Tymczasem przywłaszczanie sobie cudzych tekstów to zwykłe dziennikarskie złodziejstwo. „Wprost” ukradł stworzony przeze mnie materiał, który był wielokrotnie cytowany potem w innych mediach. Bardzo trudno było to więc przeoczyć. Nad takimi sytuacjami nie można przechodzić do porządku dziennego. Cała ta sytuacja jest dla mnie tym bardziej przykra, że właśnie „Wprost” jako jedyny zdecydował się opublikować zdobyte przeze mnie w połowie 2014 r. taśmy z rozmów najważniejszych wówczas polskich urzędników w warszawskich restauracjach.