Udało jej się uciec z piekła. Wstrząsająca relacja Anastazji z Irpienia: Boję się ciszy. Boję się wyjść na zewnątrz

30-letnia Anastasia Taran opowiedziała o tym, jak udało jej się uciec z okupowanego przez Rosjan miasta Irpin w pobliżu stolicy Kijowa, gdzie, jak mówi, rosyjscy żołnierze zabijają i gwałcą miejscowych. Wojska rosyjskie wkroczyły do ​​Irpina w pierwszych dniach rosyjskiej inwazji na Ukrainę, a pierwsi mieszkańcy zdołali uciec dopiero kilka dni później, 5 marca, pieszo, ponieważ zniszczone zostały wszystkie mosty łączące miasto z rejonem Kijowa.

twitter.com/@revishvilig

„Irpin to piekło. Jest wielu rosyjskich żołnierzy, którzy po prostu strzelają do ludzi, którzy wchodzą do prywatnych domów, a w najlepszym razie po prostu wyrzucają ludzi z ich domów. Gwałcą kobiety, a zmarli są po prostu wyrzucani. Otwierają piwnice, w których ukrywają się ludzie, i strzelają do nich”

– powiedziała 30-letnia Anastasia Taran, która do niedawna pracowała jako kelnerka, a obecnie pisze na Instagramie wskazówki, jak wydostać się z okupowanego miasta.

„Nasz punkt kontrolny znajdował się pod mostem, trzeba było bardzo uważać, bo okupanci do niego strzelali. Znaleźliśmy się pod ostrzałem moździerza, wybuchy były 50-100 metrów od nas. Trzeba uważnie słuchać poleceń naszych żołnierzy: jak krzyczą ‘niebo’ to znaczy, że trzeba się schować, jeżeli krzyczą ‘biegać’ to znaczy, że trzeba uciekać do następnego schronu”

- relacjonuje dziewczyna.

Anastasia pochodzi z Enerhodar, mieszkała w Irpinie przez ostatnie cztery lata. Tam dopadła ją wojna. Dziewczyna i jej mąż spędzili tydzień bez komunikacji, dostępu do internetu, elektryczności, ogrzewania czy wody w okupowanym przez Rosjan mieście.

„W naszym domu mieszkał facet z Ługańska, już to przeżył. Zebrał wszystkich pozostałych sąsiadów i powiedział, że będzie tylko gorzej. Twierdził, że nadszedł właściwy czas na odejście. Pakowaliśmy rzeczy na własne ryzyko. Każdy wziął, co mógł. Mieliśmy tylko swoje papiery i koty”

- dodaje Anastasia.

Anastasia wspomina, że ​​umieściła swoje dwa koty w jednym transporterze, a trzeci w plecaku. Para zabrała też dokumenty i paszporty. Żaden z sąsiadów nie wiedział, jaka jest sytuacja i gdzie znajdują się posterunki, ale zaryzykowali i opuścili miejsce. I mieli szczęście, bo wielu obywateli nie mogło się wydostać z miasta.

W tym momencie ona, jej mąż i trzy koty są we Lwowie.

„Boję się ciszy, bo ciągle oczekujesz od niej czegoś złego. Nadal boję się wyjść na zewnątrz: zawsze szukam schronienia”

- przyznała kobieta.

Młoda kobieta mówi, że jej największym lękiem jest niemożność powrotu do domu. Jedynym marzeniem Anastazji jest zwycięstwo Ukrainy.

 


Źródło: niezalezna.pl, euromaidanpress.com,

#Ukraina

Beata Mańkowska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo