PiS nie pomaga
Jest zrozumiałe, że opozycja robi, co może, żeby pokazać, jak niebezpieczna jest antyamerykańska gra Tuska, ale musi pamiętać, żeby nie wylać przy okazji dziecka z kąpielą.
Jest zrozumiałe, że opozycja robi, co może, żeby pokazać, jak niebezpieczna jest antyamerykańska gra Tuska, ale musi pamiętać, żeby nie wylać przy okazji dziecka z kąpielą.
Ostatnio gruchnęła wiadomość, że jeden z najważniejszych polityków Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, Roman Fritz, jest zaangażowany w spotkania w ramach instytucji unijnych, na których omawiany jest temat sprowadzania do Polski większej liczby migrantów, szczególnie tych z Indii.
Ostatnio nasza noblistka przypomniała o sobie, dzieląc się mądrością, że dawno, dawno temu, w paleolicie, traktowaliśmy zwierzęta jak siostry, ale potem wszystko się zepsuło. Teza o tyle zabawna, że jedno z ostatnich największych wymierań – do których człowiek się walnie przyczynił, o ile sam go nie spowodował... – miało miejsce właśnie w paleolicie.
Ci, którzy bronią nas przed hybrydowymi prowokacjami Putina i Łukaszenki, nie tylko nie mogą liczyć na pomoc państwa – są wręcz przez nie ścigani.
Rosja już tu jest – czy Czytelnicy pamiętają ten groteskowy cytat z gen. Pytla, gdy atakował on rządy PiS? Okazuje się jednak, że jego treść idealnie pasuje do Polski pod władzą Donalda Tuska. Pokazują to ujawnione przez Piotra Nisztora kontakty Włodzimierza Czarzastego z elitą Sankt Petersburga i niedawna informacja, że z powodu kuriozalnych wypowiedzi marszałka Sejmu USA zrywają z nim jakiekolwiek kontakty.
Już od wielu miesięcy obecna władza ma dziwne oblicza – z jednej strony udający jeszcze, chociaż z coraz większym trudem, Donald Tusk, z drugiej – skrajnie prymitywny i agresywny Roman Giertych.
Dlaczego Suchanow dostała Nagrodę Pokojową Drezna? Tu można tylko spekulować, ale wszystko wskazuje na to, że za to, iż – intencjonalnie czy nie – latami realizowała interes Niemiec.
III RP to kraina absurdu, w której nawet najpiękniejsze idee ulegają wynaturzeniu. Praworządność okazuje się ostentacyjnym łamaniem prawa, obywatelskość – służeniem przemocowej, patologicznej władzy, zaś większość tzw. organizacji pozarządowych okazuje się być na pasku „uśmiechniętego” premiera.
Mdlejący Roman Giertych, usiłujący za pomocą nieudolnej maskarady zaprezentować się jako ofiara „pisowskiego reżimu”, i Adam Borowski gotowy pójść do więzienia w imię swoich wartości mimo ciężkiego stanu zdrowia. Trudno o bardziej wymowny obrazek.
Raz za razem niezidentyfikowane obiekty latające z Białorusi przekraczają naszą przestrzeń powietrzną.
Tusk i jego medialne cyngle tworzą typ odbiorcy, który jest w stanie przyjąć dowolną ideę, dokonać każdej wymaganej wolty, jednego dnia wierzyć w kulistą Ziemię, drugiego w płaską.
Koszmarne przestępstwo seksualne, jakiego w Piasecznie dopuścił się policjant na swojej podwładnej, w normalnym państwie powinno wywołać gigantyczny skandal.
Popularność byłego peerelowskiego aparatczyka w kręgach pseudoprawicy systematycznie rośnie.
Braun? Kto wie. Może umiejętności rozgrzeszania przez uśmiechniętą władzę, jak pokazał casus Giertycha, są właściwie nieograniczone i odnajdzie się jako senator u boku Donalda Tuska?
Wydaje się, że ostatnio polska debata publiczna się uspokoiła. Zwłaszcza w porównaniu z tym, co działo się w trakcie wyborów prezydenckich i tuż po nich. Owszem, prezydent wciąż jest ukazywany jako przedstawiciel kibicowskich hord, a opozycja i każdy, kto ośmiela się sprzeciwiać uśmiechniętej władzy – jako faszyści i zaplute karły reakcji. Jednak już nikt nie snuje opowieści o paleniu ludzi w stodołach czy ponownym otwarciu obozów koncentracyjnych. Czy nie jest to cisza przed burzą?