Co się dzieje na zachodniej granicy... Udają uchodźców, bo chcą do Niemiec

Na zachodniej granicy każdego dnia zatrzymywane zostają osoby nielegalnie przebywające w Polsce. Wyjątkowo rzadko są to jednak uchodźcy uciekający z regionów ogarniętych wojną. Z reguły nawet nie proszą o ochronę międzynarodową w naszym kraju. Ich celem jest bowiem dotarcie do Niemiec. Niektórzy udają obywateli innych państw, aby nie odesłano ich do ojczyzny.

Twitter/ Straż Graniczna

Od wielu już dni uwaga Polaków skupiona jest na wydarzeniach na polsko-białoruskiej granicy, gdzie reżim Alaksandra Łukaszenki w ohydny sposób wykorzystuje setki migrantów celowo sprowadzonych m.in. z Bliskiego Wschodu. 

Na Podlasiu żołnierze, policjanci, funkcjonariusze Straży Granicznej pilnują, aby nikt nielegalnie nie dostał się na teren naszego kraju. Niestety, są atakowani, trwają prowokacje białoruskich służb, a w miniony wtorek na przejściu Kuźnica–Bruzgi doszło do szturmu – migranci rzucali kamieniami, metalowymi rurami, używali nawet granatów hukowych.

Tysiące prób

Od momentu wybuchu kryzysu Straż Graniczna na bieżąco przedstawia raporty o sytuacji na wschodzie. Każdego dnia dowiadujemy się o kolejnych próbach nielegalnego przekroczenia granicy. Są ich setki. Jak się dowiedzieliśmy w środę, tylko w listopadzie odnotowano 5,5 tys. takich zdarzeń. Na tym nie koniec.

– Od 26 października wobec cudzoziemców wydano prawie 1,4 tys. postanowień o obowiązku opuszczenia terytorium Polski

– przekazała ppor. Anna Michalska ze Straży Granicznej. Od początku roku odnotowano zaś ponad 33 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej, z czego blisko 17,3 tys. w październiku, prawie 7,7 tys. we wrześniu i ponad 3,5 tys. w sierpniu.

W innych regionach kraju

Nie można jednak zapominać, że Straż Graniczna cały czas działa również na południu, zachodzie i północy naszego kraju. Major Joanna Konieczniak z Nadodrzańskiego Oddziału SG zwraca uwagę, że regularnie prowadzone są kontrole legalności pobytu cudzoziemców i ich zatrudnienia, a patrole Straży Granicznej cały czas monitorują teren. Te działania mają na celu ograniczenie nielegalnej imigracji. 

– Teraz kontrole są wzmożone, w porównaniu z sytuacją z ubiegłego roku zatrzymujemy więcej osób. Od sierpnia zatrzymaliśmy ponad tysiąc cudzoziemców, którzy nielegalnie przebywali w Polsce

– przyznaje rzecznik NOSG, który działa na terenie województwa lubuskiego, w Wielkopolsce i na Dolnym Śląsku. Z tego grona ponad 600 osób próbowało nielegalnie przekroczyć granicę z Niemcami. 

Major Konieczniak podkreśla doskonałą współpracę z innymi służbami, przede wszystkim z policją, co pozwala lepiej chronić granicę. Polską i unijną. 

Nie chcą wracać do siebie

W miniony wtorek policjanci z Gubina, miasteczka z przejściem granicznym do niemieckiego Guben, zatrzymali i przekazali Straży Granicznej czterech obywateli Egiptu. O dziwo cudzoziemcy podawali się za Syryjczyków. Laików może zaskakiwać, że osoby, które i tak nielegalnie przebywają w Polsce, podszywają się pod kogoś innego. Dlaczego to robią? Powód jest bardzo prozaiczny. 

Obywatele Afganistanu i Syrii, czyli państw, w których trwają działania wojenne, decyzją Unii Europejskiej nie są natychmiast odsyłani. Mają szansę zostać w Europie. Pozostali, np. pochodzący właśnie z Egiptu, mogą się spodziewać, że zostaną wydaleni do kraju pochodzenia.  

– Migranci o tym doskonale wiedzą, orientują się w przepisach i stąd podawanie się za obywateli innych państw, przede wszystkim za Syryjczyków lub ostatnio za obywateli Afganistanu

– wyjaśnia mjr Konieczniak.

Dla ekspertów takie sytuacje nie są zaskoczeniem. Ci, z którymi rozmawialiśmy, nie mają żadnych wątpliwości, że zdecydowana większość osób nielegalnie docierających do Polski to migranci poszukujący nowej pracy, chcący poprawić swoją sytuację ekonomiczną. Dlatego zmierzają do Niemiec, Francji czy Holandii, gdzie liczą na znalezienie lepszego świata i gdzie funkcjonują duże społeczności ich rodaków. Chociaż zdarzają się wyjątki. Niedawno w Zgorzelcu zatrzymano pięciu obywateli Iraku i wszyscy złożyli wnioski o ochronę międzynarodową, co jest wstępem do procedury pozwalającej na pozostanie w Polsce. To jednak ewenement.

Jeszcze rzadziej zdarza się, aby osoba, która nielegalnie dotarła na terytorium Polski, z własnej woli zgłosiła się do właściwych instytucji i poprosiła o pomoc. W tym roku zachowało się tak jedynie kilkoro Białorusinów, natomiast w przypadku migrantów z Bliskiego Wschodu lub Afryki Północnej takie sytuacje nie są odnotowywane.

W Niemczech zwiększona czujność 

Skuteczna ochrona naszej zachodniej granicy leży także w interesie sąsiadów zza Odry i Nysy. Jak więc wygląda współpraca z niemieckimi służbami?

– Bardzo dobrze! – bez chwili wahania podkreśla mjr Konieczniak. Przypomina, że w Świecku i Zgorzelcu działają polsko-niemieckie placówki, organizowane są wspólne patrole. Po obu stronach. – Różnice pomiędzy naszymi służbami się zatarły. Jesteśmy partnerami – przyznaje.

To nie znaczy, że w Niemczech nie jest odczuwane napięcie i nie ma obaw o napływ nielegalnych imigrantów. Patroli w Guben, Görlitz i innych regionach jest znacznie więcej. Symboliczna sytuacja: od kilkunastu lat na Nysie działało nieformalne „przejście graniczne” – po prostu stary most w okolicach wsi Markosice. Gdy Polska weszła do strefy Schengen, Niemcy zdjęli zasieki, a nawet dospawali metalową drabinkę, aby most łatwiej pokonać. Codziennie korzystali z niego obywatele obu państw, idący do pracy, na zakupy lub na spotkanie wśród znajomych. W październiku drabinka została zlikwidowana. 

Biznes na ludzkiej krzywdzie

Twierdzenie, że powróciła zielona granica, byłoby przesadą, ale szczególną czujność pogranicznicy zachowują na autostradach. Sposób działania przemytników ludzi został już dawno rozpracowany. Nad zachodnią granicę docierają w większych grupach, na miejscu przesiadają się w auta osobowe. Później jest swoisty konwój. Przodem jedzie „czujka”, która ma sprawdzać, czy na trasie nie ma patroli policji lub Straży Granicznej, i informować wspólników jadących z tyłu w pewnej odległości.

– Niestety, to zyskowny biznes na międzynarodową skalę

– dodaje mjr Konieczniak. 

Nad Odrę docierają nie tylko migranci, którzy zdołali przedrzeć się od białoruskiej strony. Nie brakuje osób z Litwy, Ukrainy, a także innych państw Unii Europejskiej: Rumunii, Słowacji, Czech…

A czy zdarza się „podróż” w drugą stronę. O dziwo, tak. Choć raczej to skutek nieporozumienia.

Cudzoziemcy legalnie przebywający w Niemczech sądzą, że mogą swobodnie poruszać się po całej Unii Europejskiej i wybierają spacery lub zakupy w Polsce. Nie mogą tego robić.
 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

Grzegorz Broński
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo