mówił bp Kaleta.

Z racji dożynek, biskup nawiązał także do symbolikiW chlebie niebo styka chleba. - się z ziemią, a człowiek - rolnik przez swoją pracę ma udział w krzyżu i w Tajemnicy Eucharystii, Eucharystii która jest pokarmem duchowym – mówił.

Podkreślił, jak mocny akcent kładł Jezus na „konieczność posilania się Jego Ciałem. To posilanie się jest zasadni¬czym warunkiem posiadania w sobie Bożego życia” - zaznaczył. Odwołał się do polskich poetów piszących o chlebie i do św. Brata Alberta. Apelował o „zgodę w polskim domu”.

- Przekleństwem dla narodu są serca nieskore do zgody, do pojednania. Dom, gospodarstwo, którego mieszkańcy ciągle się kłócą nie ostoi się i upadnie. Tak w XVIII wieku upadła Polska rozgrabiona przez mocarstwa ościenne. Dlaczego tak się stało? Bo nie było zgody w Polskim domu, przy polskim stole

– stwierdził bp Kaleta.

Zalecał stawianie „Pana Jezusa na pierwszym miejscu w naszym polskim domu”.

- Wtedy będzie zgoda, będzie szacunek dla drugiego człowieka, a przede wszystkimi nikomu nie będzie brakowało chleba – zakończył bp Andrzej Kaleta.


Kościół św. Marcina w Pacanowie – sanktuarium Jezusa Konającego, a od 2008 r. bazylika mniejsza, ma ponad 900 lat. Świątynia była wielokrotnie przebudowywana. Po zniszczeniu w czasie potopu przez wojska księcia Rakoczego kościół został odbudowany w barokowej formie. W XX wieku dwukrotnie niszczyły kościół pożary, najpierw w 1906 r., a później podczas działań wojennych w 1944 r.

Z tego ostatniego ocalała jedynie kaplica od południowej strony z figurą Jezusa Konającego. Nie wiadomo, kiedy i skąd ta figura znalazła się w Pacanowie. Według legendy, płynęły kiedyś Wisłą trzy takie. Jedna zatrzymała się w Mogile pod Krakowem, druga w Pacanowie, a trzecia w Warszawie.

Figura Chrystusa ma około 1,5 m wysokości, wyrzeźbiona jest z drzewa lipowego. Według tradycji pochodzi prawdopodobnie z XIII wieku. Jezus umierający na krzyżu nie ma ciernistej korony na głowie, ale promienistą aureolę. Za ołtarzem znajduje się przejście, które wierni pokonują na kolanach.

W Sanktuarium Pana Jezusa Konającego odbywa się co roku, jeden z największych w diecezji kieleckiej, odpustów. Połączony jest on z parafialnymi dożynkami.