Kto by słuchał Kasandry?
Jeszcze trochę, a będziemy się wszyscy od rana wsłuchiwać w głosy muezzinów wielbiących Allaha z wysokich minaretów górujących nad dachami europejskich miasteczek.
Jeszcze trochę, a będziemy się wszyscy od rana wsłuchiwać w głosy muezzinów wielbiących Allaha z wysokich minaretów górujących nad dachami europejskich miasteczek.
Gdy de facto zacznie obowiązywać pakt migracyjny w sensie realnym, wtedy cała masa nierozgarniętych fanatyków wspierających lewicę i Donalda Tuska zobaczy, „na co głosowała”.
W ogóle zlikwidujmy wszelkie nagrody i wyróżnienia. Niech dobrze uczące się dzieci nie dostają w szkole nagród w postaci na przykład książek!
Przypomniał mi się stary dowcip: w lesie odbywa się zapowiedziane przez lwa dzielenie zwierząt na mądre i piękne. Sarna wskakuje bez namysłu na polankę z napisem „piękne”. Sowa nie myśląc wiele, wlatuje na tę z napisem „mądre”. Tam też idzie lis. Cietrzew rozkładając ogon, stąpa w stronę napisu „piękne”. I tak zwierzęta idą raz na lewo, raz na prawo, dzieląc się na piękne i mądre. W końcu zostaje żaba. Ta staje na rozkraczonych łapach, zaczyna gardłowo rechotać kum-kum, łypie okiem w jedną stronę, łypie w drugą, po czym rozkłada „ręce” i charkotliwie wyznaje: „Ja się przecież, k…., nie rozdwoję”.
Matka Boska – ona stać miała za zwycięstwem polskim w czasie Bitwy Warszawskiej. Cudem Wisły nazwał, na łamach prasy, ewentualną wiktorię, jeszcze w jej przeddzień, Stanisław Stroński. I chociaż potem ukuto legendę, wedle której termin ów miał ośmieszać dokonania Piłsudskiego, odejmować mu chwały (w takim to sposobie myślenia – „skoro był cud, to przecież nie dzięki geniuszowi Marszałka. żeśmy wygrali, lecz zrządzeniem boskim”), to sam artykuł wcale nie był pisany w takim duchu. Odwoływał się do „cudu Marny” i nawoływał do duchowej jedności w obliczu zagrożenia bolszewickiego.
Czasem te „małe symbole” są ważne. Ważne, bo to nasze, osobiste sygnały o pamięci. Tak, ja, Polak, obywatel, mieszkaniec tego to a tego miasta w Rzeczypospolitej, wykonuję niewielki, ale widoczny wysiłek, by pokazać sobie i innym: pamiętam!
Żyjemy w państwie rządzonym przez ludzi słabych i pozbawionych cech fundamentalnych dla bycia strażnikiem polskiego interesu – pozbawionych kręgosłupa. Szczęście, że mamy naprawdę polskiego prezydenta, który nie boi się publicznie mówić prawdy. Co by się działo, gdyby w pałacu urzędował teraz Trzaskowski? - pisze w felietonie dla niezalezna.pl Tomasz Łysiak.