Śmieszno i straszno
Wyobrażają sobie Państwo sytuację, w której najpoważniejszym kandydatem na urząd prezydenta jest w Polsce kabareciarz Robert Górski? Albo Marcin Daniec? Nie? Nic dziwnego. Ale takie dziwy mają właśnie miejsce na Ukrainie.
Wyobrażają sobie Państwo sytuację, w której najpoważniejszym kandydatem na urząd prezydenta jest w Polsce kabareciarz Robert Górski? Albo Marcin Daniec? Nie? Nic dziwnego. Ale takie dziwy mają właśnie miejsce na Ukrainie.
Miesiąc temu moi znajomi chcieli wybrać się na dancing w jednej ze znanych warszawskich restauracji, takiej z rzekomymi „tradycjami”. Normalna sprawa w karnawale. Niestety w tym czasie doszło do mordu na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu, prezydent ogłosił żałobę narodową i oczywistą konsekwencją było to, że wszelkie huczne imprezy zostały odwołane. Moi znajomi – prawi patrioci – przyjęli to ze zrozumieniem. Nawet nie przyszło im do głowy, by mieć pretensje do kogokolwiek.
W sieci krąży obrazek, na którym aniołek, najwyraźniej zdający Najwyższemu raport z sytuacji na ziemi, mówi: „Jakby było mało tego wszystkiego, to jeszcze obydwa narody wybrane wzięły się za łby”. Rzecz jest zabawna, szkoda tylko, że jakoś poza tym nie jest do śmiechu.
„Armia Ludowa pokonała Lecha” – tak „Gazeta Stołeczna”, warszawski dodatek do „Gazety Wyborczej”, zatytułowała swój tekst informujący o tym, że do stolicy powróciła aleja Armii Ludowej. Trudno powiedzieć, czy ten artykuł to przejaw triumfalizmu.
Jak to się wszystko dziwnie układa. Sebastian K., mężczyzna, który podpalił biuro poselskie minister Beaty Kempy, został zwolniony przez sąd z zamkniętego zakładu psychiatrycznego. Wcześniej mimo zarzutów o charakterze terrorystycznym nie został zamknięty w zakładzie karnym, bo stwierdzono, że jest niepoczytalny.
Platforma Obywatelska zdaje się wchodzić w buty skrajnej lewicy. Już teraz słychać przebąkiwania o tym, że „w całej rozciągłości” popiera się w PO choćby małżeństwa osób tej samej płci. To strojenie się w nowe szaty wynika z tego, że w PO zdają sobie sprawę, iż nie są w stanie konkurować ze Zjednoczoną Prawicą.
Zapewne nie ma wśród naszych Czytelników zbyt wielu dobrowolnych słuchaczy Radia TOK FM. Będą więc pewnie Państwo zaskoczeni, że w jedną z ostatnich niedziel z własnej woli wybrałem się do tego radia, mającego siedzibę na ul. Czerskiej w Warszawie (dokładnie tam, gdzie mieści się „Gazeta Wyborcza”). Wiem doskonale, jak są odbierane tego typu wycieczki.
Sprawa jest dość niesmaczna. Wyobraźcie sobie Państwo naraz Stefana Niesiołowskiego, prostytutki i fasolkę po bretońsku. Wiem, wiem, jak to brzmi. Cóż jednak zrobić, jeśli takie rewelacje od wczoraj rozgrzewają do czerwoności opinię publiczną.
Hurra! – grzmiały w poniedziałkowy wieczór wszelkie przekaźniki opozycyjnych mediów. Wieszczono pogrom i ostateczny upadek „reżymu kaczystowskiego”. Namawiano do jak najszybszego wykupywania rocznej prenumeraty „Gazety Wyborczej” i książek Tomasza Lisa.
To było w środę, 16 stycznia. Szedłem sobie ulicą Ordynacką. To ścisłe centrum Warszawy, ulica odchodząca od Nowego Światu. Pełno tu restauracji i knajpek. Przed jedną z nich zobaczyłem grupkę roześmianych mężczyzn kierujących się do zaparkowanego samochodu. Humory wyraźnie im dopisywały, o czym świadczyły podniesione głosy. „Zaraz wracamy” – zakrzyknął któryś z nich do kolegi palącego przed restauracją papierosa.
Nie udowodniono, jak ma się wizerunek Małego Powstańca czy Witolda Pileckiego na ciuchach RED IS BAD do Felixa Steinera – generała Waffen-SS, dowódcy Grupy Armii Steiner.
Długo siedzieliśmy w bańce zielonej wyspy, jaką miała być Polska. Wyspy wolnej od terroryzmu, od zamachów, od tragedii znanych z zachodu Europy czy Stanów Zjednoczonych. Powtarzaliśmy: „to nie u nas”, „nasza wieś spokojna” itd. Działo się to, mimo że co rusz dochodziły do nas informacje, iż np. w Stalowej Woli nożownik rzucił się na klientów centrum handlowego, jakiś inny szaleniec wjechał do sklepu ciągnikiem, a siekierą rozbił witrynę. Bagatelizowano to, bo przecież nie robili tego w imię Allaha, lecz z sobie tylko znanych powodów.
Ani mi Adam Andruszkiewicz bratem, ani swatem. Jego nominacja na wiceministra cyfryzacji nie oburzyła mnie ani nie uradowała. Do czasu, kiedy głos w tej sprawie zabrał były szef WSI, członek PZPR i uczestnik kursów GRU w Moskwie Marek Dukaczewski. I nie będą Państwo zapewne zaskoczeni, gdy okaże się, że skrytykował on wybór posła Andruszkiewicza.
Nie cierpię propagandy. Mam na nią wyjątkowo silną alergię. Na całym ciele miałem pokrzywkę, gdy Donald Tusk z marsową miną grzmiał o dopalaczach i bezwzględnej z nimi wojnie lub przekonywał, że pedofilów wykastruje chemicznie. Zazwyczaj działo się to w obliczu jakiejś tragedii i było obliczone na zbicie doraźnego kapitału politycznego. Dlatego mam wysypkę i robi mi się słabo, gdy słucham tego, co wyprawia się po tragicznym pożarze w escape roomie w Koszalinie, gdzie podczas przyjęcia urodzinowego śmierć poniosło pięć młodych dziewczyn.
Smutny jest finał (?) sprawy rzekomego zakupu przez tajemniczych inwestorów akcji Sportowej Spółki Akcyjnej Wisła Kraków. Równie szybko, jak się pojawili, zniknęli, zostawiając po sobie pobojowisko i pośmiewisko, jakim przez ostatnie dwa tygodnie stał się szacowny krakowski klub. I choć nie brakowało takich, którzy mimo wszystko wierzyli, że „cudotwórca z Kambodży”, o którym nic nie wiadomo, jest w stanie podźwignąć Wisłę z dna, to przecież cudów nie ma. Nie ma cudów, jest jednak syf, który trzeba posprzątać.
Tylko do jutra mają czas na wpłacenie 12 mln zł egzotyczni przybysze na czele z „panem skośnookim” (jak o tajemniczym Kambodżańczyku Vanna Ly powiedział prezydent Krakowa Jacek Majchrowski), którzy przekonują wszem i wobec, że chcą kupić Wisłę Kraków Sportową Spółkę Akcyjną.
Polskie media nie przestają mnie rozczulać. W zasadzie nie ma tematu, który przez jedną stronę dziennikarskiego grajdoła nie byłby przedstawiany o 180 stopni inaczej niż przez drugą. Ostatnim przykładem protesty społeczne we Francji i na Węgrzech.
Polsko-Ukraińskie Forum Partnerstwa, które 1 grudnia odbyło się w Kijowie, jest znakiem, że po okresie ochłodzenia możliwy jest przełom w relacjach pomiędzy Warszawą i Kijowem. „Polska i Ukraina zgadzają się co do negatywnej oceny projektu Nord Stream 2. Agresja w cieśninie Kerczeńskiej powinna przypomnieć tym, którzy są zaangażowani w ten projekt, do czego Rosja jest zdolna” – mówił w Kijowie szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz.
Znana dziennikarka stacji NBC News Andrea Mitchell powiedziała na wizji, że żydowscy powstańcy w Getcie Warszawskim walczyli przeciwko "polskiemu i nazistowskiemu reżimowi". "To skandal i obraza Polaków. Powinna przeprosić" - mówi portalowi Niezalezna.pl założyciel i prezes fundacji "From the Depths" Jonny Daniels.