W poniedziałek przed Sądem Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia odbędzie się rozprawa z oskarżenia lewicowej aktywistki Andżeliki Domańskiej wobec Roberta Bąkiewicza. Chodzi o sytuację, do której doszło podczas jednego z protestów w trakcie "strajku kobiet". Podczas wydarzenia przy Kościele Świętego Krzyża w Warszawie prezes partii Niepodległość wraz z policją wyprowadził aktywistkę. Ta wniosła przeciwko niemu oskarżenie o rzekomą napaść.
"No jest to oczywiście hucpa polityczna, a nie żadne postępowanie prawne. Dzisiaj napastnicy, przestępcy mają stawać się ofiarami, a ofiary mają stawać się przestępcami. Takie jest prawidło rządów Tuska i pana ministra Bodnara"
– oznajmił przed rozprawą.
Bąkiewicz wyraził nadzieję, że będzie w stanie udowodnić, jak wyglądał przebieg wydarzeń w 2020 roku, a sąd podejmie odpowiednie decyzje. - Chociaż tutaj też ma wątpliwości, dlatego, że sędzia, tak, jak w przypadku innych moich wyroków jest sędzią, która politycznie jest w jakimś konflikcie na pewno ze mną. Ona została zawieszona chociażby przez pana ministra Ziobro - powiedział.
"Dzisiaj będziemy walczyli, będę pokazywał dowody na to, że pani Angelika Domańska, bliska współpracowniczka pana Bartosza Kramka, koleżanka pani Suchanow, to jest osoba, która tutaj działa politycznie i próbuje wywrzeć presję po to, żebym ja został po prostu zwyczajnie skazany tak, jak bezprawnie zostałem skazany w podobnej sprawie z panią Katarzyną Augustynek, tak zwaną babcią Kasią"
– powiedział.
I dodał: "Żyjemy w takim państwie, jakim żyjemy, nie poddajemy się, walczymy o prawdę. Dzisiaj, jak miałbym stanąć ponownie pod kościołami, zrobiłbym to z jeszcze większą determinacją. Trzeba postawić tamę tym lewackim zbirom, łobuzom i tym, którzy chcą niszczyć naszą cywilizację, którzy chcą atakować Boga, Kościół i polskich patriotów".