Nic się nie stało?
Nie wybiegam aż tak daleko, by porównywać awarię warszawskiego kolektora do awarii elektrowni w Czarnobylu (a są tacy, którzy tak robią). Faktem jednak jest, że sprawa dobrze pokazuje, z jaką ekipą mamy do czynienia w stolicy.
Nie wybiegam aż tak daleko, by porównywać awarię warszawskiego kolektora do awarii elektrowni w Czarnobylu (a są tacy, którzy tak robią). Faktem jednak jest, że sprawa dobrze pokazuje, z jaką ekipą mamy do czynienia w stolicy.
Obrazki, na których podczas wyborów Mr. Gay Poland w poznańskim klubie Punto ubrany w kobiece ciuszki homoseksualista podrzyna gardło kukiełce z podobizną abp. Marka Jędraszewskiego, każą nam stawiać tezę, że sprawy zaszły za daleko. Obrzydliwe sceny były rzekomo reakcją na homilię krakowskiego metropolity, w których określił on ideologię LGBT jako „tęczową zarazę”. Reakcją, która oburzyła nie tylko stronników metropolity.
Jak to się wszystko zmienia! Jeszcze w środę byłem przekonany, że do dymisji marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego nie dojdzie. Niestety, dla niego samego dwa dni temu światło dzienne ujrzały kompromitujące fakty dotyczące „przewożenia” przez niego w celach prywatnych innych polityków PiS.
Czy Państwa oburza sprawa lotów marszałka Kuchcińskiego? Mnie to nieszczególnie interesuje, tak jak fruwający Donald Tusk czy Bogdan Borusewicz, który podobno latał do domu, by wyprowadzić psa. Przyzwyczaiłem się do tego, że ludzie władzy w pewnym momencie doznają zaćmienia i miesza się im w głowach od tego rzekomego dobrobytu.
W Sejmie pojawił się projekt zmiany ustawy o ochronie zwierząt autorstwa posłów Kukiz’15, który zakłada, że w wypadku, gdy właściciel zwierzęcia się nad nim znęca w sposób zagrażający zdrowiu lub życiu, to o tym, czy można mu je odebrać, miałby decydować Powiatowy Lekarza Weterynarii (PLW).
A tak się „atrakcyjny Kazimierz” starał – chodził po tefałenach, brylował w radiostacjach, i wszystko jak krew w piach. Bo na nic krytykowanie PiS, na nic strzelanie zafrasowanych min i udawanie zatrwożonego. – Nie ma takiej kandydatury, nie została zgłoszona i w ogóle nie jest przez nas rozpatrywana – oświadczył rzecznik PO Jan Grabiec pytany o to, czy na listach Koalicji Europejskiej znajdzie się Kazimierz Marcinkiewicz.
Przyznam się Państwu, że gdy w zeszłym tygodniu opisywałem wypad totalnych do małej miejscowości, jaką jest mazowiecki Węgrów, nie miałem pojęcia, że sprawa jest bardziej absurdalna, niż się zapowiadało.
Wielką popularnością cieszy się ostatnio aplikacja FaceApp pozwalająca zmienić zdjęcie tak, by pokazywało ono, jak będziemy wyglądali za kilkadziesiąt lat. Efekty są niesamowite, ale... Filtr przerabia fotografie za pomocą sztucznych sieci neuronowych. Pomysł pochodzi od Wireless Lab, firmy zarejestrowanej w Rosji i, co zrozumiałe, działającej w ramach rosyjskiego prawodawstwa.
Pamiętają Państwo film Magdaleny Piejko „Tam, gdzie da się żyć”? To opowieść o losach najmłodszej emigracji, tych wszystkich, których wygnały za granicę realia III RP. Piejko pokazała swoich bohaterów, jak bez żalu, ale i bez złudzeń opowiadają o Polsce, którą postransformacyjne elity doprowadziły do takiego stanu, że stała się zaprzeczeniem tytułu filmu. Obraz powstał w 2013 r., a więc w szczytowym okresie rządów PO-PSL.
W ubiegłym roku w okolicach 1 sierpnia producent napoju energetycznego „Black” w swojej kampanii marketingowej odwoływał się do Powstania Warszawskiego. Pod koniec lipca pojawiły się sponsorowane przez niego teksty w „New York Timesie”, a w sieci wyemitowano film, na którym bokser Mike Tyson, twarz napoju „Black”, opowiadał o Powstaniu.
Kto jest liderem opozycji? Ja tam nie wiem, ale Polaków spytano i… też nie wiedzą. Oto w sondażu IBRiS wykonanym na zlecenie „Rzeczpospolitej” na pytanie o tegoż lidera opozycji najwięcej wskazań uzyskał co prawda Grzegorz Schetyna (ponad 28 proc.), ale jednocześnie 42 proc. badanych nie wie, kogo wskazać. Dość powiedzieć, że na kolejnych miejscach są ludzie o poważnych ambicjach i niewielkim poparciu: Donald Tusk (8,6 proc.), Janusz Korwin-Mikke (3,1 proc.), Władysław Kosiniak-Kamysz (2,8 proc.) oraz Włodzimierz Czarzasty (2 proc.). Coś Państwa dziwi?
Janusz Christa, Henryk Chmielewski – „Papcio Chmiel” i Szarlota Pawel to nazwiska ikony. Jestem z pokolenia, które wychowało się na „Kajku i Kokoszu”, „Tytusie, Romku i A’Tomku” i przygodach Jonki, Jonka i Kleksa. To ci bohaterowie kształtowali wyobraźnię milionów dzieciaków, wprowadzali kolor w szarugę schyłkowej komuny i pierwsze lata III RP.
Gdybym szukał informacji na temat wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w USA, słuchając tylko wywiadów udzielanych przez polityków opozycji, pewnie bym się zmartwił. Byłbym zapewne przekonany, że polski prezydent nie dość że pojechał sobie zrobić zdjęcia, to jeszcze wziął córkę na wycieczkę, a wszystkie porozumienia to pic na wodę, podpisany w entourage’u bufonady i przesady, za który dodatkowo słono zapłacimy. Ale wystarczy posłuchać bardziej mocarnych przeciwników Dobrej Zmiany niż totalni i zaraz sprawa robi się jasna.
W ostatnich wyborach obalono chyba wszelkie stereotypy dotyczące elektoratu PiS-u – o szklanym suficie poparcia, które „nie przeskoczy 30 proc.”, o tym, że duża frekwencja szkodzi, że wyborcy chodzą głosować wcześnie rano i po kościele, że exitpolle zawyżają, że wyborcy PiS nie głosują w wyborach europejskich…
W czasach kryzysów strzeżcie się agentur – mawiał marszałek Piłsudski. A kogo strzec się w czasach prosperity? Tego niestety już nie mówił. Na pewno należy być odpornym na toksyczną dezinformację i mącenie wody. Przykładem wypowiedź byłego (na szczęście) ambasadora RP w Waszyngtonie (o zgrozo!) Ryszarda Schnepfa.
Ogłoszone wczoraj nominacje na nowych ministrów muszą zaskakiwać. Pozytywnie i negatywnie. Pozytywnym zaskoczeniem jest nominacja na ministra finansów Mariana Banasia, człowieka, który jako szef Krajowej Administracji Skarbowej wygrał wojnę z mafią paliwową i który, jeśli w podobny sposób chwyci żelazną ręką polskie finanse, to ma szansę trwale zapisać się w kronice dobrej zmiany.
Pamiętacie Państwo „chytrą babę z Radomia”? Chodzi o nagranie, na którym podczas przygotowanej dla najuboższych Wigilii w Radomiu dość nieelegancko zachowująca się kobieta porywa ze stołu ostatnie butelki pewnego napoju. Wydawałoby się, że ludzie z pierwszych stron gazet powinni mieć więcej ogłady niż mało kulturalna kobiecina. Tymczasem Grzegorz Schetyna postanowił nas z tego błędu wyprowadzić.
W sobotę ulicami Gdańska przeszedł V Trójmiejski Marsz Równości, zorganizowany przez środowisko LGBT. Podczas manifestacji doszło do skandalu – Najświętszy Sakrament porównano do kobiecych narządów płciowych, a całą scenkę odgrywano tak, że imitowała procesję Bożego Ciała.
Trwa atak na środowisko „Klubów Gazety Polskiej”. Nasze środowisko jest celem przebiegłej akcji, która ma na celu atomizację i wywołanie niepokoju. Nie bez powodu. „Kluby” to najbardziej aktywna grupa polskiego społeczeństwa i zasianie niepewności w ich szeregach może przełożyć się na cały obóz niepodległościowy i mieć daleko idące konsekwencje dla całej Polski.