Wielkim nieobecnym kampanii wyborczej jest tzw. polityka klimatyczna. Rafał Trzaskowski, który jeszcze pięć lat temu ochoczo popierał 21 postulatów Zielonych i chciał zakazywać polowań na ptaki, tworzyć parki narodowe i ograniczać gospodarkę leśną, w tym roku okroił program do trzech postulatów, z których jeden to niezgoda na umowę Mercosur. Postulaty klimatyczne stały się więc sierotami. Nagle już nie ma autorów Zielonego Ładu. Jakimś cudem polityka ta przeszła przez Parlament Europejski, mimo że wszyscy byli przeciwko. Donald Tusk już nie spotyka się z aktywistami i z miną Prometeusza przynoszącego Polakom ogień nie mówi o klimatycznych wyzwaniach. Nie wiem, czy to dobrze. Pogłębia to tylko wrażenie, że w polityce o nic nie chodzi.
Oczywiście tym na lewicy, bo prawica od zawsze mówiła, że zabawa skończy się drożyzną i osłabieniem społeczeństwa. Podobnie jak na końcu pacyfizmu znajduje się rosyjska inwazja. Czy to jednak, że w kampanii nie ma zielonej agendy, sprawi, że nie będzie jej w polityce w kolejnych miesiącach? Absolutnie nie. Polityka klimatyczna to bowiem narzędzie do tworzenia mętnej wody. W tej łowi się zawsze najgrubsze ryby. Dlatego można się spodziewać, że tydzień po wyborach wrócą te wszystkie absurdalne pomysły na leśnictwo, rolnictwo i łowiectwo. Jeśli ktoś uważa, że przejdzie to bokiem, to tylko się oszukuje. Rząd będzie bowiem musiał zrobić to, czego wymagają zagraniczni partnerzy. O zbyt duże interesy chodzi, aby to wszystko poszło w zapomnienie. Wiatraki muszą powstawać i się kręcić. Przemysł drzewny z Polski powinien przestać konkurować. Nasz kraj znów powinien dostarczać siły roboczej. I wyjątkowo zimny maj nic w tej materii nie zmieni.
Już jest, najnowszy numer tygodnika #GazetaPolska!
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) May 14, 2025
Obejrzyj spot i zobacz co przygotowaliśmy.
Zobacz więcej 🫵🏻na https://t.co/OnIeddfVvX oraz w wygodnej prenumeracie dostępnej na https://t.co/4iBN2D7fFX pic.twitter.com/51MzEjSPQM