Z planem na stworzenie rządu technicznego wyjść miało tym razem PSL, co pokazuje wyraźnie, że Koalicja Polska nie będzie niestety żadną alternatywą dla konserwatywnego wyborcy, ponieważ swoje miejsce na scenie politycznej widzi wciąż u boku partii od konserwatyzmu bardzo odległych.
Koniczynka do neoliberalnego kożucha
By sprawdzić, kto i gdzie się lokuje w sporze o wartości, wystarczy spojrzeć na nie tak dawne głosowanie nad rozszerzeniem porządku obrad Sejmu o zgłoszony przez Lewicę projekt ustawy dopuszczającej aborcję. Owszem, w PSL znalazła się większość, która była za odrzuceniem tego pomysłu (w tym przewodniczący Kosiniak-Kamysz, który w kampanii prezydenckiej aż tak konserwatywnie się przecież w tej sprawie nie pozycjonował) lub przynajmniej wstrzymała się od głosu, ale już Koalicja Obywatelska i Polska 2050 głosowały niemal w całości „za”. I z tej jednomyślności nie wyłamali się nawet partyjni „konserwatyści”, nie licząc odważnej posłanki Fabisiak czy posłów Rasia i Zalewskiego, którzy i tak są już de facto poza partią. „Przeciw” był również Wojciech Maksymowicz, który partię Hołowni zasilił następnego dnia. Pozostałe kluby głosowały właściwie w całości tak, jak można było się spodziewać, i tylko posłowie Kukiza po prostu wstrzymali się od głosu.
Tak czy inaczej w podziale na stronę konserwatywną i liberalną PSL wciąż wydaje się kompletnie zagubione. A może po prostu nie ma ambicji większej niż zostanie koniczynką do neoliberalnego kożucha? Tylko tak tłumaczyć można fakt, że 29 lat od nocnej zmiany sam Władysław Kosiniak-Kamysz rwie się do roli, jaką wówczas odegrać próbował Waldemar Pawlak.
Platforma Obywatelska – rozkład postępuje miarowo
Jak wiemy, tym razem lewica skrewiła, by przywołać najbardziej znane słowa Donalda Tuska. Partie polityczne zostały więc w tym samym miejscu i można by uznać, że dla PiS jest to sytuacja komfortowa, dla innych zaś niekoniecznie. Choć trudno dziwić się, że zwolennicy tej partii mają spory ubaw z nieudolnej opozycji, a i sam prezes Kaczyński ma prawo patrzeć na jej działania z uśmiechem politowania, to i dla jego partii rysują się pewne problemy.
Chciałoby się napisać, że na horyzoncie, jednak piątkowa decyzja TSUE w sprawie kopalni w Turowie pokazuje, że kłopoty mogą być bliżej, niż się zdawało. W tej chwili bowiem powodzenie PiS w perspektywie przyszłości bliższej (do końca kadencji), a zwłaszcza dalszej (kolejnych wyborów parlamentarnych i tego, co po nich) zależy tak naprawdę od dwóch czynników – fatalnej kondycji opozycji parlamentarnej i uzyskania, a następnie sprawnego rozdysponowania, środków z funduszy unijnych, zarówno zwrotnych, jak i bezzwrotnych.
Pierwszego Jarosław Kaczyński może być pewien jeszcze długo. Udowadnia to rozkład Platformy, w której od ostatnich miesięcy przewodnictwa Grzegorza Schetyny trwa wyniszczający spór, ostatnio ogniskujący się wokół Borysa Budki i Rafała Trzaskowskiego. Ale też niejasna postawa prezydenta Warszawy, który bardziej gra na siebie niż na swoją partię. Również ciągłe tęsknoty za Tuskiem, jak się ostatnio przekonaliśmy z przecieków, przez samego Donalda Tuska podsycane, choć chyba tylko dla sportu.
Młoda lewica odkrywa swoją tożsamość
Następuje emancypacja Lewicy, która, jak się zdaje, niezauważenie rozpoczyna własną wojnę ze wszystkimi, pełną chybotliwych i zaskakujących sojuszy, zmieniających się częściej niż w świecie Orwellowskiego Winstona Smitha. Widać u niej coraz mocniejszy rys antyliberalny, silny zwłaszcza w najmłodszym pokoleniu. „Roszczeniowość”, która przerażała kilka lat temu Adama Michnika wśród młodzieży popierającej PiS i Kukiza, tak naprawdę – co za wspaniała przewrotność losu! – wybuchła z pełną mocą w tych środowiskach, które „Wyborcza” chciała traktować i wychować jak własne dzieci. To odkrycie tożsamości odrywa lewicowców od Platformy i Polski 2050, zarazem dziwnie przeplatając jej relacje z PiS, które okazuje się kimś w rodzaju niechcianego, lecz jednak sojusznika w walce o prawa i przywileje socjalne. Lecz równocześnie to PiS (obok Konfederacji, w tym kontekście wymienianej jednym tchem) jest przeszkodą w zmianie obyczajów. W tej sprawie właśnie lewica okazuje się bardziej liberalna od liberałów, będących co najwyżej koniunkturalistami. O ideowym rozdarciu PSL pisałem wyżej.
Konfederacja i Hołownia w poszukiwaniu sensu
Test spoistości czeka wcześniej czy później również Konfederację, choć możliwe, że uda się to jeszcze odwlec. Ale, podobnie zresztą jak i Lewica, Konfederacja potrzebuje zaznaczenia swojej obecności w życiu parlamentu, mediach i debacie publicznej, lecz udział w rządzeniu nie jest dla niej sprawą tak kluczową, jak dla Platformy czy ludowców.
Pozostaje Szymon Hołownia, który był ponoć największym entuzjastą doprowadzenia do szybkich wyborów. „Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu” – te słowa Króla Juliana z „Pingwinów z Madagaskaru” zdają się przyświecać nowej nadziei polskiej polityki. Jedynie „do nas” trzeba zamienić na „do nich” – wyborców, którzy dziś jeszcze wierzą, że były już gwiazdor TVN zna się na wszystkim i rozwiąże każdy problem, lecz w którymś momencie mogą się jednak zorientować, że i ten lider ma swoje poglądy, a przede wszystkim zobowiązania, które prowadzą do kolejnego odbierania ludziom nadziei i odzierania ich ze złudzeń. Inaczej rzecz biorąc, nim Hołownia stanie się dla elektoratu późnym Petru.
Realne wyzwania stojące przed PiS
Skoro więc opozycja pozostaje nieposkładana, jej obowiązki przejąć może jedynie Unia. I wygląda na to, że proces ten gwałtownie przyspiesza. Na razie dzieje się to głównie poprzez TSUE, jednak czy twarde stanowisko wobec bezprawnych zachowań trybunału nie wpłynie na zablokowanie unijnych funduszy? Nie tak dawno rząd twierdził, że i bez tych środków damy sobie radę. Pytanie, czy nie czeka nas brutalna weryfikacja tamtych zapewnień, a wraz z nimi narodowy test z podmiotowości i solidarności. Już dziś oblewany oczywiście przez klaszczącą decyzji sędzi z TSUE opozycję. Ostatnie sondaże nie wskazują na jednoznacznego zwycięzcę, czy raczej jednoznaczną większość, po kolejnych wyborach. Nie dają jej jednak również Zjednoczonej Prawicy, która zresztą zapewne nie będzie startować w tym samym składzie. Już w bieżącym parlamencie Porozumienie jest w tej chwili bardzo niepewnym elementem ZP, co więcej, zdaje się przymierzać do zablokowania części Polskiego Ładu pod pretekstem obrony przedsiębiorców.
Długość tej kadencji, jak i wyniki kolejnych wyborów trudno jest w tej chwili przewidzieć. PiS czeka potężny wysiłek, związany z naprawą szkód po pandemii, tymczasem część energii tracona będzie na spory z UE i wewnętrzną opozycją, również w koalicji rządzącej. PiS nie ma przeciwko sobie poważnej opozycji. Niestety wygląda na to, że nie ma również zbyt wiele czasu.