Tradycyjnie po 1989 r. nad Polonią pieczę sprawował Senat. Wszystko jednak zmieniło się w 2012 r. kiedy pieniądze z budżetu na współpracę z Polakami za granicą przekazano Ministerstwu Spraw Zagranicznych. Wywołało to wtedy liczne sprzeciwy organizacji polonijnych, ale również senatorów Platformy. Dodatkowo spowodowało to chaos z organizacją wsparcia dla licznych środowisk zagranicznych. W skrajnych wypadkach zakończyło się upadkiem wielu wydawanych tytułów prasowych.

Przełom przyszedł dopiero po 2015 r., kiedy PiS wygrało wybory parlamentarne. W 2016 r. środki wróciły do dyspozycji Senatu, ale były wydawane zgodnie z wynikami rozpisanego przez MSZ konkursu, na który przeznaczono ponad 60 mln zł. Od 2017 r. całą pulą środków na Polonię zarządza Senat, nad którym kontrolę miało PiS i marszałek Stanisław Karczewski. Od tego czasu PiS niemal podwoiło kwotę pomocy dla środowisk Polaków za granicą i dziś na ten cel przeznaczonych jest 110 mln zł.

Od lat prawica podkreśla również to, że liczne środowiska polonijne to nasz wielki atut w polityce zagranicznej. Niemal zawsze prezydent Andrzej Duda, odbywając zagraniczne wizyty, spotyka się z mieszkającymi w danym kraju Polakami. Tymczasem w pierwszym okresie urzędowania marszałek Tomasz Grodzki pokazał, że chce tworzyć odrębną politykę zagraniczną państwa. Jak podkreślają nieoficjalnie politycy PiS, rząd nie może sobie pozwolić na to, by przez wojnę polityczną cierpieli Polacy za granicą.

Oczywiście inną optykę ma Tomasz Grodzki.

Traktuję to jako pewne wotum nieufności do mojego poprzednika Stanisława Karczewskiego, bo to by oznaczało, że przez te cztery lata źle realizowaliśmy pomoc dla Polonii. Chociaż tu akurat z senatorami PiS się zgadzam i słyszę, że również są przeciwni oddawaniu pieniędzy z Senatu do organizacji rządowych, nawet nie do samego MSZ, bo to od biedy można by jeszcze zrozumieć, ale do innych resortów, które z Polonią mają relatywnie mało wspólnego, i to jest dla mnie niezrozumiałe.
- mówił marszałek Senatu Tomasz Grodzki.