Stara, wściekła Francja
Temat Francji w polskiej publicystyce zamknął właściwie Stefan Kisielewski, gdyby jednak skrócić felieton do jego najsłynniejszych słów na ten temat, byłby on treściwy, ale krótki i nienadający się do druku.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Temat Francji w polskiej publicystyce zamknął właściwie Stefan Kisielewski, gdyby jednak skrócić felieton do jego najsłynniejszych słów na ten temat, byłby on treściwy, ale krótki i nienadający się do druku.
W zeszły czwartek w warszawskim klubie Niebo koncert zagrał białoruski postpunkowy zespół Petlya Pristrastiya (Pętla Uzależnienia). O tej kapeli pisałem już nie tak dawno na łamach papierowej „Gazety Polskiej”, gdy jeden z felietonów poświęciłem analizie pierwszych reakcji rokowych, niezależnych wykonawców z państw Łukaszenki i Putina na rosyjską inwazje na Białoruś. Wówczas obserwacje przyniosły raczej budujące wnioski, muzycy zachowywali się, jak trzeba.
Choć Prawu i Sprawiedliwości zaszkodzić może skupienie przyszłej kampanii wyborczej na inflacji, drożyźnie i bolączkach życia codziennego, wygląda na to, że opozycja zastanawia się nad mocnym akcentowaniem spraw obyczajowych. Platforma chce w ten sposób oswajać wyborców ze swoim skrętem w lewo, a zarazem pozbawiać głosów potencjalnie najbardziej kłopotliwego koalicjanta, czyli Nową Lewicę wraz z partią Razem. Sejmowe głosowanie w sprawie aborcji miało być symbolem tego zwrotu, jest jednak również zapowiedzią kłopotów dla samej Platformy.
Tomasz Grodzki zapowiedział, że po wygranych przez opozycję wyborach nowy rząd rozdzieli funkcje prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. To samo w sobie nie budzi wielkich emocji, ponieważ podobne zapowiedzi pojawiają się, odkąd PiS połączyło te stanowiska.
W amerykańskiej popkulturze od lat występuje figura tajemniczego „rain mana”. Ów deszczowy człowiek przewija się przez wiele piosenek i teledysków, artyści dziękują mu lub czują się przez niego zniewoleni, czasem natomiast oba te wątki łącząc lub samemu próbując określić się tym mianem. „Rain man” to ktoś, kto obsypuje ich łaskami i szczęściem. Jak wiemy z bardziej ponurych tekstów, nie robi tego za darmo. Teledyski na ogół wprost owe łaski pokazują jako spadające na artystę pieniądze.
Każdy niemal dzień przynosi informacje o tym, że unijna biurokracja postanowiła otworzyć jakiś nowy front. Czasem przeciwko jakiemuś państwu – oczywiście najczęściej jest to Polska, chyba nawet przeciwko Węgrom tyle się na poziomie Unii nie podejmuje dziś kroków. Być może Orbán ugłaskał swoim zachowaniem poutykaną tu i tak putinowską agenturę. Czasem poszczególne elementy tej machiny zwracają się przeciwko sobie, choć i tu w tle bywa Polska, jak w przypadku niedawnej rezolucji.
Kilka miesięcy temu z pewnym zdziwieniem słuchaliśmy, gdy Donald Tusk przypisywał Platformie Obywatelskiej autorstwo programu 500+. Ostatnie tygodnie to natomiast ciągła próba przekonania Polaków, że to Tusk wraz z całą PO byli zwolennikami twardego kursu wobec Rosji, dywersyfikacji dostaw gazu i tych wszystkich rzeczy, w których czas rację przyznaje na naszych oczach Prawu i Sprawiedliwości oraz braciom Kaczyńskim.
Porozumienie w sprawie Krajowego Planu Odbudowy jak na razie nie oznacza nagłego zastrzyku pieniędzy dla Polski, a otwarcie nowych frontów. Dobrą wiadomością jest to, że wśród nich znajdziemy również fronty inwestycyjne, ponieważ ruszają już pierwsze projekty, które finalnie mają zostać sfinansowane z tych właśnie środków. Niestety, choć to na nich właśnie powinniśmy dziś móc się spokojnie koncentrować, KPO dzieli wciąż koalicję rządzącą. Widać również wyraźnie, że zarówno unijna biurokracja, jak i polska opozycja traktują te środki przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, jako narzędzie nacisku na Polskę.
Prezydent podpisał ustawę o Sądzie Najwyższym. Politycy PiS w publicznych wypowiedziach deklarują nadzieję, że to zakończy spór z Komisją Europejską i odblokuje środki z KPO.
Europejska Partia Ludowa w obecnej kadencji Parlamentu Europejskiego ma dziś 187 deputowanych w PE.
Według badań pracowni United Surveys dla „Rzeczpospolitej” i radia RMF FM, ankietowanym Polakom bardzo trudno jest wskazać, czyim sukcesem jest akceptacja polskiego KPO przez Komisję Europejską. Co prawda prawie nikt nie uważa, byśmy w tej sprawie zawdzięczali cokolwiek opozycji (niecałe 3 proc. wskazań), ale też i prezydenta niespecjalnie tu doceniamy, choć przecież to jego ustawa pomogła zażegnać trwający dotąd impas (5,6 proc.). Niewiele lepiej wypada sama Komisja Europejska – to już 12 proc., natomiast dwa razy więcej ankietowanych wskazuje na rządzących. Tak więc PiS ze swoimi 24 proc. wypada tu najlepiej, ale…
W 1981 r. Jaruzelski pozostawił po sobie w języku polskim kilka fraz, w tym „90 dni spokoju”. Czerwony generał apelował o taki właśnie czas taryfy ulgowej dla swojego rządu, a po cichu już szykował się do zbrojnej napaści na własnych obywateli. Już po ’89 przyjęło się, że każdej nowej ekipie należy się kredyt zaufania na pierwsze 100 dni, oczywiście z pewnymi wyjątkami.
Wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego i szerzej – zapowiedziane i wdrażane zmiany w partii – wskazują, że kierownictwo, a na pewno sam prezes, zdają sobie sprawę z czyhających na Prawo i Sprawiedliwość zagrożeń. Po prawie siedmiu latach rządów PiS trapią typowe i nieuchronne problemy każdej partii władzy. Dodatkowo nakładają się na nie wyjątkowo trudne okoliczności, jakie przypadły na drugą kadencję – pandemia, narastająca inflacja, kryzys paliwowy, wreszcie wojna tuż przy granicach Polski, poprzedzona jeszcze prowadzoną przeciw nam wojną hybrydową. Paradoksalnie jednak PiS najlepiej dawało sobie dotychczas radę właśnie w najmniej sprzyjających okolicznościach.
Niezbadane są wyroki boskie, głosi mądrość. Wyroki polskich sądów natomiast są cały czas dość przewidywalne, nawet, jeśli przewidywalność ta przejawia się w pozornych zaskoczeniach. Gdy piszę te słowa, Twitter trzęsie się akurat w słusznych emocjach po decyzji, jaką w sprawie Magdaleny Adamowicz wydała sędzia Julia Kuciel.
Jak wygrać z inflacją? – pytają eksperci, a po cichu zapewne zastanawiają się też wszyscy Polacy. Ba, cały świat się zastanawia. Jednak choć zjawisko jest globalne i takie też najczęściej stoją za nim przyczyny, winę najchętniej przypisuje się lokalnie.
W czwartek w Sejmie Zjednoczona Prawica dokonała dwóch w pewnym sensie sprzecznych rzeczy: równocześnie udało jej się bowiem przegłosować poprawki do ustawy o Sądzie Najwyższym i odrzucić wotum nieufności wobec Zbigniewa Ziobry. Oba wygrane głosowania to spory cios dla opozycji. Koalicja rządząca trwa i najprawdopodobniej trwać będzie. Natomiast kwestia pieniędzy z KPO pozostaje otwarta. Obawy części mniej ufnych wobec deklaracji KE polityków prawicy w weekend potwierdził Rafał Trzaskowski, który kontynuuje, jak się zdaje, swoją grę o rząd dusz na opozycji.
Można oczywiście uznać, że Janusz Weiss był klasycznym przykładem resortowego dziecka, które świetnie ustawiło się w III RP, a i Jacek Kleiff bardzo mocno się w swojej niechęci do PiS zapędził – i z tych powodów stracić serce do dawnego Salonu Niezależnych. Nie zmienia to jednak faktu, że co pewien czas przypomni mi się coś z dawnej twórczości tego wyprzedzającego swój czas i niedopasowanego do miejsca kabaretu z przełomu lat 60. i 70., którego skład uzupełniał Michał Tarkowski. Ostatnio jako wielce aktualny przypomniał mi się monolog Weissa „Król – berek kucany”.
W poniedziałkowy ranek, pisząc pierwszą część tego tekstu, nie spodziewałem się, że część jego tez, których rozwinięcie przezornie odłożyłem do jego planowanej na drugą połowę tygodnia kontynuacji, na zamkniętym posiedzeniu wyjazdowym Platformy pośrednio potwierdzi sam Donald Tusk. W rozmowie ze swoimi parlamentarzystami bardzo ostro zaatakować miał Szymona Hołownię, oberwać się miało też Rafałowi Trzaskowskiemu. W tle pozostaje brak odzewu na narzucany niemal siłą pomysł jednej listy wyborczej opozycji, a nowym wątkiem jest domniemana współpraca Trzaskowskiego z Hołownią. W tej ostatniej sprawie politycy Platformy robią dobrą minę do złej gry, wiele wskazuje jednak na to, że nieźle się musi pod tym dywanem kotłować.
Platforma Obywatelska miała okazję pokazać, że nie chroni swoich. Tak, brzmi to jak żart, ale pamiętajmy o tym, że nawet doktryna Neumanna wskazywała, że są pewne sytuacje graniczne – nielojalność wobec partii lub zbyt mocne zarzuty.
Fani Muminków pamiętają na pewno postać Paszczaka, wiecznie niezadowolonego filozofa, snującego się z książką „O niepotrzebności wszystkiego”. Ten marudny stworek stał się najwyraźniej patronem naszej opozycji, która robi wszystko, by wykazać zbędność kolejnych wielkich inwestycji.