W efekcie sprawa Czarzastego coraz bardziej przypomina historię Algera Hissa, wysokiego rangą urzędnika Departamentu Stanu i doradcy prezydenta Franklina Delano Roosevelta, który okazał się sowieckim szpiegiem. Tylko że już po tym, jak wszyscy „ludzie na poziomie” zdążyli cały swój autorytet zainwestować w jego obronę. To, że głównym napastnikiem niedowierzającym Hissowi był pewien kongresmen nazwiskiem Richard Nixon, tylko podgrzewało atmosferę przez kolejne dekady. Dla lewicy amerykańskiej niewinność Hissa stała się wręcz niepodważalnym dogmatem. Uważam, że podobnie ma się teraz sprawa z Czarzastym. Ambasador USA Tom Rose nigdy nie zdecydowałby się na tak otwarty atak, gdyby Amerykanie czegoś nie wiedzieli. Przewiduję, że ostatecznie wielu ludziom, choć nie samemu marszałkowi, przyjdzie za jakiś czas z trudem spojrzeć w lustro.
Sprawa polskiego Algera Hissa
Wszyscy członkowie koalicji rządowej są dziś zakładnikami niezwykle przebiegłego i zdolnego do naprawdę wielu rzeczy osobnika, jakim jest Włodzimierz Czarzasty. Niestety, nie da się postkomunistyczno-oligarchicznego elektoratu przejąć bezkarnie.