Na portalu wyborcza.pl ukazał się niedawno artykuł „Orlen ma problemy z produkcją płynu dezynfekcyjnego? Spółka zaprzecza”, w którym anonimowy informator stwierdzał, że "wszystkie linie produkcyjne Orlenu stoją". Okazało się to nieprawdą, co zdementowano dość szybko. Ale to nie koniec...

Kilka dni temu portal Niezalezna.pl ujawnił, że redaktor "Wyborczej" Arkadiusz Gruszczyński na internetowych forach poszukiwał rozmówców do artykułu o kolejnej polskiej spółce - tym razem KGHM. Zapowiadał napisanie artykułu - efekty można przeczytać w dzisiejszym wydaniu wrocławskiej "Wyborczej". 

Tekst - jak można było się spodziewać - oparto przede wszystkim na anonimowych wypowiedziach. Zwłaszcza najbardziej kontrowersyjne fragmenty artykułu ze złowieszczym tytułem "Fedrunek w czasach zarazy". 

W publikacji czytamy, że górnicy - Mateusz i Jakub bez nazwisk - narzekają na brak płynów dezynfekujących czy tłoczenie się na małej przestrzeni. Nie wiemy, czy to prawdziwi górnicy, gdzie pracują, czy w ogóle istnieją, bo znajomość realiów w kopaniach KGHM jest dość słaba.

- Klatka windy ma 3 na 6 metrów. Około 300 osób zjeżdża na jedną zmianę. Jeden kurs trwa 10-15 minut

 - czytamy.

Tymczasem wind jadących tak wolno... nie ma! Jak udało się nam ustalić - górnicy w kopalniach KGHM zjeżdżają pod ziemię w czasie od 2 do 4 minut. Dodatkowo, po wybuchu epidemii - zmniejszono liczbę osób zjeżdżających w klatkach o ponad połowę, a w niektórych przypadkach nawet o 80 procent. To wszystko ze względu na bezpieczeństwo. 

W tekście "Wyborczej" pojawił się też zarzut braku płynu biobójczego dla pracowników. Natomiast każdy zakład KGHM może zamawiać dowolne ilości potrzebnego płynu.

Kolejna kwestia - anonimowy górnik Mateusz wypowiada takie słowa: "Nie zauważyłem, by dezynfekowano sprzęt". To akurat prawda - mógł nie zauważyć, gdyż dezynfekcja sprzętu z reguły (i to nie tylko w KGHM) nie odbywa się przy pracownikach i powinno być to normą każdego dużego zakładu. Krótko mówiąc - gdy pracownicy dotrą już na miejsce, korzystać mają z czystych szatni, łaźni czy urządzeń. Trudno wyobrazić sobie sytuację, gdy górnik przebywa w szatni czy pracuje podczas gdy trwa dezynfekcja. Niby takie oczywiście, a jednak nie dla wszystkich...

Jeżeli chodzi o dostępność maseczek, to pada zarzut, że są one dostępne tylko na pierwszych zmianach. Okazuje się, że w ostatnim czasie rzeczywiście zwiększył się pobór maseczek przez pracowników, ale są one dostarczane do oddziałów na bieżąco i powinny być dostępne całą dobę. Jedyną zmianą, jaką da się zauważyć, to ta, że są one wydawane w ilościach odpowiadających realnemu zapotrzebowaniu w kopalni. Jak nas poinformowano, każdy sztygar ma dodatkowe maski, które może wydać pracownikom w razie potrzeby.

Co kuriozalne, redaktor Gruszczyński bije na alarm, że znikł... alkomat!

"Jeszcze trzy tygodnie temu każdy górnik dmuchał przed wejściem do pracy w alkomat. Zrezygnowanego z tego, bo przecież wirus przenosi się drogą kropelkową”.

Okazuje się, że to prawdziwa informacja, bo kontrole trzeźwości zostały zawieszone 13 marca. Ale... na wniosek samych pracowników, obawiających się zakażenia.

Jaki cel miała taka publikacja oparta na plotkach? Nie wiemy, ale nas zaintrygował jeden fragment tekstu "Wyborczej".

"Po eksplozji pandemii akcje KGHM spadły ze 100 do 50 złotych. Teraz się odbijają. 

Czy możliwe jest zamknięcie kopalni?

- Nie, tak samo jak nie jest możliwe wyłączenie pieca na hucie. Kopalnię trzeba utrzymywać w ciągłości - opowiada mi Marcinkowska-Bartkowiak. Kopalnia może sobie pozwolić na zmniejszenie produkcji, ale taką decyzję musi podjąć rząd. Dlatego, jak mówi mi dyrektorka z KGHM, nie ma żadnego powodu, żeby ograniczyć robotę. - Pracujemy pełną parą."