Na odsiecz zbrodniarzowi
Ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie naftowe, każdy z coraz większą precyzją, a co za tym idzie – większymi konsekwencjami dla Rosji, powodują na Kremlu poważny ból głowy.
Kierownik działu Świat „Gazety Polskiej Codziennie”. Dziennikarz tygodnika „Gazeta Polska” oraz portalu Niezależna.pl
Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Z zawodem związany od 2012 roku. W mediach Strefy Wolnego Słowa od 2014 roku. Autor wielu tekstów poświęconych głównie polityce wschodniej, a także z zakresu bezpieczeństwa, obronności i armii. Prywatnie pasjonat militariów oraz fan piłki nożnej.
Kontakt: [email protected]
Ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie naftowe, każdy z coraz większą precyzją, a co za tym idzie – większymi konsekwencjami dla Rosji, powodują na Kremlu poważny ból głowy.
„Niech już ta wojna się skończy” – pomyśleli w Berlinie. Nie chodzi jednak o to, że w codziennych atakach rosyjskich siepaczy na Ukrainie giną cywile, a kolejne budowle zamieniają się w gruz.
W neoimperialnym planie Kremla uwzględniono dwie wojny: konwencjonalną, prowadzoną od 2014 r. na Ukrainie, oraz hybrydową, czy, jak kto woli, podprogową, przeciwko Zachodowi, która od wielu miesięcy mocno eskaluje.
Przysłuchując się ostatnim wypowiedziom szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa i białoruskiego dyktatora Alaksandra Łukaszenki, na myśl przyszła mi kultowa, licząca już ponad trzy dekady amerykańska komedia „Dwaj zgryźliwi tetrycy”. Różnica jest taka, że filmowi John i Max dogryzali sobie nawzajem, zaś Ławrow i Łukaszenka mają wspólnego wroga, któremu nie szczędzą gróźb i uszczypliwości.
Czy wystąpienie prezydenta USA Donalda Trumpa na forum ONZ w Nowym Jorku było ostre? Tak.
W prowokacjach militarnych dokonywanych przez Rosję w regionie mamy ewidentnie do czynienia z tendencją wzrostową. Najpierw nad nasze terytorium wleciał jeden dron. Później dwa, a ostatnio – najwięcej jak do tej pory – 21.
Z rozkazu dyktatora Alaksandra Łukaszenki wszystkie rodzaje białoruskich wojsk zostały postawione w stan najwyższej gotowości. Jak wynika z komunikatu tamtejszego MON, wojsko ma przećwiczyć procedury obrony kraju na wzór "rosyjskiej operacji specjalnej". W taki sposób Kreml nazywa prowadzoną przez siebie inwazję na Ukrainę. Mińsk uzasadnia swoje działania m.in. "agresywną polityką militarną Polski i Litwy".
Wystarczyło zaledwie kilkanaście dni, by retoryka związana z programem zakupu okrętów podwodnych pod kryptonimem Orka znacząco się zmieniła. W połowie września premier Donald Tusk mówił, że "wszystkie oferty zostały przebadane". Tymczasem na koniec miesiąca w Ministerstwie Obrony Narodowej powołano zespół zadaniowy do... wypracowania rekomendacji dotyczącej pozyskania okrętów podwodnych. – Działania rządu wobec programu Orka to pozorowane ruchy, kakofonia. Chcą pokazać, że coś robią, a w rzeczywistości cały proces jest przedłużany – mówi portalowi Niezależna.pl Wojciech Skurkiewicz, senator, były wiceminister obrony narodowej.
Prezydent Karol Nawrocki wyrusza w swoją drugą podróż do Stanów Zjednoczonych. Rozpocznie się ona od Pensylwanii i wizycie w Narodowym Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown, zwanym Amerykańską Częstochową. Tam w niedzielę przewidziana jest uroczysta msza święta, odsłonięcie pamiątkowej tablicy poświęconej śp. premierowi Janowi Olszewskiemu oraz spotkanie z Polonią. – Na spotkanie wybiera się rekordowa grupa Polonii ze wschodniego wybrzeża, ale również z Chicago, Florydy i Detroit. Będzie to swoiste przywitanie się prezydenta Nawrockiego z patriotyczno-niepodległościową Polonią, która jest niezwykle dumna z nowego prezydenta – mówi portalowi Niezależna.pl Tadeusz Antoniak, Komendant Naczelny Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej (SWAP) oraz szef Klubu "Gazety Polskiej" w Filadelfii.