Życie na celowniku
Zapowiedzi obniżenia polskiego potencjału obronnego są osłabianiem bezpieczeństwa Polski.
Zapowiedzi obniżenia polskiego potencjału obronnego są osłabianiem bezpieczeństwa Polski.
W wypadku, gdyby opozycji udało się jednak za jakiś czas skleić dziwaczną koalicję złożoną z miliarda partii, których jedynym spoiwem jest antypisowskość, to czekać nas będzie jeden z najweselszych okresów politycznych w naszych dziejach. Z jednej strony będzie można obserwować zadziwiające piruety, walki, zakulisowe rzucania się sobie do gardeł, toczenie piany na zmianę z jej biciem, a z drugiej nastąpią róże zmiany prowadzące nasz piękny kraju ku temu, by stał się wreszcie „krainą pieczonych gołąbków”, czyli wymarzoną przez zwolenników Tuska krainą szczęśliwości.
Gdy już przyjąłem pewien system moralny jako wzór – to muszę w nim trwać.
Bodo zmarł w łagrze w Kotłasie. Jego ciało wrzucono do zbiorowej mogiły. Co z legendą Bodo zrobiły władze PRL? Trzeba było jego historię zakłamać!
Jeśli Polaków nie da się złamać, trzeba ich zniszczyć – tak myśleli i Niemcy, i Sowieci.
Już dobrych kilka lat temu, jeden z najbardziej znanych pisarzy, dziennikarzy, intelektualistów włoskich Eugenio Scalfari, na łamach lewicowego „Espresso” napisał felieton, który uznałem za niezwykle trafny, ale też który mnie w jakiejś mierze zaskoczył.
Pojawił się w przestrzeni medialnej pomysł, by zlikwidować 11 listopada Dzień Niepodległości, bo święto „faszystowskie” i zastąpić je nowym narodowym świętem – 15 października. To niby data, w której… „upadła dyktatura”. Co prawda umyka logice fakt, że owa „dyktatura” miałaby „upadać” w wyniku takich czy innych wyborów demokratycznych (w których, przypomnę, partia PiS uzyskała najlepszy wynik!), ale już logikę zostawmy na boku. Nie o nią przecież chodzi, a o ideologię.
Zastanawiam się czasem, jak będzie wyglądać Polska za 10, 20, 30 lat… Co z niej zostanie? Co zostanie z tej Polski dawnej, pięknej, tradycyjnej? I jestem pełen obaw, że zostaną nam już tylko wiersze, wspomnienia i stare zdjęcia. Franek Sterczewski w wywiadach prasowych mówi, że gdy tylko obecna opozycja dorwie się do władzy, to zaraz załatwi kwestię granicy z Białorusią – a wszelcy imigranci będą przyjmowani z otwartymi ramionami.
Niedzielny marsz białych koszul ma być mobilizującą wyborców Platformy manifestacją siły, która w zamierzeniu powinna podbić o kilka procent wyborczy wynik. Marsze koszul, tylko w innych kolorach, miały już miejsce w historii – jeden z nich odbył się mniej więcej wiek temu w Rzymie. Uniformizacja ubioru daje przecież wrażenie zdyscyplinowania, sprawnej i gotowej do współdziałania rzeszy ludzi, zdecydowanych na wszystko politycznych „mas żołnierskich” - pisze dla Niezalezna.pl Tomasz Łysiak.