W przedsezonowych typowaniach Podbeskidzie Bielsko – Biała określane było jako najsolidniejszy z trzech beniaminków, którzy awansowali do Ekstraklasy. Jednak boisko szybko zweryfikowało te pochlebne dla Górali opinie. Już pierwsza akcja Górnika przyniosła Ślązakom powodzenie. Kapitalną asystę zaliczył sprowadzony ze słowackiego Spartaka Trnava Alex Sobczyk a Jesus Jimenez między nogami bramkarza gości Martina Polacka strzelił do siatki. Po odejściu snajpera wyborowego zabrzan - Igora Angulo widać, że drugi z Hiszpanów w Górniku wyraźnie odżył i chętnie wziął na siebie obowiązek zdobywania bramek.

W 23. minucie w polu karnym ofiarnie walczył aktywny Sobczyk. Nie mogąc sobie z nim poradzić, ukraiński obrońca gości Dmitro Baszłaj zdzielił z całej siły Sobczaka w twarz łokciem. Po konsultacji z wozem VAR sędzia Mariusz Złotek podyktował karnego dla gospodarzy. Skutecznym egzekutorem „jedenastki” był Jimenez. Górnik zdobył drugiego gola, ale stracił Sobczyka. Alex tak mocno oberwał, że nie był w stanie kontynuować gry. Zastąpił go Piotr Krawczyk, który w doliczonym czasie pierwszej połowy głową trafił na 3:0.

Zaczęliśmy nieźle, ale nie możemy stracić koncentracji. Podbeskidzie nie gra tak źle, jak mógłby na to wskazywać wynik. Mamy świadomość, że efektowne zwycięstwo w pierwszym meczu zbuduje nasza pewność siebie na dalszą część sezonu

– stwierdził w przerwie w telewizyjnym wywiadzie Paweł Bochniewicz, który po wyjeździe Angulo do Indii, został nowym kapitanem Górnika.

I Bochniewicz wykrakał, bo w drugiej połowie nie mający nic do stracenia Górale rzucili się na rywali. W roli głównej w ekipie spod Klimczoka wystąpił rutynowany Kamil Biliński, który strzelił dwa gole i przywrócił nadzieję gościom. Podbeskidzie może nawet by doprowadziło do remisu, gdyby nie... no właśnie - Jesus Jimenez. Hiszpan w doliczonym czasie zdobył swoją trzecią bramkę i dał Górnikowi zwycięstwo 4:2.