Parodia polszczyzny i elity
Wielokrotnie słyszałem z ust ludzi „rozsądnych i wyważonych”, że krytyka elit III RP w wykonaniu prawicy i altleftu jest przesadzona. Rzeczywistość przelicytowała nasze intuicje.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Wielokrotnie słyszałem z ust ludzi „rozsądnych i wyważonych”, że krytyka elit III RP w wykonaniu prawicy i altleftu jest przesadzona. Rzeczywistość przelicytowała nasze intuicje.
Nic nie słychać, żeby platformerskie VIP-y, z Donaldem Tuskiem i Marcinem Kierwińskim na czele, wybierały się do Głuchołazów i okolic, by przyjrzeć się sytuacji pogodowej. I przy okazji pochwalić się antypowodziowymi inwestycjami.
Jest już pewne, że podwyżka płacy minimalnej w 2027 r. to właściwie ochłap rzucony społeczeństwu przez Donalda Tuska. Szczególnie mniej zamożni boleśnie odczują dobrodziejstwa władzy „demokratów i liberałów”. Przypomnijmy, że od początku przyszłego roku minimalna pensja wyniesie 4950 zł brutto. To wzrost o 144 zł brutto.
Demokrację mają na ustach, a chciwość w sercach. Tak najkrócej da się podsumować najnowsze doniesienia o aferze powodziowej. Znienawidzone przez Koalicję Obywatelską CBA bada sprawę grubych machlojek z udziałem polityków rządzącej partii oraz ich krewnych i znajomych.
Kilka dni temu na stronie głównej portalu Wyborcza.pl zobaczyłem wideomateriał pod tytułem „Zagraniczni turyści zachwycają się Polską”.
Do 2015 r. ekipa Platformy Obywatelskiej stawiała na tanie państwo.
„Z każdym dniem nieuchronnie rośnie liczba osób, które mogą mnie pocałować w cztery litery” – mniej więcej tak brzmi znane, memogenne powiedzonko. Najwyraźniej Donald Tusk również wziął je za swoją dewizę.
Kierowane przez lewicową polityk Barbarę Nowacką MEN chce zlikwidować domy wczasów dziecięcych. Niedawno decyzję w tej sprawie potwierdziła arcylewacka Katarzyna Lubnauer.
Słyszę, że premier Donald Tusk planuje wielką odyseję kosmiczną. Rok w rok lider Koalicji Obywatelskiej swoim zwyczajem ogłasza wielki przełom, przyspieszenie czy pakiet reform. Zmieniają się tylko nazwy inicjatyw pod publiczkę.
Ustawa o najmie krótkoterminowym miała być dowodem na to, że rząd troszczy się o swoich wyborców z niższej klasy średniej. Skończyło się kolejnym wizerunkowym kryzysem i znacznym rozczarowaniem liberalno-lewicowego elektoratu, który liczył, że nowe prawo ukróci patologie związane z patohotelarstwem. Jak to w przypadku ekipy Donalda Tuska: miało być pięknie, a wyszło gorzej niż źle. Okazuje się przy tym, że to Niemcy piszą polskie prawo.
Zatrzymanie Macieja Świrskiego, byłego prezesa Polskiej Fundacji Narodowej, pokazuje, że władza coraz bardziej obawia się klęski wyborczej. Po kilku latach rząd Donalda Tuska nie może się pochwalić żadnymi sukcesami społeczno-gospodarczymi.
Koalicja Obywatelska i wspierające ją środowiska opinii bardzo liczą na to, że afera szpitalna rozejdzie się po kościach. Temu ma służyć choćby stopniowe wyciszanie wątku Dawida Kacprzyka, złotego dziecka tej partii. Tyle że znacznie istotniejszy jest problem systemowy, z którym lumpenliberalny rząd Donalda Tuska kompletnie sobie nie radzi – bo musiałby wystąpić przeciw własnej logice myślenia i działania. O czym mowa?
Coraz większy dramat politycznej sytuacji w Polsce polega dziś na tym, że znaczna część elektoratu trzynastogrudniowej władzy do szczęścia nie potrzebuje niczego poza utrzymaniem się Donalda Tuska u władzy. I ewentualnie nieustannych pogróżek oraz prześladowań PiS. Modernizacja kraju? Spełnione obietnice przedwyborcze? Spójność przekazu? To dla nich nic nie znaczy. Rzadko kto się zastanawia, jak tragikomiczny to widok – parodii liberalnego społeczeństwa obywatelskiego.
Koalicja Obywatelska ugrzęzła w politycznym błocie, z którego nie wygrzebie się do wyborów parlamentarnych. W dużej mierze zdecydowała o tym afera szpitalna. Niewiele zmienia fakt, że minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda na razie ocaliła stołek – zadeklarowane przez nią „reformy” są powszechnie krytykowane. A znaczna część wyborców przypomniała sobie, że trzynastogrudniowa ekipa równa się demolka publicznej ochrony zdrowia.