Uśmiechnięty pożar
Na szczęście pożar Puszczy Solskiej udało się opanować. Warto przy tej okazji zauważyć, że dla mediów koalicji 13 grudnia katastrofa ekologiczna katastrofie ekologicznej nierówna.
Na szczęście pożar Puszczy Solskiej udało się opanować. Warto przy tej okazji zauważyć, że dla mediów koalicji 13 grudnia katastrofa ekologiczna katastrofie ekologicznej nierówna.
Było weto prezydenta i co z tego? Władza kolejny raz pokazała, że jest w stanie łamać najbardziej oczywiste zapisy konstytucji. Berlin chce, więc SAFE ma być, kropka – i nie zmieni tego przecież taki „drobny” fakt, że Karol Nawrocki został wybrany decyzją Polaków.
Uśmiechnięty premier wielokrotnie pokazał, że wręcz uwielbia dręczyć tych, którzy okazują słabość.
Uśmiechnięty populizm po prostu nie potrafi sobie odpuścić – musi tańczyć na trumnach i prowokować kolejne konflikty, nakręcać nienawiść. Dziś obserwujemy to w atakach na prezydenta, który nie tylko był obecny na pogrzebie Łukasza Litewki, lecz także odznaczył go pośmiertnie.
Giertych czy Czarzasty, z ich oczywistym umoczeniem w rosyjskie pieniądze oraz układy z ludźmi Putina, nie przekonają nikogo, poza najdurniejszymi z Silnych Razem, że są krystalicznie czyści.
Pogłębiający się kryzys w ochronie zdrowia przybiera coraz drastyczniejsze formy. Trwa czarny protest, w którym bierze udział ponad sto szpitali reagujących w ten sposób na zapaść finansową i kolejne ograniczenia dostępu Polaków do leków i diagnostyki. Uśmiechnięty populizm odpowiada na tę sytuację w typowy dla siebie sposób – usiłuje zneutralizować problem, wykorzystując do tego najbardziej obrzydliwą, pełną hejtu propagandę dzielącą społeczeństwo.
W niedzielę prezydent Karol Nawrocki dołączył do Narodowego Marszu Życia. Powinniśmy docenić ten gest – i to niezależnie od tego, co sądzimy o aborcji. Żyjemy bowiem w świecie postpolityki – teatrzyków, masek, ciągłego zmieniania zdania, w rzeczywistości wypłukanej z wartości.
Kilka dni temu dziennikarz Republiki Piotr Nisztor potwierdził, że uśmiechnięta władza w końcu zareagowała na „drobny fakt”, że planowano go zabić. „Wreszcie dostałem oficjalną informację z prokuratury o wszczęciu śledztwa ws. gróźb pobicia i zamordowania, jakie kierował pod moim adresem Wojciech B., funkcjonariusz SOP”. W teorii ta wiadomość powinna nas ucieszyć.
Jedna z największych gwiazd neo-TVP, Justyna Dobrosz-Oracz, biegała ostatnio po Sejmie, pokazując opublikowany przez prezydenta USA obrazek, na którym Donald Trump był przedstawiony jako Jezus.
Musimy zrozumieć, że media na pasku władzy w systemie Donalda Tuska nie są tylko pasem transmisyjnym propagandy rządu. To aktywni gracze, biorący udział – w pełni świadomie – w dezinformowaniu społeczeństwa oraz prowokacjach wymierzonych w opozycję.
Raz słyszymy, że Iran upadł i cały region pogrąży się w chaosie. Innym razem – że Iran wygrał.
Rzecznik rządu to jedna z mniej sympatycznych postaci, jakie funkcjonują w polskiej polityce. Mowa przecież o człowieku, który jest wysyłany na najgorszy odcinek walki propagandowej „uśmiechniętego populizmu” i musi bronić najbardziej kuriozalnych decyzji tej władzy.
Tak naprawdę machlojki, które uśmiechnięty populizm zaraz będzie urządzać w sprawie weta i SAFE, to coś dużo poważniejszego niż kolejny atak na Nawrockiego.
Nietrudno się domyślić, jaki jest główny powód, dla którego „uśmiechnięty populizm” z taką intensywnością rozpowszechnia brednie o polexicie. To idealna zasłona dymna, przykrywająca to, co dzieje się z naszym państwem.
Z Giertycha i Tuska byłby świetny duet kręcący horrory. Taka myśl mnie naszła, gdy oglądałem wczorajszą manifestację pod Pałacem Prezydenckim.
W nawale wyjątkowych świństw, jakie są udziałem „Gazety Wyborczej”, takich jak ataki na Karola Nawrockiego za pomocą materiałów dostarczanych przez służby specjalne, umykają nam małe podłości organu Adama Michnika. Te jednak, chociaż mniej spektakularne, potrafią być równie niebezpieczne.
W teorii Giertycha i Czarzastego dzieli wszystko. Jeden afiszujący się swoim katolicyzmem i przywiązaniem do tradycji narodowych, drugi internacjonalistyczny komunista, obwiązujący się tęczowymi flagami, epatujący swoją „postępowością”. Tymczasem obaj sprawnie współpracują niczym najlepsi sojusznicy, realizując kolejne cele nie tyle nawet samego Tuska, co postkomunistycznego układu, którego ochrona od zawsze była ich nadrzędnym celem.