Gdy jednak jeszcze nikt nie wiedział, co właściwie się stało i jakie przyniesie to następstwa, ja zakopany w rodzinnych papierach w porządkowanym przeze mnie mieszkaniu o niczym jeszcze nie wiedziałem. Co za tym idzie, nie mogłem też w emocjach napisać żadnych głupot, których później bym żałował lub powinienem był się wstydzić, gdybym ich w swej zapiekłości w porę nie usunął z mediów społecznościowych. Do których usiadłem dopiero wtedy, gdy pierwsze emocje opadły już w raz z kurzem, zaalarmowany przez żonę, że dzieją się być może rzeczy ważne.
I te faktycznie się działy, jednak produktem ubocznym tego historycznego procesu były wpisy tych, których żadna siła wyższa przed pisaniem w godzinie próby głupot lub też zwykłych świństw nie ustrzegła. Niektóre z tych wpisów później zniknęły, ale inne zostały i pewnie już zostaną, najwyraźniej powstały z jakiegoś konkretniejszego niż emocje powodu i mają zostać, powielając szkodę, którą już zdążyły wyrządzić.
Gdy głupoty piszą gorącokrwiści i w gorącej wodzie kąpani geopolityce bez realnego znaczenia, dramatu jeszcze nie ma. Gorzej, gdy robią to uznawani dziennikarze czy politycy, by przypomnieć tylko podziękowania dla USA z klawiatury Radka Sikorskiego. Tym razem wpisy z tego gatunku i z tych samych okolic towarzysko-politycznych od razu próbowały zaszczepić w nas panikę - według nich bowiem zawiodły państwo, wojsko, ochrona przeciwlotnicza, a może nawet sojusze i NATO, zabrakło więc tylko wywieszenia białej flagi. Inni napisali, że za wszystkim stoi PiS, chcący „czymś grubym” odwrócić uwagę od kolejnych strasznych afer i przekrętów. Z opinii, potwierdzanych przez NATO instytucje państwowe zdały jednak egzamin.
O słabości państwa, przy całym szacunku dla ludzkiego dramatu, nie świadczy jeszcze ostrzelana przypadkowo suszarnia zboża w pobliżu granicy, za którą toczy się wojna. Prędzej upatrywałbym jej w tym, że znani już dobrze i wciąż ci sami ludzie zawsze w podobnych sytuacjach piszą podobne, szkodliwe głupoty i żadna nieprzyjemność ich z tego powodu nie spotyka.