Sposób na sławę
W pierwszym sezonie popularnego amerykańskiego serialu „The Boys” niejaki Rzeźnik, lider walczących ze skorumpowanymi superbohaterami outsiderów, chce uratować jedność swej grupy, przywołując przykład girlsbandu Spice Girls.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
W pierwszym sezonie popularnego amerykańskiego serialu „The Boys” niejaki Rzeźnik, lider walczących ze skorumpowanymi superbohaterami outsiderów, chce uratować jedność swej grupy, przywołując przykład girlsbandu Spice Girls.
W okresie przedświątecznym jak zawsze rozpanoszył się ten infantylno-postępowy przekaz medialny, w którym święta stają się udręką. Emocje, których, przyznaję, sam doświadczałem jako kilkunasto- czy dwudziestokilkulatek, i które potem zupełnie mnie opuściły, okazują się być najczęstszym sposobem odbierania tego momentu.
Skandal korupcyjny w unijnej biurokracji zatacza coraz szersze kręgi i niemal codziennie dowiadujemy się czegoś ciekawego. Wiceszefowa PE Eva Kaili już straciła stanowisko, jednak to nie skutek zdolności do samooczyszczenia PE, ale śledztw krajowych w Grecji i Belgii.
Mieliśmy już w historii naszego kraju socjologów, którzy zajęli się fantastyką społeczno-naukową (jak Edward Wnuk-Lipiński, czy w swoim „Pokoju” wpisujący się trochę w ten nurt nasz dawny felietonista Piotr Wielgucki). Mieliśmy też autorów s-f, którzy mniej lub bardziej dali się wchłonąć pisaniu o polityce (przede wszystkim Rafał Ziemkiewicz, też przecież w swoim czasie piszący dla „Gazety Polskiej”). W drugą stronę też to działa, bo politycy często puszczają wodze fantazji, kreśląc wizje przyszłości lub wymyślając wciąż nowe historie alternatywne. Nawet, jak Lech Wałęsa, swojego własnego życiorysu. W ten ostatni nurt próbuje wpisać się szef Agrounii Michał Kołodziejczak, zabierając się do tego jednak w dość obrzydliwy sposób.
W weekend doszło do zmiany kierownictwa Porozumienia. Jarosław Gowin ustąpił ze swojej pozycji przewodniczącego partii, a jej członkowie, obecni podczas konwencji partii, wybrali na jego miejsce Magdalenę Srokę, która wcześniej była m.in. rzeczniczką ugrupowania. „Wybrali” to zresztą zbyt duże słowo. Nikt inny nie miał najwyraźniej ochoty brać udziału w tym politycznym ojcobójstwie, w którego akcie partia powtórzyła drogę, jaką kilka lat wcześniej podążyła Nowoczesna, pozbywając się Ryszarda Petru.
„Licznik Grodzkiego” tyka sobie spokojnie i wszystko wskazuje na to, że tak sobie dotyka do końca kadencji. Potem może się wiele zmienić, ale też, obawiam się, nie dlatego, że marszałek Senatu straci immunitet lub z niego zrezygnuje, prędzej sprawie zostanie ukręcony łeb.
Pracownia, czasem uważana za nadworną sondażownię PO, wypuściła sondaż, w którym partia ta o 4 proc. wyprzedziła PiS. Ten sam schemat powtarza się regularnie. Kantar Public wrzuca ranking, w którym opozycja zdobywa pierwsze miejsce, budząc euforię jej sympatyków. Następnie nie znajduje to potwierdzenia u innych, a nawet w kolejnych słupkach tej samej firmy, po czym… rzecz powtarza się po miesiącu, ogłaszana jako trzęsienie ziemi.
W „Gazecie Polskiej” Piotr Lisiewicz apelował, by zwracać uwagę, kto teraz będzie krytykował pomysł powołania komisji weryfikacyjnej mającej badać wszelkie przejawy działań na rzecz Rosji w polskiej energetyce. Lista oponentów zapełnia się szybko. Trudno się temu dziwić, choć komisja jest w jakimś stopniu spełnieniem postulatów samej opozycji, powstanie tego organu jest jej bardzo nie na rękę, zwłaszcza w kształcie zaproponowanym przez Prawo i Sprawiedliwość. Zauważmy też, że to nie pierwsza sytuacja, w której najpierw pojawia się postulat podobnego śledztwa, a następnie zostaje on porzucony przez swoich pomysłodawców.
Emocje piłkarskie jako takie są mi właściwie obce, choć nie zawsze tak było. Jako dziecko czasem oglądałem ze starszymi mecze w telewizji, czasem natomiast słuchałem ich w radiu i jakoś po latach z tych wszystkich spotkań zapamiętałem tylko dramatyczny moment radiowej transmisji, w którym piłkarz polskiego klubu strzelając karnego, nie trafił do bramki jednej ze światowych potęg.
Znany aktor twierdzi, że nie miał świadomości, iż potrącił człowieka, później zaś, gdy po raz pierwszy miał zostać skonfrontowany z faktami przez goniącą go ofiarę wypadku, nie zatrzymywał się, bo bał się krzyczącego na niego i machającego rękami obcego.
Gdy na Ukrainę kolejny raz spadają bomby w kolejnym potężnym ostrzale, liderzy „starej Europy” mówią, że z Rosją trzeba rozmawiać. Że będzie trzeba wrócić do tego, co było przed wojną, jakby to właśnie do wojny nie doprowadziło. Emmanuel Macron idzie chyba nawet dalej niż Olaf Scholz, deklarując, że potrzebne są jakieś gwarancje bezpieczeństwa, więc pewnie bezkarności, dla Putina.
Ostatnie deklaracje Włodzimierza Czarzastego mogą mocno zaskakiwać, gdy prześledzi się losy lewicy od czasu objęcia przez niego sterów po Leszku Millerze. Choć Czarzasty, z pozycji tradycyjnie postkomunistycznej, pozostawał długo ostrym i czasem niewygodnym krytykiem III RP, a w ostatnich latach zaznaczał odrębność i podmiotowość kierowanej przez siebie partii, dziś wydaje się jedynym adresatem, do którego trafiają apele Donalda Tuska o stworzenie jednej listy wyborczej.
740 dni trwała rozłąka sędziego Igora Tulei z warszawskim sądem okręgowym. Wrócił jednak, przywrócony decyzją nieuznawanego przez siebie sądu, podtrzymującego albo zmieniającego, nie ma to żadnego znaczenia, decyzję innego nieuznawanego przez siebie sądu. I tak się to kręci.
Dni mijają, robi się chłodniej, a że, zanim pojawiły się dostawy węgla, sam prezes PiS mówił, iż w tym sezonie grzać trzeba tym, co się będzie miało pod ręką, opozycja wciąż grzeje temat jego wypowiedzi o kobietach dających w szyję.
W styczniu 2014 r. odbyła się pamiętna, uwieczniona na taśmach rozmowa Radosława Sikorskiego z Jackiem Rostowskim. To właśnie wtedy ze strony Sikorskiego padły słowa, że „można zaj…ć PiS komisją śledczą”, która miałaby badać jeden z epizodów rozwiązania WSI przez Antoniego Macierewicza. Jak wiemy, do niczego takiego nie doszło, za to ile się nasłuchaliśmy taśm i o taśmach, to nasze.
Całkiem sporo uwagi, również po stronie prawicowej, przyciągnęło niedawne wystąpienie Donalda Tuska poświęcone kwestiom ekologicznym. Zainteresowanie tematem zwiększyło pojawienie się obok Tuska młodej aktywistki Dominiki Lasoty. Dla mediów sympatyzujących z Platformą było to „wtargnięcie”, znakomicie jednak przez lidera PO wykorzystane. Dla innych rzecz od początku wyglądała na ustawkę. Podsumujmy to, co w wystąpieniu słychać było od razu, a co można z niego wnioskować po głębszej analizie.
Gdy Boris Johnson żegnał się z fotelem premiera Wielkiej Brytanii, opozycja angielska nie cieszyła się nawet w połowie tak jak polska. Cóż, laburzyści wiedzieli, że i tak władzy na razie nie dostaną, a do końca kadencji konserwatyści mogą jeszcze poprawić sobie z nowym przywództwem sondaże. Potem działo się w Wielkiej
Gdy radny Kałuża zdecydował się na zmianę barw partyjnych, dając PiS większość w sejmiku na Śląsku, wrzaskom nie było końca. Gdy ten sam manewr wykonuje jednak marszałek, dotąd z PiS, politycy opozycji nowemu koledze gratulują, a opluwają przy tym, co oczywiste, radnego Kałużę.
W weekend grupa 447 sygnatariuszy, którą chyba śmiało można określić środowiskiem „Gazety Wyborczej”, opublikowała list wzywający partie opozycyjne do stworzenia jednej, wspólnej listy w przyszłorocznych wyborach do Sejmu. Opozycja tymczasem dogadana jest według wielu źródeł w sprawie Senatu, gdzie powtórzyć ma, raz już przecież skuteczny, pomysł „paktu senackiego”, rozszerzonego tym razem o ugrupowanie Szymona Hołowni. Jednak na przełożenie tego schematu na Sejm ani liderzy, ani duża część wyborców, ochoty już nie mają, traktując ten plan jako pomysł nie tyle na wygraną, ile na bardzo silne wzmocnienie pozycji Platformy Obywatelskiej.
Strzeżonego Pan Bóg strzeże – głosi stara mądrość. Okazuje się, że i bardziej lekkomyślnym czasem ta boska ochrona przysługuje, choć nie zawsze i nie wszystkim. Przekonałem się o tym we wtorek, gdy najpierw polski, a później światowy internet rozpaliła wiadomość, która mogła być pierwszą jaskółką III wojny światowej, a okazała się (co nie ujmuje jej dramatyzmu, zwłaszcza dla dwóch śmiertelnych ofiar z Przewodowa i ich najbliższych) najprawdopodobniej jedynie odpryskiem ukraińskiej obrony przed zmasowanym rosyjskim atakiem, jaki tego dnia został przypuszczony na miasta i infrastrukturę naszego sąsiada.