Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski,
20.04.2021 16:00

Porozumienie obrotowe

W czwartek Piotr Zgorzelski z PSL zapowiedział stworzenie wokół stronnictwa nowej, szerokiej inicjatywy centroprawicowej noszącej nazwę Chadecja Polska. Wśród potencjalnych uczestników wymienił m.in. Porozumienie Jarosława Gowina, czym podgrzał emocje związane z sobotnią konwencją tej partii. Emocje budziło oczywiście nie samo Porozumienie, a to, jak ugrupowanie ułoży sobie dalsze relacje z PiS. Tymczasem sobotnia impreza środowiska Jarosława Gowina nie przyniosła żadnego przełomu.

Przed sobotnią konwencją partii Gowina media dość mocno próbowały podkręcić atmosferę. Niektóre z nich spodziewały się, a raczej liczyły na to, że Porozumienie zdecyduje się na otwarty konflikt z Prawem i Sprawiedliwością. Już wcześniej działacze ugrupowania mówili przecież, że umowa koalicyjna de facto przestała obowiązywać. Stać miało się to w chwili, gdy premier, ignorując wewnętrzne przepychanki, nie odwołał z rządu wiceministrów rekomendowanych przez Porozumienie, którzy nie poparli Jarosława Gowina po wybuchu konfliktu z Adamem Bielanem. Prominentnym członkiem rządu nadal pozostaje przecież Gowin, co chwilami zaczyna przypominać sytuację sprzed lat, gdy prof. Marek Belka kierował równocześnie Radą Ministrów i współpracował z opozycyjnym wobec niej ugrupowaniem Demokraci.pl.

Transfery mniej lub bardziej wirtualne

„Gazeta Wyborcza” zapowiadała, że nową formację zasilić może nawet dziesięciu posłów PiS, a i inne media, zajmujące się wynoszeniem informacji zza kulis polityki, sugerowały, że coś może być na rzeczy. Ostatecznie jednak na razie skończyło się na nawiązaniu współpracy (przy czym brak jeszcze informacji o członkostwie, choć w polityce podobne rozwinięcie akcji to na ogół tylko kwestia czasu) z Agnieszką Ścigaj, dawniej związaną z ruchem Pawła Kukiza, lecz po odejściu jego posłów z PSL formalnie niezrzeszoną, oraz Lechem Kołakowskim. Kołakowski to były poseł i działacz PiS, który odszedł z partii po zawieszeniu go po głosowaniu przeciwko „piątce dla zwierząt”. Tu warto jednak przypomnieć, że posłowie Porozumienia, w odróżnieniu od swoich kolegów z Solidarnej Polski, w pamiętnym głosowaniu jedynie wstrzymali się od głosu, a w swoich deklaracjach popierali zmianę przepisów, krytykując głównie tempo ich procedowania i planowanego wprowadzania w życie. Gdyby więc Kołakowski chciał być konsekwentny, powinien znaleźć się raczej u boku Zbigniewa Ziobry. Zauważmy wreszcie, że po konwencji apetyty dziennikarzy nie zmalały i już w poniedziałkowym „Wprost” czytamy o możliwych kolejnych odejściach z PiS. Natomiast jeszcze przed sobotą w mediach, głównie społecznościowych, krążyć zaczęły informacje o możliwych transferach z samego Porozumienia – Andrzeja Sośnierza do ruchu Szymona Hołowni i Michała Wypija do Koalicji Obywatelskiej, nie znalazły one jednak również jak na razie odbicia w rzeczywistości, a obaj bohaterowie plotek pojawili się na imprezie jako mówcy.

Konserwatyści bezobjawowi na wymuszonym luzie

Konwencja Porozumienia w niepokojącym stopniu przypominała nie tyle partyjny, ile korporacyjny event. Nie do końca naturalne koleżeństwo, skracanie dystansu czy mówienie sobie po imieniu przez osoby, które być może zobaczyły się po raz pierwszy w życiu, mogą kojarzyć się z telezakupami, mogą też przywodzić na myśl stare czasy Nowoczesnej, gdy w podobnym duchu do swoich kolegów, lecz również przedstawicieli innych ugrupowań, zwracał się w Sejmie Ryszard Petru (co zresztą trochę się na nim zemściło w postaci żartów z jego tłumaczeń, że w języku angielskim wszyscy są ze sobą na „you”). Tyle że autentyzm w tego typu relacjach jest niestety dobrem bardzo rzadkim, podobny dar miał inny polityk Nowoczesnej i ostatni szef jej klubu w poprzedniej kadencji, dziś właściwie nieobecny w polityce, Piotr Pudłowski.

W przypadku sobotnich mówców ta formuła sprawiała wrażenie mocno wymuszonej. Niestety, pasuje ona do całej wymowy wydarzenia i, jak się wydaje, kierunku, w jakim postanowił iść prezes Gowin. Większość wypowiedzi wskazywała na przyjęcie zachodniego wzorca konserwatyzmu całkowicie bezobjawowego, w którym o wartościach nie mówi się zbyt wiele. Oczywiście można traktować takie podejście jako szansę na współpracę z PSL, konserwatystami z PO, może nawet Szymonem Hołownią, jednak nie wróży to najlepiej ani Zjednoczonej Prawicy, ani Porozumieniu. Wiele wystąpień brzmiało, jakby zostały napisane przez wspomnianego już Hołownię, a przecież nie tak dawno w tym ugrupowaniu swoje miejsce miały tak wyraziste postaci, jak choćby Jacek Żalek. Wydaje się, że wraz z utratą grupy Adama Bielana partia utraciła większą część swojego charakteru. Zostały jedynie slogany i coraz bardziej biznesowe (w jak najgorszym tego słowa znaczeniu) podejście do kierowanych przez działaczy instytucji państwowych i naukowo-badawczych.

Samookreślenie przez kontrę do PiS

W tej atmosferze Jarosław Gowin, jako jedyny mówiący jeszcze cokolwiek (ale właśnie – cokolwiek, ponieważ też nie było tego za wiele) o wartościach i konkretach, pokazał się jako osoba wyrastająca mocno ponad swoje polityczne zaplecze. Co może jest o tyle łatwiejsze, że konkurencji w partii już właściwie nie ma. Przypomina to trochę schemat, jaki przed laty widzieliśmy w Platformie, a całkiem niedawno w ugrupowaniu Kukiza, z którego znikały stopniowo najbardziej charakterystyczne osoby. Poczucie to zostało jeszcze wzmocnione odpowiednio wiernopoddańczym wprowadzeniem, podczas którego współpracownicy wyrażali się o swoim szefie w najwspanialszych słowach, przedstawiając Jarosława Gowina jako politycznego wizjonera i męża stanu. Pochlebstwa są na pewno miłe, łatwo jest je jednak przedawkować.

Sam wicepremier splendorem postanowił podzielić się z prof. Wojciechem Maksymowiczem. Maksymowicz, do niedawna sekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, od niedawna jest przedmiotem bardzo poważnych oskarżeń ze strony m.in. Stowarzyszenia Ordo Iuris, dotyczących nieetycznych praktyk, do jakich miało z jego udziałem dojść w macierzystej uczelni profesora. Nie chcę wchodzić w tym miejscu w jeżące włosy na głowie zarzuty, nie odmawiam szefostwu partii prawa do zaufania do swojego członka, nie zmienia to faktu, że Gowin, przedstawiający Maksymowicza jako „autorytet dla milionów Polaków”, mocno się zagalopował.

Wśród tej miłej atmosfery poklepywania się po plecach pojawiły się przytyki wobec dwóch osób – Adama Bielana, co jest oczywiście zrozumiałe, oraz Mateusza Morawieckiego. Premierowi wbito małą szpilę, gdy jedna z prelegentek, prezentując pomysły partii, powiedziała, że tym razem widzimy coś więcej niż tylko prezentację w PowerPoincie, a przypomnijmy, że to upodobanie Morawieckiego do slajdów było jedną z ulubionych figur retorycznych w arsenale opozycji. Porozumienie, które dziś kreuje się na siłę chcącą łączyć zwaśnione strony politycznego sporu, równocześnie akcentuje wyłącznie to, co różni partię od pozostałych sił Zjednoczonej Prawicy. Jedną z tych różnic, w sobotę jednak nieprzywołaną, jest, mimo wszystko zaskakująca, niedawna deklaracja, że dla wicepremiera Gowina bardziej naturalnym od Orbána czy Salviniego partnerem pozostaje Europejska Partia Ludowa. A mówimy przecież o frakcji europarlamentu, którą kieruje Donald Tusk, w prezydium PE reprezentowaną przez Ewę Kopacz. Do opozycji podczas konwencji odniesień właściwie nie było. Pojawił się natomiast, chyba po raz pierwszy, postulat rozdziału Kościoła od państwa. Przyjaznego, cokolwiek miałoby to znaczyć. Tu też zauważyć można wpływ retoryki Szymona Hołowni na Jarosława Gowina.

Pragmatyczna partia obrotowa

Porozumienie zawraca więc w kierunku mało wyrazistego centrum, pozostaje jednak pytanie, czy jest na to zapotrzebowanie. Unia Wolności po powstaniu PO, PJN, wreszcie samo ugrupowanie Gowina nie odniosły samodzielnych sukcesów w krajowej polityce. W to, że dziś może być inaczej, wierzy Piotr Zgorzelski z PSL, który wspólnie z Porozumieniem budować chce nową centroprawicę pod szyldem Chadecji. Zgorzelski spodziewa się, że taka siła polityczna uzyskać może kilkanaście procent poparcia. Gdyby jednak jego prognozy miały się sprawdzić, zwróćmy uwagę, że jest to sporo, lecz tylko tyle, by znów przykleić się do kogoś silniejszego, hamować zmiany i, mówiąc brutalnie, żerować na strukturach państwa, lecz już nie po to, by przeprowadzać odważne reformy i projekty modernizacyjne.

Marszałek Zgorzelski w „Rzeczpospolitej” w Gowinie widzi dla siebie politycznego partnera, równocześnie przedstawia go jako oportunistę będącego dziś w rządzie dla stanowisk i korzyści finansowych dla swoich ludzi. Po sobotniej konwencji odnieść można wrażenie, że Porozumienie coraz mocniej wchodzi w buty PSL, przez lata będącego tzw. partią obrotową, gotową do koalicji z każdym za cenę utrzymania stanu posiadania w instytucjach.

Nie jest to optymistyczna konkluzja, gdy mówimy o partii, która przez kilka lat była ważnym elementem Zjednoczonej Prawicy, wnoszącym do niej całkiem sporo i personalnie, i intelektualnie.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane