Za niemiecki pieniądz
Rafał Trzaskowski wielce się oburzył, że te media, które jeszcze go nie pokochały, krytykują finansowanie akcji Campus Polska Przyszłości przez niemiecką fundację.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Rafał Trzaskowski wielce się oburzył, że te media, które jeszcze go nie pokochały, krytykują finansowanie akcji Campus Polska Przyszłości przez niemiecką fundację.
Pani Unio nasza Europejska kochana. W sprawie tych pieniędzy, co to je można trochę pożyczyć, a trochę mniej dostać, to my oczywiście je chcemy. Że tam w sejmie nasi koledzy głosowali różnie, a i różne rzeczy przy tym mówili, nawet o urzędnikach Twoich, to Ty, Matko nasza, nie słuchaj, nie do Twoich uszu to mówili, nie do Twoich uszu było to przeznaczone, a jedynie by ten lud ciemny, co go jeszcze nie daliśmy rady w pełni do europejskości wychować.
25 maja to Europejski Dzień Bohaterów Walki z Totalitaryzmem, obchodzony w wyniku wieloletnich starań fundacji Paradis Judaeorum i jej inicjatywy „Przypomnijmy o Rotmistrzu”. Niestety kolejny raz bardziej na miejscu byłoby napisać „nieobchodzony”, ponieważ postać tę przypominamy światu wciąż zbyt oszczędnie.
Od wielu miesięcy słyszymy, że opozycja nie ma żadnego pomysłu na przejęcie władzy i rządzenie. Tymczasem „Newsweek” ujawnił, że przynajmniej na to pierwsze koncept jednak był. „Plan był taki: pozbawiony głosów ziobrystów, eurosceptycznych konfederatów i wsparcia zjednoczonej opozycji Jarosław Kaczyński przegrywa kluczowe głosowanie nad ratyfikacją Krajowego Planu Odbudowy, nie wytrzymuje, wpada na sejmową mównicę, zaczyna krzyczeć i dochodzi do przesilenia” – mówi tygodnikowi Tomasza Lisa anonimowy polityk opozycji. My zaś zastanawiamy się, jak to się mogło stać, że tak precyzyjny plan nie wypalił i czy to rzeczywiście wyłącznie kwestia rzekomej zdrady Lewicy.
Coming out w wykonaniu Piaska to wydarzenie, które bardziej ośmiesza, niż pomaga sprawie, której miało służyć.
Sytuacja w Platformie zmienia się tak szybko, że w środę rano odejście Róży Thun może okazać się tylko drobnym zakłóceniem sygnału przy tym, co wydarzyło się, dajmy na to, we wtorek wieczorem. Rytm pracy redakcyjnej jest jednak stały i gdy piszę te słowa, to krakowska polityk pozostaje ostatnim zmartwieniem tej partii. Czy na pewno zmartwieniem?
Nie wiem, czy zauważyli Państwo, że od pewnego czasu dużo mniej żartów z „bab płacących na Rydzyka”, czyli – nie używając „języka miłości i tolerancji” – starszych kobiet, znajdujących w swych skromnych, emerytalnych funduszach trochę pieniędzy na działalność Radia Maryja.
„Kto szybko daje, dwa razy daje” – to powiedzenie nie jest raczej ulubionym porzekadłem marszałka Tomasza Grodzkiego. Zapewne bliższe są mu słowa: „Gdzie się człowiek spieszy, tam się diabeł cieszy”.
„Platforma potrzebuje silnego przywództwa, skutecznej pracy organizacyjnej i dobrego programu dla Polski. Musimy odnowić partię, aby była atrakcyjna dla 40 proc. (jak kiedyś), a nie 20 proc. (jak dziś) wyborców. Dlatego chcę zmiany razem z naszymi posłami i senatorami” – pisze na Twitterze Paweł Zalewski, komentując list otwarty, podpisany przez wielu znanych polityków ugrupowania domagających się zmiany jego polityki. Ostatnie sondaże każą pytać, czy te wspominane przez Zalewskiego 20 proc. nie jest już lekko przeszacowane, czy jednak wypada kopać leżącego?
Kilka dni temu sygnalizowałem na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” charakterystyczny dla całego nurtu myślenia tekst Cezarego Michalskiego. Michalski zawarł w nim pretensje do wszystkich poza Platformą Obywatelską opozycyjnych sił politycznych, przy czym zarzuty publicysty można sprowadzić do jednego – partie te nie wspierają PO wystarczająco bezwarunkowo i entuzjastycznie. Pisałem wówczas, że tekst jest rozpaczliwą próbą ratowania odchodzącego już świata, w którym Platforma jest najważniejszą siłą polityczną po stronie antypisowskiej opozycji i jedyną nadzieją na odsunięcie Zjednoczonej Prawicy od władzy. Zeszły tydzień przyniósł wręcz eksplozję histerycznej publicystyki po stronie liberalnej. Niespodziewanie zmienił się w niej jednak wróg numer jeden.
W swoim czasie prof. Jacek Rostowski zamiast do Bydgoszczy wybrał się do Bydgoszczu, czym bardzo ucieszył swoich przeciwników, a odrobinę mniej wyborców. Teraz, gdy zjednoczona opozycja walczy o prezydenturę w Rzeszowie, Borys Budka swojego starszego kolegę przebił i niczym Michał z wiersza Jana Brzechwy o siedmiomilowych butach nie za bardzo wiedział, w którym znalazł się mieście.
Cały zeszły tydzień pełen był medialnych przekazów i plotek, z których wyłaniał się obraz postępującej degrengolady Platformy Obywatelskiej. Kolejne sondaże pokazywały rosnącą przewagę ugrupowania Szymona Hołowni i stałą już tendencję spychającą PO na trzecią pozycję w naszych partyjnych rankingach. Do Hołowni przeszedł kolejny parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej, tymczasem wśród pozostałych jeszcze działaczy miało się rozpocząć zbieranie podpisów w sprawie odwołania Borysa Budki z funkcji przewodniczącego. Partia oficjalnie zaprzecza, lecz nieoficjalnie szuka ponoć źródła przecieku. W sobotę odbyła się konwencja PO poświęcona polityce zagranicznej, jednak potwierdziła ona tylko fatalną kondycję partii, nie tylko z racji swej merytorycznej nędzy.
W niedzielę wieczorem TVP nadała, a w poniedziałek powtórzyła film dokumentalny Ewy Stankiewicz „Stan zagrożenia”. Kilkukrotne przełożenie emisji (w tym zaplanowanej na 10 kwietnia) nie przysłużyło się na pewno nerwom autorki, lecz wzmocniło zainteresowanie tym tytułem. Najwięcej emocji widzów wzbudziły pokazane w filmie zdjęcia Ewy Kopacz, występującej w roli minister zdrowia wysłanej do Rosji, by uczestniczyć w pracach ze szczątkami ofiar. Źle by się stało, gdyby uśmiech minister rządu Tuska w rosyjskim prosektorium miał być jedynym, co zapamiętamy z tego filmu. Jednak gdybyśmy mieli o nim zapomnieć, stałoby się jeszcze gorzej.
W 2019 r. internauci czujnie sygnalizowali, że właśnie dochodzimy do momentu naszej światowej osi czasu, w którym twórcy pierwszej filmowej wersji „Łowcy androidów” umieścili słynną ekranizację prozy Philipa K. Dicka.
W czwartek Piotr Zgorzelski z PSL zapowiedział stworzenie wokół stronnictwa nowej, szerokiej inicjatywy centroprawicowej noszącej nazwę Chadecja Polska. Wśród potencjalnych uczestników wymienił m.in. Porozumienie Jarosława Gowina, czym podgrzał emocje związane z sobotnią konwencją tej partii. Emocje budziło oczywiście nie samo Porozumienie, a to, jak ugrupowanie ułoży sobie dalsze relacje z PiS. Tymczasem sobotnia impreza środowiska Jarosława Gowina nie przyniosła żadnego przełomu.
W tym roku w Wielki Piątek przypadła 16. rocznica śmierci Jana Pawła II. Mediom, opierającym się na rozmowach z zaproszonymi wybitnymi ekspertami, bardzo pomogło to w ustawieniu programu, ponieważ do oczywistego w takiej chwili religijnego kontekstu większości dyskusji dołożyć można było również wątki społeczne.
Przez pierwsze lata po Smoleńsku 10 kwietnia był przede wszystkim czasem obchodów rocznicowych. Najpierw wzniosłych, lecz w nastroju niepewności z racji obaw przed prowokacjami policji, później godnych i pięknych, a w ostatnich latach przed pandemią znów zakłócanych – tym razem przez totalną opozycję. Równocześnie zawsze w dniach poprzedzających rocznicę pojawiały się bądź to medialne wrzutki, mające jedynie pognębić rodziny ofiar i wszystkich oczekujących wyjaśnienia przyczyn tragedii, bądź mniejsze lub większe fragmenty wciąż opracowywanej oficjalnej wersji zdarzeń. Czy rok 2021 był pod tym względem inny?
Przedświąteczny tydzień przyniósł spore wahania temperatur, a wraz z nimi kilka naprawdę ciepłych dni. Może trochę na przekór „Gazeta Wyborcza” wraz z prof. Jędrzejem Skrzypczakiem załamała się nad zjawiskiem tzw. efektu mrożącego, które zagrażać ma wolnym mediom i ich redaktorom, zwłaszcza zaś dziennikarzom śledczym.
Na Wielkanoc „Gazeta Wyborcza” postanowiła zadbać o rozwój duchowy czytelników, publikując rozmowę Dominiki Wielowieyskiej z Adamem Michnikiem. Wywiad, niespodziewanie interesujący, pokazał, nie pierwszy oczywiście raz, że ojcowie dzisiejszej rewolucji nie nadążają za wykreowanymi przez siebie zjawiskami.
Państwo polskie przeprowadza aktualnie dwie duże operacje, w których kluczową rolę odgrywa internet. Pierwsza to proces rejestracji na szczepienia przeciw COVID-19, drugą jest natomiast rozpoczęty kilka dni temu kolejny, pierwszy od 19 lat spis powszechny. System szczepień zaliczył poważne wpadki tuż przed świętami Wielkiejnocy. Spis powszechny natomiast pokazuje już problemy zupełnie innego rodzaju.