Racja stanu
Oprócz Karola Nawrockiego największymi wygranymi pierwszej tury wyborów prezydenckich są Sławomir Mentzen i Grzegorz Braun.
Oprócz Karola Nawrockiego największymi wygranymi pierwszej tury wyborów prezydenckich są Sławomir Mentzen i Grzegorz Braun.
Zamierzam tu zostać i niestety musicie z tym żyć – zapowiedział marszałek Szymon Hołownia w rozmowie z niegdyś go miłującym, a teraz z niego naigrywającym się portalem rządowym Onet.pl.
Czy za kilka miesięcy media będą niepokoić się kryzysem w koalicji rządzącej, wywołanej konfliktem między ministrem finansów i wicepremierem Sławomirem Mentzenem a ministrem budownictwa Adrianem Zandbergiem? Czy dziennikarze apelować będą o to, by w spór wkroczył premier Tusk, a ten się, jak zawsze, wścieknie? Czy koalicję uratuje weto prezydenta Trzaskowskiego, blokujące obniżkę podatków lub reformę budownictwa społecznego?
Lord Sarfraz jest brytyjskim biznesmenem pochodzenia pakistańskiego i konserwatywnym politykiem.
Podczas niedawnego koncertu w Manchesterze Bruce Springsteen wyznał: „Mój dom, Ameryka, którą kocham, Ameryka, o której pisałem, która była latarnią nadziei i wolności przez 250 lat, jest obecnie w rękach skorumpowanej, niekompetentnej i zdradzieckiej administracji”.
Odbyła się pierwsza tura wyborów i rozpoczął się kolejny etap kampanii, ale nie może to oznaczać, że nagle zapomnimy o tym, co działo się w zeszłym tygodniu. Na jaw wyszła wielka afera związana z ingerencją w polską kampanię wyborczą przy pomocy szeroko zakrojonej i finansowanej z nieznanych źródeł akcji agitacji w internecie – agitacji przeciwko kandydatom prawicy, a za Rafałem Trzaskowskim.
Uśmiechnięty rząd Donalda Tuska zdewastował prokuraturę, wymiar sprawiedliwości, służby specjalne i – co najgorsze – ośmieszył ideę badania rosyjskich oraz białoruskich wpływów w Polsce.
Sondaże są porażką pierwszej tury na równi z Telewizją Polską, czasem jednak niczego innego nie mamy do oceny prognoz. Od wielu miesięcy badania opinii społecznej pokazywały, że stopniowo pogarszają się nastroje społeczne, a o ile liczba zwolenników i przeciwników rządu utrzymuje się na zbliżonym poziomie, to dużo gorzej wyglądają notowania Donalda Tuska.
W dniach 4–6 czerwca w Wirginii Zachodniej odbędzie się konferencja pt. „Emigracja niepodległościowa w USA w latach 80.”. Wydarzenie jest organizowane pod honorowym patronatem prezesa Instytutu Pamięci Narodowej dr. Karola Nawrockiego i przy współpracy z IPN.
Jeśli wierzyć sondażom, to ostatnio zaznaczył się wzrost notowań Razem. Wyzwolona z zależności od Nowej Lewicy formacja odświeżyła pryncypialną, socjaldemokratyczną retorykę, czego najlepszym przykładem były ostre wypowiedzi Adriana Zandberga na przedwyborczych wiecach, a także w mediach społecznościowych i debatach telewizyjnych.
Polska robi się coraz bardziej groteskowym miejscem na ziemi. Wszystko najbardziej objawia się w stosowaniu przepisów i prawa. Przepisy w sprawie ciszy wyborczej złamał – jako jeden z pierwszych – wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha. Gdy o skandalu zrobiło się głośno, postanowił skasować wrzucone wcześniej grafiki i przeprosić.
W czasie ciszy wyborczej na portalu Niezależna.pl pojawił się cytowany z mediów społecznościowych wpis księdza Jacka Dąbrowskiego: „Wstyd! Jutro, podczas mszy św. w Watykanie inaugurującej pontyfikat papieża Leona XIV, nie będzie przedstawicieli rządu Donalda Tuska… Wstyd, ponieważ nawet kraje muzułmańskie będą reprezentowane przez przedstawicieli rządów.
Mija osiemdziesiąt jeden lat od chwili, gdy nad gruzami klasztoru na Monte Cassino załopotała biało-czerwona. Pierwszy w ruiny wszedł patrol 12. Pułku Ułanów Podolskich pod dowództwem ppor. Kazimierza Gurbiela. W środku jeszcze znajdowali się Niemcy, którzy w ciągu nocy z 17 na 18 maja w pośpiechu opuszczali swe stanowiska, woląc poddać się Anglikom niż Polakom. Z kolei żołnierze niemieckiej 1 Dywizji Spadochronowej wymykali się zaciskanego przez Polaków pierścienia wokół klasztoru ścieżką w stronę Piedimonte San Germano.
Czy zbliżamy się do końca czasów, czy też właśnie oddalamy od siebie Sąd Ostateczny?
Kończymy w piątek pierwszy etap kampanii wyborczej. Była z wielu względów inna niż dotychczasowe. Wielu kandydatów, wiele spotkań, najwięcej w dotychczasowej historii debat politycznych. Nie tylko z tego powodu zapisze się ona naszych najnowszych dziejach. Przede wszystkim zapamiętamy ją jako kampanię pod każdym względem nierówną.
Polityka klimatyczna to narzędzie do tworzenia mętnej wody. W tej łowi się zawsze najgrubsze ryby.
Prawie rok temu postawiłem w „Codziennej” tezę: jeśli Donald Trump wróci do Białego Domu, a Friedrich Merz zostanie kanclerzem Niemiec, to w Polsce nie wygra kandydat KO na prezydenta. Gdy zaś Donald Tusk – a raczej jego zastępca – przegra, koalicja się rozpadnie i dojdzie do wcześniejszych wyborów.
Drodzy Czytelnicy, z ręką na sercu – czy pamiętacie, bez zaglądania do telefonu, jak nazywa się prezydent Rumunii? A poprzedni? A kolejni politycy rządzący tym krajem od czasu upadku reżimu Ceaușescu?