Nie chcę analizować tutaj dramatycznych zwrotów akcji, jakie w czwartkowy poranek zakłóciły Polakom, zwłaszcza tym po czterdziestym roku życia, przygotowania do świąt. O tym, że awaria systemu i sprzeczne komunikaty, jakie otrzymywali chcący się zaszczepić, były wydarzeniem bardziej poważnym od masowej krytyki przez media i opozycję ministra Dworczyka, świadczy wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego, wygłoszone kolejnego dnia wieczorem. Cóż z tego, że opozycja dostała od rządzących nośny temat, skoro niemal natychmiast spaliła go wezwaniami do dymisji rządu, świadczącymi zresztą o braku instynktu samozachowawczego lub wręcz przeciwnie – o całkiem niezłym tak naprawdę stanie spraw.
Hołownia przebił nawet Jandę
Kto bowiem spieszyłby się do przejmowania władzy w sytuacji dramatycznego kryzysu, za który przyjdzie bardzo szybko zapłacić? Chyba tylko Szymon Hołownia, mający świadomość, że to właśnie teraz przypada jego najlepszy moment, który za chwilę może się przecież skończyć. Jeśli nie skończył się już teraz, o czym za chwilę.
Hołownia, krytykując awarię systemu, sam wykorzystał ją aż nazbyt skwapliwie i zaszczepił się już pierwszego dnia. Temat, który niezależnie od faktycznej skali problemu mógł rozpalić (i rozpalił) społeczne emocje, lider Polski 2050 podjął z typową dla siebie przesadą jeszcze w piątek w południe, żądając dymisji odpowiedzialnych za sytuację polityków. Jednak Hołownia nieźle sparzył się od własnego ogniska. Polityk, który krytykuje błędy i zamieszanie ze szczepieniami, a potem sam z tego korzysta, nie zyskuje sympatii, lecz w hipokryzji przebija Krystynę Jandę. Zwłaszcza gdy robi to tuż po poświęconej temu tematowi konferencji prasowej. Chętnych zaś do zrobienia z Hołowni Jandy-bis przecież nie brakuje, a co więcej, bynajmniej nie znajdziemy ich tylko na prawicy.
Madera poszczepienna
W środowisku salonu III RP wciąż nie ma przecież konsensusu, czy Platformę należy już spisać na straty i postawić na kolejną partię. Taka operacja nie udała się przecież w 2015 r., gdy duża część liberalnego elektoratu szukała dla siebie alternatywy. Trochę skorzystała na tym Nowoczesna, trochę nawet Kukiz, lecz Platforma rządzona przez Grzegorza Schetynę przetrwała nawet krótkotrwałą utratę pozycji lidera opozycji. Uratowała ją degrengolada KOD, a przede wszystkim wyprawa Ryszarda Petru na Maderę. Dziś partię w stronę przepaści prowadzi Borys Budka, jednak wielu jej zwolenników wciąż wierzy, że łatwiej będzie zmienić lidera, niż wypromować nową siłę polityczną, która przejmie jej rolę i obowiązki. Wśród nich musiałoby przecież znaleźć się utrzymanie większości działaczy Platformy, tym samym zniknąłby efekt nowości.
Zapewne stąd właśnie coraz głośniejsza krytyka Budki ze strony kolegów i mediów, z „Gazetą Wyborczą” na czele. − To taka druga Nowoczesna. Pamiętają państwo co się stało, jak przed świętami pan Petru poleciał sobie na Maderę. Zaszczepienie Hołowni to moim zdaniem taka druga Madera – mówi tymczasem w TVP Info o zachowaniu „nadziei polskiej polityki” działacz PSL Paweł Bejda. − Uważam, że to błąd. Najpierw mocno krytykuje ten bałagan i wpadki rządu – w czym się z nim zgadzam – a później skrzętnie z tego korzysta – dodaje w tej samej audycji poseł Platformy Robert Kropiwnicki. Wygląda więc na to, że sprawa będzie się za Hołownią ciągnąć. W święta delikatnie wyśmiał go prezydent Andrzej Duda, stając na Twitterze w obronie polityka i pisząc, że w Wielkanoc powinniśmy okazać więcej wyrozumiałości dla ludzkiej słabości.
Wpis prezydenta zaskoczył wielu jego zwolenników, ale zważywszy na reakcję adresata, okazał się dość celnym strzałem. „Nikt, kto szczepienia nazywa słabością, podczas trzeciej fali pandemii, gdy umierają Polki i Polacy, nie ma prawa nazwać siebie samego patriotą” – brnie Hołownia, ośmieszając się w najlepsze.
Przy okazji spisu zademonstruję…
Spis powszechny rozpoczął się 1 kwietnia, jednak już wcześniej w przestrzeni publicznej pojawiły się związane z nim apele. Tradycyjnie śląscy separatyści wzywają do deklarowania w nim narodowości śląskiej. To można jeszcze zrozumieć, ponieważ mieści się to w logice działań tego środowiska, chcącego za wszelką cenę zaznaczać swoją odrębność, a zarazem przedstawiać się jako ofiary polskich władz. Ciekawa jest tu rola mediów, takich jak „Dziennik Zachodni”, które bardzo mocno nagłaśniają i afirmują to podejście. Działacze lewicowych młodzieżówek z kolei namawiają na wpisywanie, tym razem jako drugiej po polskiej, narodowości europejskiej. Podobna nadgorliwość przypomina trochę nieocenzurowaną wersję postaci Ryszarda Ochódzkiego, który w oryginalnym scenariuszu Stanisława Barei był przecież towarzyszem Nowohuckim.
Spis powszechny ma wreszcie być elementem wojny religijnej i posłużyć do policzenia się, a co za tym idzie, do demonstracji siły przed polskimi ateistami, chcącymi tym samym rozprawić się z wizerunkiem Polski jako kraju, gdzie ponad 90 proc. ludności to katolicy.
W ostatnim czasie mnożą się, z reguły związane z Martą Lempart i jej koleżankami, inicjatywy antyklerykalne, a politycy lewicy uruchomili w internecie nawet licznik apostazji. Początkowo, co odnotował również portal Niezależna.pl, strona cieszyła się bardzo słabym zainteresowaniem, jednak od grudnia 2020 r. do dziś zapisało się na niej już prawie 2,5 tys. osób, często zresztą niepodających swoich nazwisk, co średnio koresponduje z założoną pierwotnie wymową tego przedsięwzięcia.
W ten nurt wpisują się również wezwania, by w spisie skorzystać z opcji zadeklarowania wyznania i oficjalnie, bez konieczności udania się do swojej parafii, potwierdzić swój brak wiary. „Według poprzedniego spisu niemal wszyscy wyznajemy katolicyzm. To powszechne przekonanie ma ogromny wpływ na politykę i nasze życie. Rzekomo wszyscy jesteśmy w Kościele. Czy to oznacza, że Polska powinna stać się państwem wyznaniowym? Czy episkopat powinien dyktować ustawy?” – czytamy na stronie „Chcę się liczyć”. – „Przez ostatnie dziesięć lat wiele osób oddaliło się od religii i Kościoła katolickiego. Zastanów się, czy w rubryce wyznanie zaznaczać »katolicyzm«. Czas pokazać, w co naprawdę wierzymy” – czytamy dalej.
Symetryzm światopoglądowy
Jak zawsze w takich sytuacjach pojawiają się oczywiście drobne konflikty, ponieważ nie wszyscy rzecz traktują śmiertelnie poważnie i jedni liczyć się chcą jako ateiści, inni choćby jako wyznawcy Potwora Spaghetti. Niezależnie od efektu tej akcji należy się spodziewać sporego spadku liczby deklarujących wyznanie katolickie. Co samo w sobie nie musi być złe, jeśli miałoby stać się przyczynkiem do refleksji wśród ludzi Kościoła, tak osób duchownych, jak i świeckich.
Jednak statystyki i tak mogą okazać się zawyżone, uwzględnią bowiem też wszystkich „katolików, ale...”, czyli osoby, które chcąc czuć się częścią wspólnoty, kwestionują olbrzymie obszary nauczania Kościoła, przede wszystkim w kwestach obyczajowych, nawet tak fundamentalnych, jak aborcja.
Zwolennicy lewicy obyczajowej uwielbiają śmiać się, że każdy prawicowiec musi mieć kolegę geja, który nie zgadza się z metodami działań i postulatami aktywistów LGBT. Od października widzimy jednak również lustrzane odbicie tej konstrukcji – to wierząca przyjaciółka feministki, która od niedawna, dokładniej od decyzji Trybunału Konstytucyjnego, bierze udział w protestach Strajku Kobiet. I też można by to symetrycznie zbyć uśmiechem, ale czy na pewno nie mają Państwo takiej znajomej?