Szanowanych publicystów zarzucających prezydentowi wręcz chorobę psychiczną. Lewaków przepraszających, że Polska nie wysłała żołnierzy do Grenlandii. Kolegów politologów wyrzucających mi, że za mało się oburzam na Facebooku. A wszystko z powodu niefortunnych słów o możliwości siłowego przejęcia wyspy – może i wielkiej powierzchniowo, ale za to z populacją mniejszą niż Konin. Wyspy, której mieszkańcom nic nie grozi, wręcz przeciwnie – chcą ich uszczęśliwiać aż trzy bogate kraje (USA, Dania i Chiny).
A przecież od początku było jasne, że chodzi tylko o retoryczną presję. I było wiadomo, że jeśli źle to rozegramy, to zaryzykujemy relacjami z kluczowym sojusznikiem, od których może zależeć życie milionów obywateli. Dobrze, że znając baranią naturę współobywateli, zagłosowałem chociaż na dobrego dla nich pasterza, Karola Nawrockiego. On zachował spokój.