Służbowe patologie
Były szef jednej ze służb specjalnych na listę lokali operacyjnych wpisał mieszkanie zaprzyjaźnionego z nim małżeństwa – jego podwładnej i pewnego przedsiębiorcy. W ten sposób chciał zapewne pomóc im spłacać kredyt.
Były szef jednej ze służb specjalnych na listę lokali operacyjnych wpisał mieszkanie zaprzyjaźnionego z nim małżeństwa – jego podwładnej i pewnego przedsiębiorcy. W ten sposób chciał zapewne pomóc im spłacać kredyt.
To plaga od lat. Prywatne podmioty bardzo chętnie zatrudniają z sowitą pensją urzędników państwowych lub menedżerów państwowych przedsiębiorstw, z którymi to wcześniej zawierały intratne kontrakty. Oczywiście na pierwszy rzut oka nie ma w tym żadnych kontrowersji. W końcu takie są prawa rynku.
Jeśli dziś nie uda się kompleksowo wyjaśnić afery SKOK Wołomin, przez najbliższe lata będzie ona odbijała się czkawką. Aby to się udało, prokuratura i służby powinny się skupić nie tylko na ściganiu słupów, ale dokładnie zbadać dwa dużo istotniejsze wątki.
CBA powinno prześledzić, jak niektórzy deweloperzy przejmowali za bezcen należące do armii grunty i nieruchomości. Proceder ten zaczął kwitnąć po 1989 r. Niestety, karalność wielu z tych transakcji – szczególnie z okresu rządów SLD – się przedawniła.
Afera GetBacku to szansa na oczyszczenie sektora finansowego z przestępców w białych kołnierzykach od lat wykorzystujących niedoskonałości systemu do zbijania fortun. Potrzebna jest jednak determinacja nie tylko organów ścigania, ale także Komisji Nadzoru Finansowego. Choć trzeba przyznać, że ta stojąca na straży bezpieczeństwa sektora finansowego instytucja po wybuchu afery GetBacku podjęła zdecydowane działania wobec zaangażowanych w nią podmiotów. Niektórzy pewnie powiedzą, że zbyt późno, ale jednak lepiej późno niż wcale.
Przy okazji dyskusji o reformie sądownictwa wielu zapomina o wątpliwych orzeczeniach i wyrokach wydawanych przez lata przez niezawisłych sędziów. A przecież dotyczyły one konkretnych osób czy podmiotów gospodarczych. Jednak jeśli nawet doszło do ewidentnej pomyłki, odkręcenie sprawy okazywało się niemożliwe.
Tygodnik „Wprost” w bezczelny sposób przywłaszczył sobie mój tekst z lutego, dodał do niego od siebie kilka słów i opatrując nadtytułem „Tylko u nas”, zrobił z tego okładkę. Chodziło o 13 mln zł, które w latach 2003–2018 zarobiły dzięki kontraktom z PKN Orlen spółki powiązane z Bartłomiejem Sienkiewiczem. Gdy o sprawie napisałem na Twitterze, spotkałem się z kłamliwym i aroganckim komentarzem wydawcy czasopisma Michała Lisieckiego. Żadnych przeprosin, tym bardziej słów ubolewania.
Zatrzymanie przez agentów CBA i postawienie zarzutów byłemu ministrowi sprawiedliwości Andrzejowi K. oraz jego wspólnikowi Piotrowi K. powinno przynajmniej do zakończenia sprawy zawiesić działalność prowadzonej przez nich wspólnie kancelarii prawnej.
Generał Krzysztof Bondaryk, były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, musiał się spodziewać, że będzie rozliczany za decyzje podejmowane w czasie kierowania tą służbą. Jednak mnie od dłuższego czasu zastanawia inny bardzo ciekawy wątek dotyczący popularnego „Bonda”.
Afera firmy windykacyjnej GetBack coraz pełniej obnaża prawdę o układzie, jaki od lat funkcjonował w polskich finansach. Fundusze inwestycyjne, znani menadżerowie, wątpliwe transakcje i wielkie pieniądze przekładane z jednej kieszeni do drugiej, a w tle nagrania i działalność ludzi służb specjalnych. Efekt? Nabici w butelkę zamożni inwestorzy, skuszeni przez doradców rzekomo łatwym i pewnym zyskiem.
Uniwersytet Gdański nie chce ujawnić informacji, czy jeden ze znanych biznesmenów, kontrolujący dużą, notowaną na giełdzie spółkę, ukończył tę uczelnię z tytułem magistra. Powód? „Nie jest to informacja publiczna” – przekonuje rzecznik uniwersytetu.
Organy ścigania konsekwentnie rozprawiają się z tymi, którzy za rządów PO-PSL zarabiali krocie na nielegalnych automatach – tzw. jednorękich bandytach. Kilka dni temu do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko 11 osobom pracującym dla Sławomira J., hazardowo-paliwowego biznesmena z Ostródy. On sam od 2009 r. jest oskarżony o wiele innych przestępstw.
Dziś, w święto policji, warto przypomnieć, że do tej pory nie wyjaśniono roli Biura Spraw Wewnętrznych KGP w inwigilacji dziennikarzy po ujawnieniu afery taśmowej. To, kto stoi za nagraniami z warszawskich restauracji, za wszelką cenę próbowały ustalić dwa zespoły tej formacji. Ich raporty lądowały na biurku Bartłomieja Sienkiewicza, szefa MSW, nadzorującego służby specjalne.
Działalność Radosława K., który za kilka milionów złotych obiecywał „załatwić” fundusz Abris, większościowego akcjonariusza spółki GetBack, jak w soczewce skupia patologie w służbach specjalnych.
Ekspertów komentujących aferę GetBacku jest jak na lekarstwo. Większość prawników, finansistów, menedżerów mogących wytłumaczyć kulisy skandalu jest mniej lub bardziej powiązana z funduszami zaangażowanymi w firmę windykacyjną. Dlatego z zainteresowaniem przeczytałem wywiad, którego nt. GetBacku udzielił „Rzeczpospolitej” prof. Tomasz Siemiątkowski z SGH.
Afera GetBacku zatacza coraz szersze kręgi. Pokazuje to zatrzymanie Kingi M.P., znanej w Warszawie menedżer zajmującej się reklamą, związanej z jednym z wydawców prasowych. Jak ujawnił „Puls Biznesu”, prokuratura podejrzewa ją o przyjęcie ponad 4 mln zł z tytułu pozornej umowy z GetBackiem.
W czerwcu Krajowa Administracja Skarbowa w ramach postępowania dotyczącego przestępstw VAT-owskich dokonała przeszukań w spółce, która jeszcze do niedawna wydawała „Służby Specjalne”. Związki periodyku prowadzą do głośnych afer rozpracowywanych obecnie przez organa ścigania – ustaliła „Gazeta Polska”.