Kto kocha Putina

Zachód jest parszywieńki – powiedział kiedyś marszałek Józef Piłsudski. Wielokrotnie w naszej historii przekonywaliśmy się, że miał rację. A ostatnio wypowiedzi i czyny panów Olafa Scholza, Emmanuela Macrona, Silvio Berlusconiego czy, i to już mówię z wielkim rozczarowaniem, Henry’ego Kissingera, dotyczące ich koncepcji zakończenia wojny na Ukrainie pokazują to bardzo dobitnie.

Wielokrotnie przekonywaliśmy się, że na Zachodzie nie ma żadnych sentymentów czy empatii, co do żywotnych interesów krajów naszego regionu. Zachodnia polityka w większym lub mniejszym stopniu opiera się na interesach i kalkulacji. Czy to znaczy, że mamy się na szeroko pojęty Zachód obrażać? Oczywiście nie. Moim zdaniem nasze wszelkie działania i kontakty z państwami szeroko pojętego Zachodu powinny się opierać na konsekwentnej symetrii. Zasada jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie będzie tutaj jak znalazł. Nie ma co się odwoływać do wspólnej historii, walki „za waszą i naszą” wolność i tak dalej. Na Zachód od Odry to nie działa i nie jest żadnym argumentem. 
Tylko czysty państwowy egoizm i brak jakichś specjalnych oczekiwań. Pozwoli to nam zaoszczędzić niepotrzebnych nadziei i bolesnych rozczarowań. Bratać to w dzisiejszej sytuacji możemy się z takimi krajami jak Ukraina, które mają podobne zagrożenia i podobnie definiują Rosję, a nie z Macronem i Scholzem, którzy byliby gotowi sprzedać Kijów Putinowi bez mrugnięcia okiem. I pewnie, gdyby nie postawa USA, które swój interes mają w osłabieniu Kremla, już dawno by się to stało.

 

 


Źródło:

Igor Szczęsnowicz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo