Majestat i hipokryzja
Czynność znana jako „znieważanie głowy państwa” nie pojawiła się w polskim prawie wczoraj. Czy nazwanie urzędującego prezydenta którymś z setek znanych nam mało sympatycznych określeń powinno być ścigane?
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Czynność znana jako „znieważanie głowy państwa” nie pojawiła się w polskim prawie wczoraj. Czy nazwanie urzędującego prezydenta którymś z setek znanych nam mało sympatycznych określeń powinno być ścigane?
Sok z buraka to jeden z wartościowszych napojów. Jego prozdrowotne właściwości spokojnie mogłyby wypełnić całe miejsce przeznaczone na ten krótki komentarz. Jednym z jego działań jest łagodzenie napięcia emocjonalnego, nerwic i depresji.
W czasach pandemii najłatwiej jest zaatakować rządzących poprzez krytykę sytuacji w służbie zdrowia. Czy wyborców – w chwili, gdy państwo radzi sobie tak, jak sobie radzi, społeczne niezadowolenie i zmęczenie narastają, a statystyki nie wypadają dla nas zbyt dobrze w zderzeniu z trzecią fala pandemii, a inne fatalne były również wcześniej – można uwieść receptami na poprawę sytuacji? Zobaczymy zapewne niedługo. Wiemy jednak, że Platforma Obywatelska podjęła właśnie stosowną próbę.
Kiedyś pozdrowienia z wakacji były o wiele mniej finezyjne. „Pozdrawiamy znad morza”, „Ślemy całusy z gór”, „Uściski z jezior” – i tyle. Dwa sezony w roku i dość silne ograniczenia geograficzne.
Niemal każdy dzień przynosi nam informacje o mniejszych lub większych zmianach na scenie politycznej. Leszek Miller rozstaje się z lewicą kierowaną przez Włodzimierza Czarzastego, zarzucając mu brak dojrzałości i odpuszczenie sobie konsultacji w partii. Być może za Millerem pójdą inni.
Tydzień temu zastanawiałem się na łamach „Codziennej”, jakie są szanse na bliższą współpracę Pawła Kukiza ze Zjednoczoną Prawicą. Jak na razie potencjalni sojusznicy wciąż są na etapie rozmów, ale jak się zdaje, szanse na szczęśliwy finał są spore. Tymczasem dość nieoczekiwanie polityczny weekend przerwała Monika Pawłowska, do niedzieli posłanka Lewicy, ogłaszając swój akces do Porozumienia Jarosława Gowina.
Czy można wyprowadzić na bezdroża nawet tak wydawałoby się doświadczonych specjalistów jak dziennikarze „National Geographic”? Na początku marca okazało się, że jest to możliwe. Aby doprowadzić do pogubienia się tych, którzy znają najlepiej wszystkie kierunki świata, potrzeba nie byle kogo.
Brutalizacja polskiej polityki pociągnęła za sobą również brutalizację języka. Oponent, konkurent stał się przeciwnikiem, a nawet wrogiem. Nie tylko politycznym. Najpierw był brak szacunku dla człowieka, teraz przyszła pora na życzenie mu jak najgorzej. Wulgaryzmy, obecne wcześniej na marginesie, powoli wkradają się do głównego nurtu, schowane za niewinnymi symbolami gwiazdek. Politycy, którzy nie mają nic do zaproponowania, przyłączają się do tej demolki języka, a wraz z tym całego współżycia społecznego.
Opozycja (poza lansującą Grzegorza Brauna Konfederacją) wystawiła wspólnego kandydata na prezydenta Rzeszowa. Radny Konrad Fijołek startuje więc z poparciem Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL, Polski 2050. Spędzeni w jedno miejsce partyjni liderzy znaleźli każdy po dobrym słowie dla Fijołka, a Włodzimierz Czarzasty zobaczył w nim już nawet prezydenta całej Polski.
W ubiegłym tygodniu mieliśmy okazję się dowiedzieć, że Rafał Trzaskowski zamierza być prezydentem Warszawy przez kolejną kadencję i że nienawidzi warszawskiej prezydentury i chce wyznaczyć następczynię. Te sprzeczne zupełnie wersje dzieli raptem jeden dzień, a także tytuły, dzięki którym je poznaliśmy. Jedna jest oficjalna, druga nieoficjalna, ale obie wbrew pozorom złożyć można w logiczny komunikat – sam Trzaskowski na pewno wie, czego chce, ale raczej nie mówi nam prawdy.
Być może warszawski ratusz zaskoczy nas jeszcze i poda jakąś oszałamiającą liczbę uczestniczek protestu Strajku Kobiet, który odbył się 8 marca, jednak z nadawanych na żywo lub podsumowujących wydarzenie relacji nie wyłania się żaden spektakularny sukces organizatorek.
Platforma Obywatelska niemal od początku swego istnienia chciała coś likwidować. Gdy jeszcze niektórzy jej liderzy udawali, że tworzą partię zmiany politycznej, a inni nawet szczerze w kreację tych pierwszych wierzyli, PO miała usunąć patologie III RP, które, jak się wówczas wydawało, namnożyły się pod rządami SLD ponad wszelką miarę, a w czasach AWS i UW nie zrobiono z nimi porządku. Później, gdy wrogiem numer jeden stało się PiS, na liście rzeczy do likwidacji wyraźnie zmieniły się priorytety. Co Platforma chciała likwidować kiedyś, co dziś, a co zlikwidowała (lub wbrew deklaracjom pozostawiła przy życiu) po drodze?
Od kilku tygodni słychać plotki o tym, że w TVN nie dzieje się najlepiej. Potwierdzały je informacje o kolejnych odejściach i transferach obejmujące nie tylko znane nazwiska, lecz także tworzących każdą stację telewizyjną pracowników zaplecza. Kilka dni temu jeden z byłych już dziennikarzy opowiedział o naciskach politycznych, inny o mobbingu.
Część dziennikarzy orzekła, że sobotnia, kolejna już w bardzo krótkim czasie, konwencja Platformy Obywatelskiej była najlepszą od bardzo dawna imprezą tej partii. Dopatrują się w tym efektu poczucia przez PO oddechu konkurencji na plecach i sondażowych sukcesów Szymona Hołowni. Faktycznie, po raz pierwszy od dawna przekaz skupił się nie tylko na atakowaniu rządzących, lecz także propozycjach pokryzysowej naprawy gospodarki i kondycji społeczeństwa. Zważywszy jednak na jakość tychże, pokazuje to niestety, jak bardzo obniżyliśmy oczekiwania wobec polityków partii mającej ambicję rządzić dziś opozycją, a jutro – całą Polską.
Dobrze pamiętam chwilę, w której pierwszy raz zobaczyłem na warszawskiej ulicy plakat Fundacji „Nasze Dzieci”, przedstawiający ludzki, uformowany płód wpisany w kształt serca.
Po raz pierwszy od dawna narrację narzuciła lewica, i to lewica skrajna w swym obyczajowym liberalizmie. Kwestie społeczne te środowiska nadal dzielą, łączą je jednak inne postulaty, z których najistotniejszym jest w tej chwili w pełni legalna aborcja. Od rozpoczęcia protestów Strajku Kobiet kolejne partie polityczne (poza PiS i Lewicą, które miały określone stanowisko) muszą zabrać w tej sprawie głos.
Marta Lempart pochwaliła Platformę Obywatelską za jej nowe podejście do aborcji. Część komentatorów twierdzi wręcz, że taki i tylko taki był cel deklaracji przygotowanej pod patronatem Borysa Budki przez zespół Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.
„Musimy się na nowo policzyć” – mówiła Anna Walentynowicz, a słowa jej trafiły w 2010 r. na sztandary i transparenty. Po 11 latach polska polityka staje w obliczu wyzwań, które wcześniej znaliśmy głównie z Zachodu, a wielu z nas uważało, że nigdy nie dotkną one naszego kraju. Wygląda na to, że w najbliższym czasie podzielimy się na nowo wokół kluczowych dla 2021 r. linii sporu.
Trudny jest los politycznych wędrowników. Starzy koledzy mówią o zdradzie, nowi cieszą się, że większość stabilniejsza lub o krok bliższa. Dadzą stanowisko lub, jak dla Bartosza Arłukowicza, je stworzą. Ale zawsze ktoś wyciąga komentarze z czasów, gdy byliśmy w innym miejscu.
Od kilkunastu dni obserwujemy, jak w Zjednoczonej Prawicy toczy się konflikt o przywództwo, a raczej legalność przywództwa w Porozumieniu. Jarosław Gowin pozbywa się z partii tych, którzy byliby prawdopodobnie największymi przeciwnikami współpracy ugrupowania z opozycją. Równocześnie spór o aborcję trzęsie Platformą Obywatelską, a ruch Hołowni kontynuuje akwizycję, zarazem coraz bardziej skręcając w lewo.