Ora et labora
Desakralizacja przestrzeni publicznej to część trwającej od dekad operacji odcinania człowieka Zachodu od korzeni.
Desakralizacja przestrzeni publicznej to część trwającej od dekad operacji odcinania człowieka Zachodu od korzeni.
A jednak może się okazać, że naród honor ma – zakodowany gdzieś głęboko, w kręgosłupie, w naszym polskim DNA wolnościowym.
Wcale nie jest tak, że lata, w których trzeba było być Niepokornym, Niezłomnym, minęły. Znowu wracają czasy ludzi wyklętych przez władzę.
Równo tydzień przed złowieszczą datą 17 września Rosjanie wystrzelili w stronę Polski kilkadziesiąt dronów – żeby nas podrażnić, ale przede wszystkim sprawdzić nasze możliwości obronne. Zostawiając na chwilę na boku to, co się dzieje obecnie, przyjrzyjmy się sprawie z punktu widzenia dziejowego.
Cesarz Oktawian August zdawał sobie doskonale sprawę, że podczas drogi na szczyt władzy musi otoczyć się zaufanymi ludźmi. Jednym z nich był wierny przyjaciel jeszcze z czasów szkolnych, „homo novus”, Marek Wipsaniusz Agrypa – zwycięzca spod Akcjum, budowniczy akweduktów i wielu budynków użyteczności publicznej w Rzymie. Dzisiaj jego imię znane jest każdemu turyście zwiedzającemu Wieczne Miasto, który robi sobie zdjęcie Panteonu – na frontonie widnieje bowiem napis poświęcony Agrypie. Czy jednak ów turysta wie, że to samo miano mogłoby być wypisane na fontannie di Trevi?
W czasie jednej z debat w trakcie konwencji programowej PiS głos zabrał prof. Andrzej Nowak. Ma ów wielki historyk niezwykłą cechę: umiejętnie wychwytuje w dziejach naszych najważniejsze procesy polityczno-historyczne, tożsamościowe, cywilizacyjne. Niczym najwięksi z jego poprzedników piszących o historii – potrafi ocenić i zdefiniować to, co w istocie najważniejsze dla narodu i ojczyzny, przede wszystkim w momentach trudnych.
W tej sesji Rady Miasta, odrzucającej prohibicję nocną, doszło do upokorzenia prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego (bo to przecież on sam był „pomysłodawcą”) – to ludzie z partii, w której jest wiceprzewodniczącym, uwalili jego projekt. Ale też upokorzył się on sam, nie pojawiając się na samej sesji, sprawiając wrażenie ucieczki z pola walki - ocenia w komentarzu dla portalu niezalezna.pl Tomasz Łysiak.