Traczyk-Stawska jak Bartoszewski
Pamiętam, jak kiedyś 1 sierpnia miałem cholernie pracowity dzień, byłem na jakiejś rozprawie sądowej. Po niej koledzy z redakcji zabrali mnie na Powązki. Nie chciałem jechać, bo byłem ubrany niestosownie, w krótkie spodnie. Ale skoro już mnie wyciągnęli, postanowiłem kryć się gdzieś na tyłach. Tymczasem na nasz widok tłum… zaczął bić brawo.