To nie może być koniec
Tusk i Bodnar zgodzili się na możliwość zwolnienia aresztowanych za kaucją tylko dlatego, że, ich zdaniem, wycisnęli z tej sytuacji, co się dało.
Tusk i Bodnar zgodzili się na możliwość zwolnienia aresztowanych za kaucją tylko dlatego, że, ich zdaniem, wycisnęli z tej sytuacji, co się dało.
Znane polskie przysłowie „tonący brzytwy się chwyta” istnieje też w formie „tonący brzydko się chwyta”. Parafrazę tę można pociągnąć dalej, odnosząc ją już bezpośrednio do realiów uśmiechniętej Polski. Otóż Tusk KOD-u się chwyta.
Przywódcy Trzeciej Drogi są jak polityczne zombie, pozbawione jakiejkolwiek wolnej woli, niezdolne do samodzielnego działania, umiejące tylko słuchać czarodzieja, który powołał je do „życia”.
Czemu Tusk zdecydował się na utopić Palikota? Na ten moment teorii jest wiele. Możliwe, że Palikot podskoczył niewłaściwej osobie w PO i ponosi teraz za to konsekwencje. Równie prawdopodobne jest to, że mamy po prostu do czynienia z ustawką.
Uśmiechnięta władza nie chce reformować prawa na swoją korzyść. Ona nawet nie chce powrotu do tego, co było. Tusk chce za to pełnego zamętu.
Ekolodzy triumfują – tragedia, która dotknęła Polskę, okazała się idealną okazją do szerzenia ich agendy ideologicznej. Słyszymy więc, że oto ostateczny dowód na globalne ocieplenie, że teraz ci wszyscy, którzy nie wierzyli w ich ostrzeżenia, przekonali się na własnej skórze, co to znaczy bagatelizować ich „mądrości”.
Przez ostatnie dni mogliśmy oglądać spotkanie się rzeczywistości ze spektaklem politycznym reżyserowanym przez PO. Jak to zazwyczaj bywa, przebiegło ono w sposób bolesny. W końcu jeszcze w ubiegły piątek uśmiechnięty premier przekonywał: „Opady są intensywne, ale od razu chciałbym powiedzieć,(…) te prognozy nie są przesadnie alarmujące”.
Nie mamy się czego bać, skoro czuwają nad nami tacy giganci jak Łukasz Warzecha. Ten zawsze czujny publicysta, m.in. Onetu, ostatnio zawędrował aż na warszawski Dworzec Zachodni. Zastał go tam nieprzyjemny widok.
Dziś już wyraźnie widać, jaką taktykę przyjęły media na pasku PO w sprawie agenta Rubcowa vel Gonzaleza. Usiłują po prostu „przeczekać” ten trudny dla nich czas.
Od kilku lat biorąc udział w obchodach Powstania Warszawskiego, nie umiem pozbyć się uczucia niesmaku. Chodzi o udział w nich oficjeli Platformy Obywatelskiej i to, co w tych dniach robią związane z nimi „autorytety” oraz media.
To, co zrobiła „postępowa” i „tolerancyjna” Francja z okazji uroczystości rozpoczęcia igrzysk olimpijskich, przejdzie do historii. Urządzona przez władze tego państwa „ceremonia otwarcia” okazała się wyjątkowa nie tylko z powodu wulgarnych ataków na chrześcijaństwo, była też niezwykle toporna i po prostu brzydka.
Dla każdego, kto chociaż trochę rozumie politykę międzynarodową, „antyrosyjska” szopka grana przez aktualny establishment brukselski jest dość jasna.
W mediach PO coraz straszniej i coraz głupiej. Ostatnio namaściły one nowego bojownika walki z PiS-owskim reżimem, a okazała się nim 10-letnia Sara, biegająca z mikrofonem po Sejmie i robiąca tam za „dziennikarkę”. W jaki sposób przyczyniła się ona do walki z Kaczyńskim?
„Uśmiechnięta władza” zdecydowała się usunąć o. Maksymiliana Kolbego, rtm. Pileckiego i rodzinę Ulmów z ekspozycji w Muzeum II Wojny Światowej. Po kilku dniach dyrekcja tej instytucji ugięła się jednak pod naciskiem opinii publicznej. Przywróciła Ulmów i o. Kolbego (co będzie z Pileckim, nie wiadomo).
Ostatnie dni to prawdziwy polityczny stand-up w wykonaniu Marszałka Sejmu. Hołownia dwoi się i troi, byle tylko zaistnieć w przestrzeni publicznej. Czy usiłuje osiągnąć to prezentując jakieś sensowne inicjatywy? Nic z tego. Mamy za to do czynienia z festiwalem żartów – coraz głupszych i agresywniejszych. Niestety, wszystko wskazuje na to, że będzie tylko gorzej, zaś Hołownia powoli przeobraża się w nowego Niesiołowskiego lub Palikota na usługach PO - pisze Dawid Wildstein w "Gazecie Polskiej".