Zbuntowana prowincja
Po 1989 roku w polskiej debacie politycznej nie pojawił się żaden znaczący nurt, żądający rewizji granic na wschodzie. Do czasu, ponieważ od kilkunastu cała chmara polityków i dziennikarzy uważa tereny dzisiejszej Białorusi za polską jurysdykcję i oczekuje, że władza w Warszawie potraktuje Łukaszenkę jak zbuntowanego wojewodę a jego służby graniczne jak straż miejską z prowincjonalnej dziury. Czyżby w przeszłość odchodziły czasy, gdy rana po Kresach wykształciła bardziej tęsknotę, niż resentyment?