Jednak co do wzmocnienia lub osłabienia obozu liberalnego, to kluczowe będą wybory w Niemczech i we Francji. Zaś co do przegranej Fideszu, to ma ona dla polskiej prawicy plusy. Po pierwsze, teraz to Karol Nawrocki staje się kluczowym politykiem, jeśli chodzi o relacje z obecną administracją USA. Musi jednak być ostrożny, akcje Donalda Trumpa nie stoją teraz w Europie wysoko, a uściski z J.D. Vance’em raczej zaszkodziły Orbánowi przed wyborami. Po drugie, zmniejszyła się w EU liczba polityków skłonnych do szukania porozumienia z Moskwą, a zwiększyła skłonnych do wzmacniania wschodniej flanki NATO. Wreszcie, na Węgrzech postawiono tamę przeciw radykalnej woke’owskiej lewicy. Péter Magyar jest bardziej pupilem Berlina niż Brukseli. Studiował w Niemczech, kocha go prasa nad Renem. Orbánowi też jednak zawsze bliżej było do Merkel niż do Kaczyńskiego. Nic nowego. Tak więc szklanka jest do połowy pełna.
Nie ma na Węgrzech tego złego
Część Czytelników „GPC” zapewne ma obawy, że przegrana Viktora Orbána to początek jakiejś liberalnej rekonkwisty.