Ustawa przygotowana przez koalicję 13 grudnia, mająca deklaratywnie przeciwdziałać patologii w sieci, pokazuje typową dla niej taktykę działania.
Wśród sensownych zapisów, z którymi trudno się nie zgodzić, znalazły się i skrajnie szkodliwe, których wdrożenie byłaby niebezpieczne dla Polski (dokładnie taką samą zagrywkę ugrupowanie Tuska zastosowało chociażby w sprawie Tarczy Wschód).
Atak na rodzinę
W tym konkretnym wypadku, gdyby nie sprzeciw prezydenta, władza dostałaby do ręki narzędzia umożliwiające jej, zgodnie z własnym widzimisię, cenzurę polskiego internetu. Nie powinno więc nas dziwić, że Karol Nawrocki zdecydował się ten bubel zawetować, jednocześnie zaznaczając wagę samego tematu i konieczność pracy nad właściwymi rozwiązaniami w tym zakresie. Uśmiechnięty populizm zareagował jak zwykle w takiej sytuacji.
Zamiast konstruktywnej rozmowy podniósł się wrzask, że Nawrocki w ten sposób chce krzywdy dzieci, pozwala na najgorsze patologie w sieci, staje po stronie przestępców etc. Jednak ta już w tej formie przecież zakłamana oraz pełna manipulacji narracja okazała się wręcz „łagodnym” i „rozsądnym” preludium do prawdziwej propagandowej „jazdy bez trzymanki”. Rząd Tuska i jego zwolennicy zaczęli przerabiać zdjęcia prezydenta Nawrockiego i jego rodziny, przedstawiając ich na przykład w bikini lub rozmaitych wdziankach rodem z filmów pornograficznych. Początkowo tłumaczono to chęcią „pokazania”, na co swoim wetem zezwolił prezydent. Dość szybko jednak ten „powód” okazał się zwykłym pretekstem do coraz bardziej prymitywnych i wulgarnych pseudożartów. Rozpoczęły się swoiste zawody o to, kto wymyśli najbardziej bezczelny, chamski, prymitywny obrazek. W tej „konkurencji” brały udział nie tylko propagandowe portale powiązane z uśmiechniętą Polską, rozmaite klony ścieku, takiego jak osławiony SokZBuraka czy hejterskie farmy trolli. Dołączyli do nich także dziennikarze, politycy i najróżniejsze „autorytety” obecnej władzy. Poseł Trela urządził nawet konferencję prasową, na której pokazywał przerobione komputerowo zdjęcie Nawrockiego w bikini. Co istotne, celem tego skoordynowanego, przeprowadzonego w wielu przestrzeniach debaty publicznej (w sieci, mediach tradycyjnych etc.) ataku nie był tylko prezydent. Z równą intensywnością, a może nawet i bardziej, uderzono w jego żonę (a w skrajnych przypadkach w dzieci). W jej wypadku koalicja 13 grudnia oraz jej tuby propagandowe w pełni rozwinęły wachlarz najgorszego seksizmu i ataków z podtekstem erotycznym. Po raz kolejny widzimy więc typowy modus operandi uśmiechniętego populizmu. Gdy nie jest w stanie poradzić sobie ze swoim przeciwnikiem, usiłuje on uderzyć w tych, których postrzega jako słabsze ogniwa, najczęściej właśnie w rodzinę (dokładnie to samo spotkało prezydentów Lecha Kaczyńskiego i Andrzeja Dudę).
Igrzyska prostactwa i agresji
Skrajny nihilizm hejtu uśmiechniętego populizmu, fakt, że obiektem ataku staje się nawet nie sam nielubiany polityk, ale jego najbliżsi – wszystko to pokazuje, jak zdegenerowaną i przemocową władzą jest obecna koalicja. Jak konsekwentnie niszczy ona standardy debaty publicznej. Warto jednak zwrócić uwagę także na niesamowity wręcz prymitywizm formy wspomnianej kampanii nienawiści. Przerabianie zdjęć rodziny, seksualne aluzje, idiotyczne obrazki – wszystko to było wręcz niesłychanie prostackie i infantylne. Na przysłowiowy koniec dnia okazało się, że władza wykorzystała swoje, bądź co bądź, naprawdę spore zasoby i wręcz gigantyczne zasięgi do ataku, którego „koncept” wymyśliłby niezbyt lotny uczeń podstawówki, który właśnie podkradł rodzicom komputer. Ta, nazwijmy rzecz po imieniu, wyjątkowo durna forma przekazu pokazuje wyraźnie, z kim komunikuje się obecna władza. Taki poziom komunikatów jest akceptowany i szanowany tylko przez najprymitywniejszą część społeczeństwa, najbardziej betonowy elektorat uśmiechniętego populizmu. Zresztą ta właśnie część społeczeństwa jest też kluczowa dla rozprzestrzeniania tego typu narracji. Tym bardziej istotne dla władzy stają się agresywność i masowość tego przekazu, jego dominacja w debacie publicznej. W ten sposób może ona wzbudzać strach i zniechęcenie wśród pozostałych odbiorców, którzy, widząc takie igrzyska chamstwa i agresji, będą się bali „wychylać”, krytykować tych prymitywów, by samemu nie stać się obiektem nagonki. Co ciekawe, opisana powyżej sytuacja nie przeszkodziła najróżniejszym medialnym cynglom władzy (lub autorytetom klasy takiej, jak Szczepkowska) rozrywać szat nad tym, że prezydent Nawrocki brał udział w pielgrzymce kibiców na Jasną Górę. Ci sami ludzie, którzy z zachwytem oglądali opisywany powyżej hejt, oburzali się, że Nawrocki reprezentuje „kibolstwo”, „prostactwo” i „prymitywizm” oraz „antyintelektualizm”. Ta skrajna hipokryzja to tylko kolejny dowód na to, że uśmiechniętej władzy o żadną walkę z nienawiścią w sieci nie chodziło, tylko o zwykłą cenzurę. Zresztą trudno o większy absurd niż hejterzy z SokuZBuraka czy skupione wokół Giertycha farmy trolli, którzy nagle zaczęli walczyć o „standardy w sieci”.
Kropka nad „i”
Ten gigantyczny wrzask na Nawrockiego jest jednak podszyty strachem. Widać to szczególnie w kontekście pielgrzymki kibiców. Nie chodzi tu tylko o lęk przed silnym prezydentem, zdolnym zablokować działania ich obozu władzy. Dodatkowo Nawrocki jest dowodem na postępujące osłabienie środowisk stojących za Polską Tuska, które usiłują przedstawiać się jako „elity” i „arbitrzy elegancji i dobrego smaku”. Zważywszy na to, jak prezentuje się realna jakość intelektualna i moralna (a którą wystarczająco pokazała opisywana tu sytuacja z prezydenckim wetem) tych ludzi, oczywiste jest, że jedyny sposób, w jaki mogą oni utrzymywać tego typu status, to za pomocą najagresywniejszej propagandy. Żeby chamy, których bawią seksistowskie ataki na żonę prezydenta, mogły udawać dżentelmenów, muszą raz na jakiś czas urządzić właśnie taką kampanię nienawiści, jak ta opisywana powyżej, aby w wymiarze narracji utrzymać swoją dyktaturę. Tymczasem prezydent z tak dużym poparciem, który absolutnie nic sobie nie robi z ich krzyków, pokazuje, że doszło do zmiany w społeczeństwie. Że towarzystwo od Tuska straciło monopol, że nie są już dość silni, by utrzymać ową „narracyjną dyktaturę”. Oczywiście proces tego upadku trwał od długiego czasu, ale po pierwsze, żywili oni nadzieję, że zdobycie władzy przez Tuska pozwoli im odzyskać, chociaż częściowo, utracony status, po drugie, Nawrocki jest pewnego rodzaju kropką nad „i”. Najwymowniejszym dowodem na to, że to nie oni już rozdają karty w kwestii „dobrego smaku”. Zauważmy, jak poważne niesie to konsekwencje polityczne. Nie chodzi tu tylko o kwestie statusu społecznego. Jeśli nie złamią prezydenta i nie osłabią jego pozycji w społeczeństwie, a nic nie wskazuje na to, by miało im się to udać, to wyskoki takie jak ten Treli po jakimś czasie będą traktowane jako forma poszczekiwania małego pieska na dużego i silniejszego, który nie reaguje. Jako rodzaj bezczelności ukrywającej słabość. Poza tym populizm uśmiechniętej partii istnieje tylko dopóty, dopóki jest w stanie zakryć swój absolutny brak jakichkolwiek poglądów, swoją pustkę poprzez używanie kategorii z zupełnie innych przestrzeni niż polityka. Jedną z najważniejszych z nich jest „wstyd”. Oczywiście opozycja to „faszyści” i „szkodniki”, ale tak naprawdę nie wolno na nich głosować, bo... nie wypada, bo to obciach. Bo wstyd. Jeśli tego typu prymitywny szantaż narracyjny przestanie działać, to przegrają. Na koniec dnia będą musieli się zmierzyć nie na wrzask, histerię i hejt, ale na program, poglądy, idee. A jak się to kończy, pokazało starcie Rafała Trzaskowskiego z Karolem Nawrockim.
Bieżący numer tygodnia #GazetaPolska za jedyne 3 pln!
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) January 26, 2026
Sprawdź już teraz » https://t.co/RBWaMT1cxn pic.twitter.com/s5ZGUkjiNy