Podczas interwencji policji na Osiedlu Przyjaźń doszło do niczym nieuzasadnionego zatrzymania mężczyzny, a także do użycia w pomieszczeniu zamkniętym gazu obezwładniającego wobec prezes Fundacji Niezależne Media. - Kiedy stałam w korytarzu obserwując tę dziwną sytuację, znajdujący się obok mnie funkcjonariusz bez żadnego powodu dyskretnie użył gazu, który miał przypięty do umundurowania. Potem tłumaczył się, że ten gaz mu się rozszczelnił. Skutek był taki, że po pewnym czasie, kiedy próbowano mnie legitymować bardzo źle się poczułam i osunęłam się na ziemię - relacjonuje portalowi Niezalezna.pl Joanna Jenerowicz.
Dzisiaj we wczesnych godzinach popołudniowych na Osiedlu Przyjaźń na warszawskim Bemowie miała miejsce interwencja policji, podczas której - jak twierdzą świadkowie zdarzenia - bezpodstawnie zatrzymany został obcokrajowiec (prawdopodobnie Białorusin), a także doszło do niczym nie sprowokowanej agresji ze strony funkcjonariuszy.
Świadkiem interwencji policji była prezes Fundacji Niezależne Media Joanna Jenerowicz, którą mundurowi potraktowali gazem łzawiącym. - Kiedy stałam w korytarzu obserwując tę dziwną sytuację, znajdujący się obok mnie funkcjonariusz bez żadnego powodu dyskretnie użył gazu, który miał przypięty do umundurowania. Potem tłumaczył się, że ten gaz mu się rozszczelnił. Skutek był taki, że po pewnym czasie, kiedy próbowano mnie legitymować bardzo źle się poczułam i osunęłam się na ziemię - mówi portalowi Niezalezna.pl Joanna Jenerowicz.
Relacjonując działania policji nasza rozmówczyni przyznała, że nie wiadomo do końca o co mogło chodzić, „bo z tego co wiem, nie ma jeszcze prawomocnego wyroku sądu dotyczącego eksmisji, a poza tym z policjantami nie było komornika”.
- Wszystko wyglądało tak, jak gdyby chciano zastraszyć mieszkańców osiedla zagrożonych utratą dachu nad głową i szukano jakiegoś pretekstu, choćby do zatrzymania. I tak stało się w stosunku do tego zatrzymanego chłopaka, który w dodatku nic z tego, co do niego mówili policjanci nie rozumiał
- mówi nam prezes Fundacji Niezależne Media.
- Mieszkańcy i inni uczestnicy zdarzenia, którzy byli tam obecni poza głosami protestu nie zachowywali się agresywnie w stosunku do policjantów i nie obrażali ich, więc tym bardziej dziwi zachowanie mundurowych. A trzeba dodać, że ściągnięto na osiedle kilkanaście radiowozów - dodaje Joanna Jenerowicz.
Osiedle Przyjaźń, które powstało w latach pięćdziesiątych ub. wieku znajduje się na warszawskim Bemowie u zbiegu ulicy Górczewskiej i Powstańców Śląskich. Zespół drewnianych domków położony jest na gruntach należących do Skarbu Państwa, którym zarządza prezydent m.st. Warszawa Rafał Trzaskowski. Przez ostatnie lata było ono dzierżawione przez Akademię Pedagogiki Specjalnej, ale 9 maja br. umowa dzierżawy wygasła. Wiele wskazuje na to, że miasto, mimo wcześniejszych uspokajających deklaracji, docelowo zamierza je zlikwidować, a to z kolei oznacza, że dach nad głową mogą stracić mieszkańcy, w tym liczne grono studentów. Blisko setka przedsiębiorców, którzy posiadają tam także swe siedziby utraci możliwość prowadzenia działalności. Do czasu wygaśnięcia umowy dzierżawy, Akademia Pedagogiki Specjalnej zawarła blisko 1,5 tys. umów najmu.