Kim są wschodni Niemcy?
Oficjalny program wyborczy AfD w Saksonii-Anhalcie robi piorunujące wrażenie. Trudno nazwać go nawet prorosyjskim; to akt żarliwego oddania sprawie braterstwa Niemiec i Rosji.
Oficjalny program wyborczy AfD w Saksonii-Anhalcie robi piorunujące wrażenie. Trudno nazwać go nawet prorosyjskim; to akt żarliwego oddania sprawie braterstwa Niemiec i Rosji.
Podobno baśnie i legendy wyrażają archetypy kulturowe, także te polityczne. Warto spojrzeć przez ten pryzmat na dwie niedawne imprezy skierowane do młodzieży: rządowy Campus Polska Przyszłości oraz prezydenckie spotkanie Przyszłość.pl w Juracie.
Wrzesień to miesiąc, w którym wracają w Polsce wspomnienia o wielkiej wojnie, która rozgrabiła i zdewastowała nasz kraj. W odróżnieniu od krajów zachodnioeuropejskich i ZSRS nigdy jednak nie otrzymaliśmy zadośćuczynienia od sprawców tej największej w naszych dziejach katastrofy. Rząd Donalda Tuska pozwala – zapewne celowo – tematowi reparacji „umrzeć” po cichu. A przecież jeszcze niedawno mogliśmy naprawdę coś ugrać.
Może to Państwa zaskoczy, ale przynajmniej w moim środowisku jest paru ludzi przyzwoitych, którzy jednocześnie utożsamiają się z poglądami liberalnymi. Ich reakcja na to, co obecnie wyrabia Koalicja Obywatelska – afera goni aferę, felietonu nie starczy, by wymienić – jest podobna do reakcji zachodnich socjalistów na „Archipelag Gułag” pisarza i noblisty Aleksandra Sołżenicyna.
Śmierć 65-letniej obywatelki Polski zabitej przez islamistę w Berlinie ma wymiar symboliczny.
Zasadniczo liberalny globalizm w starciu z narodowym lokalizmem wznosi trzy linie obrony.
We wrześniu w Nowym Jorku na zgromadzeniu ONZ ma gościć premier Izraela Beniamin Netanjahu. Tymczasem nowy burmistrz miasta Zohran Mamdani zapowiedział, że podejmie kroki, aby zatrzymać go za zbrodnie wojenne; sprawdza teraz, czy może zlecić to metropolitalnej policji.
PiS jest partią arcypolską i do tego, na dobre i na złe, republikańską. To znaczy taką, w której debata wewnątrzpartyjna jest właściwie ulubionym zajęciem działaczy.
Roman Giertych nowym ministrem sprawiedliwości? Tak twierdzi „Newsweek”. Podobno ultrasi w szeregach KO chcą rozliczeń. A nawet Waldemar Żurek okazał się dla nich zbyt miękki. Tylko czemu premier Donald Tusk miałby się tak ograniczać?
W „Die Welt” ukazał się niedawno wywiad z prof. Jarosławem Hrycakiem z Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie. Hrycak – jako jeden z nielicznych historyków ukraińskich – uznał zbrodnie na Wołyniu za ludobójstwo i jest postrzegany jako przyjazny Polsce.
Do wielkich dylematów polskiej historii należy problem, przed którym stanął marszałek Józef Piłsudski w latach 1919–1920: zdecydowanie wspierać białych przeciwko bolszewikom czy pozwolić im walczyć między sobą i się wykrwawić.
Po wielu obietnicach demokratyzacji Unii Europejskiej należy stwierdzić, że dziś Wspólnota posuwa się w dokładnie przeciwnym kierunku. To znaczy staje się coraz bardziej oligarchiczna.
„Hipokryzja to hołd, jaki występek składa cnocie” – przypomina się ten cytat po wręczeniu Adamowi Bodnarowi Nagrody Wolności przez prezydenta Niemiec 30 maja 2026 r. Frank-Walter Steinmeier nazwał Bodnara „żarliwym bojownikiem o demokrację i praworządność”.
Prof. Antoni Dudek przy całym swoim cynizmie, egotyzmie i koniunkturalności jest człowiekiem, któremu trudno odmówić kompetencji intelektualnych. Dlatego bardzo mnie zaniepokoiło jego proroctwo na łamach poczytnego portalu, w którym stwierdził, że dzięki podziałom na prawicy Donald Tusk – mimo że jest powszechnie nielubiany – będzie rządził dalej po wyborach w 2027 r.
Polska jest i w najbliższej przyszłości pozostanie kluczowym partnerem USA w regionie. Nie należy jednak mieć złudzeń: Stany Zjednoczone będą oczekiwały od swoich europejskich sojuszników rosnącej samodzielności. Dobre relacje z obecną administracją należy postrzegać jako fundusz inwestycyjny – kapitał, który trzeba aktywnie pomnażać, a nie przechowywać w skarbcu dobrego samopoczucia.
Następne wybory do niemieckiego Bundestagu planowo mają nastąpić za trzy lata, wiosną 2029 r. Możliwe, że dojdzie do nich wcześniej, ale niemiecka tradycja parlamentarna nie pozwala skrócić ich aż tak radykalnie, jak to bywa np. we Włoszech.
To, jak niemieckie służby potraktowały w Berlinie polskich demonstrantów pod wodzą Roberta Bąkiewicza, nie było w żadnym wypadku zwykłym incydentem. Rozpędzenie manifestacji upominającej się o godne upamiętnienie polskich ofiar niemieckiej okupacji jest czytelnym symptomem znacznie głębszego procesu, który po naszej stronie Odry zbyt długo lekceważono. Ten obraz – niemiecki policjant szarpiący polskiego działacza – powinniśmy zapamiętać. Bo zwiastuje on epokę, do której Polska nie jest jeszcze gotowa.