Zostawiając jednak na boku kwestię, kto ma tu rację, uderza jeszcze jeden aspekt sprawy, o którym mało się mówi, a szkoda. Ofiarą represji prokuratury Żurka mają stać się ci, którzy podsuwali prezydentowi argumenty za takim, a nie innym załatwieniem sprawy. Najczęściej prawnicy. Praca prawnika bardzo często polega na szukaniu i znajdowaniu kruczków prawnych, by przeforsować lub uratować sprawę szemraną lub pozornie beznadziejną. Tu mieliśmy ten drugi przypadek, na to się przynajmniej zanosiło, tymczasem prezydenccy prawnicy po prostu wykonali swoją pracę i za to właśnie reżim będzie chciał ich, mówiąc kolokwialnie, dojechać. Dojechać prawników za to, że są prawnikami. Ciekawe, co na to inni prawnicy? Zapewne uznają, że to ich nie dotyczy, choć znając apetyt ministra na władzę, mogą się bardzo zdziwić. Tymczasem coraz częściej słyszymy, że TK ma być narzędziem już nie blokowania zmian, jak to planowała PO w 2015 roku, a wręcz wykonawcą odsunięcia od władzy Karola Nawrockiego i przekazania jego obowiązków Włodzimierzowi Czarzastemu. Czy to się uda? Pewnie się nie uda, ale sam pomysł takiej prawniczej korekty demokratycznej decyzji Polaków pokazuje, że nie tylko TSUE lubi ponad miarę rozszerzać swoje kompetencje. Z drugiej strony, jeśli się chce, można też ignorować prawników, a nawet sądy, co pokazała sprawa Cenckiewicza, więc ta dominacja jednego zawodu nie jest jednoznaczna, musi być jeszcze potwierdzona odpowiednimi afiliacjami towarzyskimi i politycznymi. I tak wracamy do nadzwyczajnej kasty.
Prawnicy przeciw prawu
Waldemar Szczurek zaczyna ścigać prezydenckich urzędników za doradzenie Karolowi Nawrockiemu, by nie przyjmował ślubowania od nowych (neo?) sędziów TK. Powody się znalazły, sami sędziowie tak bardzo nie wierzyli, że Nawrocki mógłby ich zaprzysiąc, że niektórzy z nich nawet nie dopełnili stosownych ustawowych formalności i nie poinformowali KRS o odejściu z macierzystych sądów.