Niczego się nie uczą
Liberałowie nad Wisłą – w wersji zwolenników demokracji walczącej – nie uczą się na błędach. To doskonała wiadomość dla prawicy.
Liberałowie nad Wisłą – w wersji zwolenników demokracji walczącej – nie uczą się na błędach. To doskonała wiadomość dla prawicy.
O ile obecnie rządząca ekipa reklamowała się niegdyś bardzo liberalnymi zasadami w sprawie rynku pracy, a jej intelektualne zaplecze raczej gardzi fizycznie pracującymi Polakami, to w niektórych przypadkach program „Pierwsza praca” aż szaleje.
„Nie ma już na co czekać, ruszamy do pracy bez względu na okoliczności” – to nie są słowa Donalda Tuska z 13 grudnia 2023 r., lecz cytat z jego krótkiego orędzia po zwycięstwie prezydenckim Karola Nawrockiego. Co więc premier robił przez ostatnie półtora roku?
Przyznam szczerze, że z powodu wyborów prezydenckich w Polsce w ostatnich dniach nieco mniej uwagi poświęciłem głównemu kierunkowi zainteresowań – wschodowi. Postanowiłem to rychło nadrobić. Okazało się jednak, że chwilowym brakiem aktywności nie straciłem absolutnie nic.
Wygrana Karola Nawrockiego ucieszyła wyborców prawicy, która od lat nie widziała tak szerokiego pospolitego ruszenia. Od Morawieckiego do Brauna, od „Solidarności” do Korwin-Mikkego, od Szydło do Mentzena… Od góry, reprezentowanej przez polityków z pierwszych stron gazet i ław parlamentarnych do dołu, gdzie swoje filmiki nagrywały tańczące do melodii „Mama powtarzała…” młode i hoże użytkowniczki TikToka. Braki materiałów oficjalnych łatały materiały tworzone spontanicznie, a zabraną bezprawnie dotację w sporym stopniu uzupełniła ludzka ofiarność. A że walka trudna i do tego prowadzona z przeciwnikiem silnym i nieuczciwym, to i radość po wszystkim wielka. Zwłaszcza, że tym razem naprawdę wiele było do stracenia.
Pisząc językiem biblijnym, rodzice mogą dać swoim dzieciom „mleko i miód”. „Mlekiem” jest ich troska o zaspokojenie elementarnych potrzeb bytowych swoich potomków – dachu nad głową, pożywienia – ale również dbałość o wykształcenie, przygotowanie do dorosłego życia. A czym jest „miód”, o którym rodzice myślą, niestety, rzadziej?
Szymon Hołownia złożył nowemu prezydentowi gratulacje i liczy na współpracę, równocześnie jednak głośno zastanawia się, czy w przyszłości głowy państwa nie powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe. Demokracja demokracją, jednak społeczeństwo, jak widać, nie do każdej jej formy dorosło – oczywiście w ocenie największych demokratów.
Na początku ubiegłego tygodnia Donald Tusk zaliczył rajd po mediach, w histerycznym tonie namawiając do głosowania na Rafała Trzaskowskiego. Teraz, gdy wiemy, jaki był wynik wyborów, zachowanie Tuska jest tym bardziej warte analizy.
Kurt Zindulka podsumował polskie wybory na portalu Breitbart: „Nawrocki prowadził kampanię jako populista w stylu Trumpa i chrześcijański tradycjonalista, odróżniając się od swojego liberalnego przeciwnika w kwestiach takich jak ideologia LGBTQ+, sensacyjnie umieszczając tęczową flagę na podium Trzaskowskiego podczas debaty transmitowanej w telewizji ogólnokrajowej”.
Karol Nawrocki wygrał, choć zdawało się, że to misja wręcz niemożliwa. Wielu z nas zadaje sobie pytanie, co zdecydowało o jego zwycięstwie.
Dzień po wygranych przez Karola Nawrockiego wyborach prezydenckich rozstrzygnięty został konkurs na członków zarządu kontrolowanego przez skarb państwa miedziowego giganta KGHM. Nadzorujący koncern wiceminister aktywów państwowych Robert Kropiwnicki skutecznie dopilnował, aby nic się nie zmieniło.
Karol Nawrocki wygrał wybory prezydenckie mimo kampanii nienawiści, rozkręconej na niebywałą skalę w III RP, ataków mediów, wykorzystania służb specjalnych i w większości niekorzystnych sondaży. Dokonał, można rzec, niemożliwego. Ale trzeba oddać Jarosławowi Kaczyńskiemu, że to on jest demiurgiem polskiej polityki.
Kampanię prezydencką wygrały bez dwóch zdań nowe media. Większe emocje i zasięgi budowała rozmowa z kandydatem na kanale YouTube niż jego wizyta w mainstreamowych telewizjach. Ważniejszy był komentarz znanego publicysty w internecie niż jęki Michnika w „Gazecie Wyborczej”.
Mamy w ojczyźnie polskojęzyczne media, które obsługują interesy niemieckiego kapitału. Są też takie, które przedstawiają się jako lewicowe lub konserwatywne, a zabiegają o interesy familii Sorosów.
Dwa sztaby, dwie reakcje. W momencie opublikowania sondaży exit poll, które dawały minimalną przewagę Rafałowi Trzaskowskiemu, kandydat PO szumnie ogłosił się zwycięzcą, podziękował „pierwszej damie” i zapowiedział pierwsze działania jako prezydent RP.
W Partii Demokratycznej trwają przedbiegi do wyłonienia kandydatów na prezydenta. Mówi się, że może wystartować znowu Kamala Harris.
Kiedy piszę ten tekst, wynik wyborów prezydenckich nie jest jeszcze znany (choć zna go już zapewne jego Czytelnik). Niezależnie od ostatecznego wyniku mam tę intelektualną satysfakcję, że zakończona kampania jak rzadko która wpisała się w dynamikę sporu między globalizmem a lokalizmem. Naświetliłem ją w wydanej w tym roku książce: „Globalizm, lokalizm i nowe średniowiecze” (OMP). Jej symbolem była wizyta posłanki Kingi Gajewskiej z workiem ziemniaków w hospicjum.
Są takie sytuacje, gdy człowiek musi przyznać się do swojej cywilizacji. Jedną z nich jest przykra konieczność uporania się z szambem, które wybiło. Człowiek cywilizowany wie, że musi powtrzymać jego wylew, a zarazem zrobić wszystko, żeby się w nim nie ubrudzić. Co robi?