Coś mi podpowiada, że do tego czasu premier Donald Tusk zdąży już odejść na polityczną emeryturę. A szkoda. Już teraz bezapelacyjnie pierwszą siłą polityczną w Niemczech jest nowa, bardziej nacjonalistyczna prawica, czyli AfD. Możliwe staną się właściwie tylko dwie koalicje: albo chrześcijańska demokracja będzie rządzić z Alternatywą, albo wszyscy przeciw Alternatywie w tzw. koalicji jamajskiej. Przy obecnym tempie wytracania poparcia przez partie establishmentowe możliwe, że AfD będzie wręcz rządzić samodzielnie. Dlaczego żałuję, że Donald Tusk pewnie tego już politycznie nie doczeka? Bo zastanawiam się, czy jest większym przyjacielem liberalizmu, czy Berlina? Czy o kanclerzu z AfD mówiłby tak jak o Donaldzie Trumpie, czy mierzyłby do niego z palca, żartował na jego temat? Czy wtedy też solidarność z sąsiadami byłaby ważniejsza niż bezpieczeństwo, gdy się chwilę wcześniej straszyło wojną, nadciągającą w ciągu najbliższych kilku miesięcy? Taka zawodowa ciekawość politologa.