Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polityka

"Silni razem" kontra demokracja. Operacja podważania wyborów najnowszym planem Tuska

Rząd od lutego trąbił o tym, że obejmie proces wyborczy parasolem ochronnym stworzonym przez MSWiA i Ministerstwo Cyfryzacji. Koalicja Obywatelska miała najwięcej własnych członków komisji, a dodatkowo wybory monitorowały sprzyjające im organizacje pozarządowe. Mimo to kilka dni po głosowaniu zaczęto trąbić o olbrzymich fałszerstwach, a na czele teorii spiskowej stanął Roman Giertych z Silnymi Razem, domagając się powtórnego przeliczenia głosów. Podważanie wyników wyborów trwa, scenariusz rumuński nadal wchodzi w grę.

W czwartek politycy Koalicji Obywatelskiej ruszyli z udowadnianiem, że wybory na prezydenta RP, które wygrał Karol Nawrocki, zostały sfałszowane. Na czele akcji stanął mecenas i poseł Roman Giertych, który ma za sobą całą grupę internetowych trolli spod znaku Silnych Razem. Zaczęli oni przekonywać, że w całej Polsce doszło do olbrzymiej liczby nieprawidłowości. Kilka dni nagłaśniania tych samych błędów z kilkunastu komisji (plus kilku innych, gdzie błędy były, ale je skorygowano), doprowadzono do setek publikacji, a atmosferze ulegli polityczni członkowie Państwowej Komisji Wyborczej.

Reklama

„Posiedzenie PKW dotyczące wpisów błędnych liczb głosów w protokółach niektórych OKW odbędzie się 9 czerwca 2025 r. o godz. 17. Sąd Najwyższy rozstrzyga o ważności wyborów na prezydenta na podstawie sprawozdania przedstawionego przez PKW oraz po rozpoznaniu protestów”

– poinformował Ryszard Kalisz na platformie X.

Nieprawidłowości w komisjach

W wyborach prezydenckich działało dokładnie 29 815 obwodowych komisji wyborczych. W takiej masie zawsze zdarzają się błędy. Nie inaczej było 1 czerwca. Rzeczywiście w co najmniej kilku przypadkach wiadomo, że komisje popełniły błąd, na odwrót wpisując wyniki wyborów. Czy to oznacza, że fałszerstwo było systemowe? Zobaczmy dokładnie. Jedną z podejrzanych obwodowych komisji wyborczych jest komisja nr 13 w Mińsku Mazowieckim. Gdy pojawiła się informacja, że wynik tam wygląda podejrzanie, swoją informację zamieścił tamtejszy burmistrz.

„W Obwodowej Komisji Wyborczej nr 13 w Mińsku Mazowieckim doszło do błędnego podania wyniku wyborów w protokole. W rzeczywistości wynik jest odwrotny. Zdecydowanie wygrał Rafał Trzaskowski. Z dziewięciu osób pracujących w komisji wyborczej nikt nie powiadomił o nieprawidłowości. Dziś przewodniczący komisji przyznał, że popełnił błąd, wprowadzając wynik. Sprawę zapewne zbada prokuratura”

– napisał Marcin Jakubowski.

Burmistrz ten jest ściśle związany z Platformą Obywatelską, a jego prawą ręką jest radna Alicja Cichoń, kandydatka KO w wyborach parlamentarnych. Są oni politykami związanymi z partią rządzącą i jednocześnie ustawiają się w opozycji do PiS. W 2020 r. Marcin Jakubowski paraliżował aktywnie wybory korespondencyjne, a swoją funkcję pełni od 2010 r., czyli od 15 lat. Nie byłoby to istotne, gdyby nie to, że przewodniczącym komisji nr 13 w Mińsku Mazowieckim był urzędnik miasta. Sprawa wygląda więc na zwykły błąd. Trudno bowiem założyć, że sztab Karola Nawrockiego zatrudnił do fałszowania wyborów osobę zatrudnianą przez polityków Koalicji Obywatelskiej.

Podobnie jest zresztą z komisjami w Krakowie. To tamtejsze samorządy organizowały wybory i nie są one bynajmniej związane z Prawem i Sprawiedliwością. Burmistrz z Koalicji Obywatelskiej rządzi również w Strzelcach Opolskich. Tam z kolei podejrzana była komisja nr 9. Przewodniczącą tej OKW była Joanna Palka, przedstawicielka komitetu Szymona Hołowni. Zresztą dostrzegła ona swój błąd, ale było za późno, by go naprawić. Podobnych przypadków może być 15 w całej Polsce. Co ważne, mylą się one w obie strony. Tak było m.in. w gminie Magnuszew w komisji nr 1.

Rozszerzyć listę

Same takie wątpliwości z pewnością nie wystarczyłyby do podważania wyników wyborów. Dlatego postanowiono rozszerzyć listę na komisje wyborcze, gdzie Rafał Trzaskowski uzyskał gorszy wynik niż w I turze. Natychmiast uznano, że jest to ze wszech miar podejrzane. I znowu, gdy przyjrzymy się bliżej liście, wiele z tych komisji to zagraniczne, gdzie przygotowaniem wyborów zajmują się podległe Radosławowi Sikorskiemu ambasady i konsulaty. Najprawdopodobniej struktura ta zmieniała się, bo się zmieniali wyborcy głosujący na zaświadczenie. Podobnie jest z głosowaniem w obwodach w szpitalach, gdzie po prostu zmieniali się pacjenci. 

– Skala nieprawidłowości jest minimalna – mówimy o 130 komisjach, w których Rafał Trzaskowski zdobył często minimalnie mniej głosów niż w I turze, często są to komisje, w których zdobył jeden, dwa głosy mniej. Łącznie tych głosów mniej między I a II turą było ok. 400. Przypomnę, że różnica między Karolem Nawrockim a Rafałem Nawrockim to ok. 400 tys., więc mówimy o 1/10 procenta. W drugą stronę była porównywalna liczba komisji, bo ponad 120 komisji, w których Karol Nawrocki zdobył w II turze mniej głosów niż w I. Znacznie więcej takich komisji było pięć lat temu, gdy startował Andrzej Duda – w 240 komisjach Andrzej Duda zdobył w II turze mniej głosów niż w I turze, więc takie rzeczy się zdarzają

– powiedział w TV Republika Adam Bielan, członek sztabu wyborczego Karola Nawrockiego, europoseł.

Dodajmy, że w całej Polsce doszukano się również 114 obwodów, w których to Karol Nawrocki miał mniej głosów niż w I turze. 

Aplikacja niezgody

Drugim pretekstem, który ma doprowadzić do podważania wyników wyborów, jest kwestia aplikacji. Prawo i Sprawiedliwość przygotowało specjalne narzędzie po to, aby sprawdzać, czy zaświadczenia, z którymi przychodzą wyborcy, nie są wykorzystywane powtórnie. Mimo że PKW wypowiadała się pozytywnie o możliwości jej stosowania, to w czwartek po wyborach politycy partii rządzącej przypomnieli sobie, że mogła ona wpłynąć na wynik wyborów. Ferma internetowych trolli twierdzi, że jej użycie było naruszeniem prawa.

„Wczoraj, 5 czerwca 2025 r., do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wpłynęło zawiadomienie posła na Sejm RP Romana Giertycha dotyczące używania przez członków obwodowych komisji wyborczych aplikacji umożliwiającej rzekomą weryfikację zaświadczeń o prawie do głosowania poza miejscem zamieszkania. ABW wdrożyła stosowne i przewidziane prawem czynności w celu gruntownej weryfikacji i wyjaśnienia zgłoszonych informacji”

– poinformował Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz ministra koordynatora służb specjalnych.

Dodatkowo Roman Giertych zażądał sprawdzenia, czy Tik Tok nie promował za bardzo prawicowych treści. To już wprost nawiązanie do scenariusza rumuńskiego, który doprowadził do nieuznania wyników wyborów. 

KOD również w spisku

W manipulacjach zwolennicy spiskowej teorii fałszowania wyborów wskazują również na to, że pomiędzy I a II turą lawinowo wzrosła liczba wyborców. Według tego fejka może być to 600 tys. wyborców więcej. Wystarczy rzut oka na stronę PKW, by stwierdzić, że to nieprawda. W pierwszej turze liczba uprawnionych wyniosła 29 252 340, tymczasem dwa tygodnie później liczba ta wyniosła 29 363 722. Zwiększyła się więc o 111 382 wyborców. Mogło to wynikać z tego, że pojawili się nowi wyborcy, którzy ukończyli 18. rok życia, ale również, co bardziej istotne, z aktywizacji wyborców za granicą, którzy głosowali za pomocą zaświadczeń. W spisek z fałszowaniem wyborów musieliby być zamieszani również przedstawiciele największych sondażowni IPSOS i OGB, które to robiąc badania late poll, wytypowały zwycięzców i podały wynik wyborów.

Pamiętajmy, że system monitorowania wyborów uruchomił również Komitet Obrony Demokracji. Organizacja ta również podała wyniki wyborów na podstawie reprezentatywnych komisji wyborczych. Według nich Karol Nawrocki zdobył 50,2 proc., a Rafał Trzaskowski 49,8 proc. głosów. Mało tego, Komitet Obrony Demokracji miał przedstawicieli w ponad 1800 komisjach. Co ważne, swój system kontroli wyborów stworzyli oni z funduszy unijnych. Z programów Aktywny Obywatel pozyskali niemal 200 tys. euro. W swoich raportach nie wskazują na nadzwyczajne nieprawidłowości. 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie
Reklama