Choć mówiło się o tym mniej i dużo, dużo ciszej, część z polskich komentatorów liczyła bowiem i na to, że przy okazji innych porządków, związanych z przejmowaniem odpowiedzialności za państwo z rąk ekipy Babisza, nowy czeski rząd odwoła również pochodzącą z tamtego obozu politycznego komisarz Jourovą, jednego z bardziej zaciekłych wrogów Polski w unijnych strukturach władzy. Nic z tego jednak wyszło, nie wiem nawet, czy w ogóle ktoś u naszych sąsiadów w ogóle na poważnie to rozpatrywał.
Polityk z zaplecza uważanego za zagrożenie dla demokracji byłego premiera (przypomnijmy, że na słynnej instalacji z niemieckich karnawałów, później wypożyczanej przez nasz KOD, na której autorytarne robactwo zjadało zielone liście demokracji, jednym ze szkodników był właśnie Babisz, zrównany ze znienawidzonymi Kaczyńskim i Orbánem) nas tej samej demokracji wciąż uczy. Ba, robi to coraz bardziej surowo, o czym świadczą nowe żądania, dotyczące Polski.
W opublikowanym właśnie sprawozdaniu na temat praworządności w naszym kraju, pojawiły się takie zarzuty jak niewłaściwe podejście do uchodźców, próbujących przedostać się do nas przez granicę z Białorusią – przypomnijcie sobie państwo niedawny, haniebny wyrok TSUE, pozbawiający Litwę prawa do obrony własnych granic; niewystarczającą pomoc dla uchodźców z Ukrainy – tu nawet nie będę tego komentować, bo poza słowami obelżywymi inne nie wchodzą chyba w grę; wreszcie upolitycznienie prokuratury, które uzdrowić miałoby rozdzielenie funkcji ministra i prokuratora generalnego.
I tu, zaskakująco, zastanowiłbym się, czy nie iść unijnym złodziejom pieniędzy i kompetencji na rękę i faktycznie nie powołać nowego szefa prokuratury. Oczywiście – jeszcze przed wyborami. Oczywiście – w myśl nowych przepisów niemożliwego do usunięcia dla ewentualnej nowej władzy.
Skoro gra się tak, jak przeciwnik pozwala, to zagrajmy, bo co mamy do stracenia? Przecież nie te pieniądze, których nigdy nikt nie zamierzał nam dawać.