Realizm, nie marzenia
Sprawa ewentualnego członkostwa Ukrainy w NATO od początku była jasna.
Kierownik działu Świat „Gazety Polskiej Codziennie”. Dziennikarz tygodnika „Gazeta Polska” oraz portalu Niezależna.pl
Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Z zawodem związany od 2012 roku. W mediach Strefy Wolnego Słowa od 2014 roku. Autor wielu tekstów poświęconych głównie polityce wschodniej, a także z zakresu bezpieczeństwa, obronności i armii. Prywatnie pasjonat militariów oraz fan piłki nożnej.
Kontakt: [email protected]
Sprawa ewentualnego członkostwa Ukrainy w NATO od początku była jasna.
Ukraina ofiarą, Rosja agresorem – jeżeli po niemal czterech latach inwazji trzeba przypominać ten fakt na forum międzynarodowym, to znaczy, że w postrzeganiu neoimperialnej postawy Kremla przez znaczną część Zachodu niewiele się zmieniło.
Weekend. Bazarek, jakich pełno w całej Polsce.
Kolejna runda i kolejne fiasko – tak można podsumować niedawno zakończone negocjacje w Moskwie między przedstawicielami USA i Rosji ws. pokoju na Ukrainie. Terytoria – to najbardziej sporna kwestia toczących się rozmów.
Odpowiedź NATO na rosyjskie cyberataki, operacje sabotażu i chroniczne naruszanie przestrzeni powietrznej krajów członkowskich ma być bardziej stanowcza i agresywna. Taką deklarację w jednym z wywiadów złożył niedawno szef Komitetu Wojskowego NATO adm. Giuseppe Cavo Dragone.
Czy Białoruś zaprzestała prowadzenia wojny hybrydowej przeciwko Polsce, której głównym elementem jest kryzys migracyjny na wspólnej granicy? Czy wypuściła Andrzeja Poczobuta, kawalera Orderu Orła Białego, bezprawnie przetrzymywanego w łagrze w warunkach urągających godności ludzkiej? Czy w jakikolwiek inny sposób dała do zrozumienia, że chce normalizacji stosunków z sąsiadami z UE? Po trzykroć – nie. Tymczasem rząd Donalda Tuska otworzył w listopadzie dwa przejścia graniczne z Białorusią: w Kuźnicy i Bobrownikach, zaś we wrześniu m.in. w Terespolu. I właśnie tym ostatnim czmychnęli na Białoruś ruscy agenci, którzy dokonali niedawnego aktu dywersji na polskiej kolei. Ogrywanie Tuska przez Zachód, gdzie jest pomijany podczas rozmów kluczowych dla regionalnego bezpieczeństwa, należy rozszerzyć także na Wschód. Tam nie ukrywają radości z decyzji Warszawy pokrywających się z interesami Mińska.
Litwa, podobnie jak Polska, od dawna jest celem wojny hybrydowej realizowanej przez Federację Rosyjską rękami Białorusi. Notoryczne naruszanie przestrzeni powietrznej i wlot tzw. balonów meteorologicznych i przemytniczych sprawiły, że pod koniec października litewskie władze zdecydowały o zamknięciu na miesiąc granicy z Białorusią.
Prezydent Karol Nawrocki po raz kolejny stoi na czele rankingu zaufania społecznego. W sondażu przeprowadzonym na zlecenie Onetu na głowę państwa wskazało blisko 52 proc. Polaków. To wzrost o ok. 5 punktów procentowych w stosunku do poprzedniego zestawienia.
Andrzej Poczobut nie po to pozostał na Białorusi, co w konsekwencji wiązało się z późniejszym wtrąceniem do więzienia, by dziś pisał lojalki do białoruskiego dyktatora z prośbą o ułaskawienie. On nigdy tego nie zrobi. To jego suwerenna decyzja. To też potwierdzenie, że obrona wyznawanych wartości jest warta każdej, nawet najwyższej ceny – mówi portalowi Niezależna.pl Aleś Zarembiuk, białoruski opozycjonista, szef Fundacji Białoruski Dom w Warszawie.
Przedstawiciele litewskich władz są zgodni, że naruszanie przestrzeni powietrznej przez drony i balony meteorologiczne to element wojny hybrydowej realizowanej przez Białoruś. Gdyby Alaksander Łukaszenka chciał powstrzymać ten proceder, to by to zrobił. Widać jednak, że Białoruś ma interes w testowaniu bezpieczeństwa Litwy i reakcji społeczeństwa na pojawiające się zagrożenia – mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl dr Andrzej Pukszto, politolog z Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie.