Maciej Maleńczuk, podstarzały rockman, który oprócz muzycznych dokonań "zasłynął" licznymi skandalami (jak np. atak na obrońcę życia na marszu KOD czy znieważanie imienia śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego) udzielił szczerego wywiadu "Wyborczej". Pada w nim mnóstwo pełnych emocji stwierdzeń muzyka, m.in. na temat sytuacji politycznej w Polsce:

Jak była komuna, mogliśmy cały ten syf na kogoś zwalić. A po 1989 roku cały syf, który mamy, to już nasza pier...a wina

- gorączkuje się rockman.

To co się stało w grudniu w polskim parlamencie – byłem przekonany, że to już, że trzeba napie..lać. Pobiegłem nie tylko pod Wawel, ale też na Rynek Główny w Krakowie.

- komentuje grudniowe zajścia w sejmie.

Nie obyło się również bez apologii Lecha Wałęsy:

Jak on [Lech Wałęsa - przyp. red. ] wchodzi do amerykańskiego Kongresu i mówi: „We, the People”. „My, naród”. I otrzymuje takie, k..., brawa! Jak Rolling Stones.  [...] I nagle ten człowiek, który jest fetowany na świecie, który zrobił dla naszego kraju wszystko, bo to on wywalczył wolność, jest opluwany. Ma rozwaloną rodzinę, nie może spokojnie przejść po ulicy, wyskakuje poseł Tarczyński i go wyzywa na solo. Starszego mężczyznę

 - lamentuje Maleńczuk.

Muzyk wyraził także swoje niezadowolenie ze zmian w kulturze:

Na początku mojej kariery często nie miałem pieniędzy, a były już dzieci. I nikt mi nie pomagał. Albo np. dlaczego państwo ma wykładać pieniądze na jakąś gałąź sztuki? Dlaczego ja nic nigdy nie dostałem?

- żali się wokalista.

Kiedy ze strony dziennikarki pada pytanie, czy jej rozmówca kiedykolwiek ubiegał się o taką pomoc, z Macieja Maleńczuka wylewa się morze żółci:

Po ch... mam się ubiegać, jak mam pełną salę? Jeśli masz talent, to bilety powinny się sprzedać. Co to za dotowanie jakichś beznadziejnych orkiestr filharmonicznych, które rzępolą od lat bez żadnego talentu? W takim razie ja też żądam pensji. Tylko nie 500 zł, ja jestem droższy. Mamy dotować jakąś starzejącą się śpiewaczkę? Dlaczego? Zdychaj! 

Muzyk zdradza też kilka szokujących faktów o sobie. Okazuje się, że sam siebie ma za "elitę":

Tak, że my... O ile ja do tej elity należę. Wydaje mi się, że tak. Po prostu ci ludzie mają forsę, jeżdżą lepszymi samochodami. „Dlaczego on ma mercedesa, a ja mam fiata punto? Dlaczego on jest dyrektorem, a ja sprzątam?”.

A to wszystko po to, by za chwilę stwierdzić z rozbrajającą szczerością: 

No tak, ja się dobrze czuję w patologii, moje garnitury niech nikogo nie zwiodą.