Wydaje się, że wenezuelskie społeczeństwo obywatelskie jest mimo wszystko silniejsze niż libijskie, choć jednak ciut słabsze niż polskie w 1989 r. To nie jest kraj ulepiony tylko z wrogich sobie klanów i grup przestępczych. Ale nie jest to też państwo politycznie przebudzone, które umiałoby samo zmienić swój ustrój. Amerykański biznes będzie zaś chciał tylko spokoju i pewnie jak w Polsce zaproponuje coś na kształt okrągłego stołu reżimu z tą częścią opozycji, dla której takie negocjacje będą moralnie akceptowalne. Jeśli Wenezuelczycy zażyczą sobie czegoś więcej, to będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Nam wyjście poza zgniły kompromis narzucony przez wielki zagraniczny kapitał zajęło całe dekady. Wybór Karola Nawrockiego i oddanie feralnego kolistego mebla do muzeum to ostateczny etap tego procesu.
Transformacje – co czeka Wenezuelę
Czy odejście od lewackiego i autorytarnego zarazem „chavizmu” w Wenezueli będzie przypominało bardziej przemianę ustrojową w Polsce czy obalenie Muammara Kadafiego w Libii? Chaos czy rozwój? Wiele osób pewnie zadaje sobie to pytanie.