- W ich kampanię zaangażowały się podejrzane fundacje finansowane jeszcze bardziej podejrzanymi pieniędzmi. A i tak to przegrali. Teraz mają czelność mówić, że wybory były skręcone. Banda nieudaczników i kłamców! - oświadczył poseł PiS Mariusz Błaszczak komentując tezy polityków KO i "silnych razem" na temat "sfałszowania" wyborów.
Sympatycy koalicji rządzącej brną w narrację o konieczności ponownego przeliczenia głosów oddanych w wyborach prezydenckich. Wielu polityków opozycji z kolei kpi z tak nierealnego scenariusza. Jednym z przedstawicieli drugiej grupy jest poseł Waldemar Buda. Jednak nie wszyscy zrozumieli, że nie pisał na poważnie.
Rząd od lutego trąbił o tym, że obejmie proces wyborczy parasolem ochronnym stworzonym przez MSWiA i Ministerstwo Cyfryzacji. Koalicja Obywatelska miała najwięcej własnych członków komisji, a dodatkowo wybory monitorowały sprzyjające im organizacje pozarządowe. Mimo to kilka dni po głosowaniu zaczęto trąbić o olbrzymich fałszerstwach, a na czele teorii spiskowej stanął Roman Giertych z Silnymi Razem, domagając się powtórnego przeliczenia głosów. Podważanie wyników wyborów trwa, scenariusz rumuński nadal wchodzi w grę.