Głupio uśmiechnięta Polska
Festiwal i kabareton w Opolu za nami. Bezkompromisowi antpisowscy kabareciarze triumfują. Znów obsiedli imprezę jak muchy. Przeglądam relacje w lewicowo-liberalnych mediach i widzę czysty zachwyt: „dołożyli PiS”.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Gdyby lewicowo-liberalne środki przekazu miały choć odrobinę przyzwoitości, przyznałyby, że koalicja 13 grudnia, poza odsunięciem Zjednoczonej Prawicy od władzy, nie może się poszczycić spełnieniem żadnej znaczącej obietnicy przedwyborczej. Chochole tańce wokół aborcji dobrze pokazują, że mamy do czynienia z wewnętrznie sprzecznym sojuszem partii, które stać jedynie na „antynarodowe byletrwanie”. I to w czasach, gdy Polska nie może sobie na to żadną miarą pozwolić.
Na naszych oczach rodzi się zjawisko polityczne, którego psychospołecznych skutków jeszcze nie możemy w pełni ocenić. To polityczny narcyzm, ukrywający się pod płaszczykiem ekologicznej troski, karmiony przez mass media, show biznes, potęgi biznesowe żyjące z mody. Przedstawia się jako nowy humanitaryzm i zielona troska. Ale mocno jest podszyty wołaniem: „ja, mnie, moje” żyjącego jak dotąd w najbardziej komfortowych warunkach pokolenia Polaków - pisze Krzysztof Wołodźko w "Gazecie Polskiej".
Rolnicze protesty zaskoczyły skalą i temperaturą koalicję 13 grudnia. Najwyraźniej rządzący wierzą, że wśród chłopów wciąż panuje filozofia: „Niech na całym świecie wojna, (...) byle polska wieś spokojna”. Ale wieś ma już nie tylko profesjonalny sprzęt rolniczy. Korzysta z Internetu – a to zadziałało jak iskra, gdy na Zachodzie rolnicy poszli na Paryż, Berlin i Brukselę. Grudniowy rząd przestraszył się konfrontacji – dlatego Donald Tusk i liberalne media próbują uśpić czujność producentów i przetwórców żywności.
Stare społeczne hasło, pokazujące skutki najbardziej drapieżnych odmian kapitalizmu, mówi o prywatyzacji zysków i uspołecznianiu strat. W naszych realiach coraz lepiej widzimy, że koalicja 13 grudnia coraz chętniej w sprawach gospodarczo-infrastrukturalnych stawia na niedorozwój. Modernizacja istnieje dla nich tylko w kwestiach obyczajowych - pisze Krzysztof Wołodźko w "Gazecie Polskiej".